piątek, 6 listopada 2015

To nie jest rozdział

Tylko takie małe zapytanko. Szczerze i bardzo poważnie zastanawiam się nad zakończeniem tego bloga. I nie piszę tego po to żebyście teraz zapewniali mnie że ten blog jest wspaniały.
Tylko ta historia tak jakoś od początku nie ma sensu.
Po za tym, bądźmy szczerzy, faza na Raurę mi się skończyła.
Bardzo lubię i Laure i Rossa, ale serio, nie shippuje ich.
No i teraz zbliżamy się do bardzo delikatnego tematu.
Przynajmniej dla niektórych.
Kto oprócz mnie (i może Kaliny pewnie) shippuje Rourtney?
Ja ich serio uwielbiam.
Ale do czego zmierzam.
Gdybym napisałam inny fanfic?
O Rourtney?
Czytalibyście?
Mam taki powiedzmy zarys tej historii.
To wasza decyzja czy będziecie to czytać.
Tutaj pewnie wymyślę jakieś klarowne zakończenie.
(nie mylić z hepiendem)
No i tyle
Nie wiem serio czemu to piszę
Ale tak jak mówiłam.
To raczej nieuniknione
No
To
Papa
Ktoś.
Ps. Druga część rozdziału powinna się pojawić w przyszłym tygodniu

poniedziałek, 2 listopada 2015

Rozdział 24 'boże kobieto, jak my się dawno nie widzieliśmy!'

BYŁAM NA KONCERCIE HELOŁ JA TAM BYŁAM I TĘSKNIĘ ZA MOIMI MISIAMI BOSZE PRZYTULIŁAM RY PIĘĆ CHCE TAM WRÓCIĆ JUŻ
!!!!!



Uwaga wszyscy, mam dezorientację psychiczną, dlatego rozdział jest dopiero teraz i w dodatku taki...ekhem...cudowny

-------///***@*!?!($)---



No ja rozumiem
W życiu każdego człowieka czasami jest tak, że ma ochotę zawinąć się w bezpieczny kokon z kołdry i nie wychodzić do końca życia.
Ja mam teraz tak samo
To wszystko mnie męczy, nie mam pojęcia na czym stoję.
Ross mnie całuje-super tylko nie robi nic poza tym, i zaczynam podejżewć, że traktuje mnie jak zabawkę
Nie wiem czy straciłm pracę, bo kiedy poszliśmy po dwóch dniach siedzenia w szpitalu do studia, było zamknięte. Może Albert się zdenerwował i nas wylał.
Nie wiem kim jest Rocky:czy po...kręconym wariatem uzależnionym od żelków, wesołym, pełnym energii, czy poważnym, dorosłym człowiekiem który mnóstwo rozumie.
Nie wiem czy coś jest czarne czy białe, mam ochotę kopać i wrzeszczeć na myśl o aktywnym spędzaniu czasu i codziennie skaczę z dywanów licząc, że każdy następny raz będzie ostatni.
Od wyjścia Rydel ze szpitala minął okrąglutki tydzień, a ja od tego czasu nie robię nic innego po za wpędzaniem się coraz głębszą depresję.
Nie spotkałam się z nią, ani jej rodzeństwem (i chłopakiem) ani razu, mimo, że Van biega do nich codziennie i czasami nawet nie wraca, co jest trochę irytujące bo nigdy mnie nie iformuje o swoich planach.
Zresztą, w ogóle się do mnie nie odzywa.
Chyba uznała, że jestem bezduszną poczwarą myślącą tylko o sobie i doszła do wniosku, że będzie mnie ignorować.
No cóż, tak widać miało być.
Nie, nie prawda
Ten głupi argument nie mający żadnego realnego poparcia zawsze służy ludziom do marnych prób pocieszenia innych, a w gruncie  rzeczy jest kompletnie denny i nie przydatny.
Może rzeczywiście powinnam się ogarnąć.
Nie stało się nic szczegulnie specjalnego, żebym musiała zacząć się zachowywać tak a nie inaczej. Poprostu wróciłam ze szpitala, walnęłam się na łóżko i tyle.
Wyłączyłam telefon, z komputera korzystam tylko wtedy kiedy oglądam filmy, bez logowania się na rzadne serwisy społecznościowe. Tak na wszelki wypadek, jak by ktokolwiek się mną przejmował.
  Czy chcę być dziewczyną Rossa?
Tak
Czy Ross chce być moim chłopakiem?
Nie wiem
Czy zaniedbałam przyjaciół?
Tak. Z całą pewnością.
Ale czy oni robili cokolwiek, żeby się ze mną skontaktować?
Nie

No właśnie.
Caaały tydzień zadaję sobie te pytania
I w sumie wszystkie oprócz tego pierwszego cały czas mają inne odpowiedzi.
Z drugiej strony, czy ja chcę być dziewczyną Rossa? Czuję się z nim bezpiecznie, uwielbiam jego poczucie chumoru, jest strasznie wygodną poduszką i świetnie całuje.
Z drugiej strony, to pierwszy chłopak z którym moje relacje są tak zażyłe, więc w sumie nie mam pojęcia na czym stoję.
No to wracamy do punktu wyjścia. Albo raczej wejścia, ale nie ważne.
Ja jestem na serio porąbana. Przez chwilę byłam gotowa wstać i wyjść na dwór, tylko dlatego, że miałam ochotę wypróbować skoki z krawężnika, ale zaniechałam, bo jestem za bardzo leniwa

Postanowiłam jeszcze bardziej się zdołować, więc zaczęłam przeglądać zdjęcia w telefonie. Do tego celu włączyłam go po raz pierwszy w tygodniu (tak, jestem w stanie wytrzymać tydzień bez telefonu).
Kiedy tylko się włączył, zalało mnie tyle powiadomień, wiadomości, przypomnień, że mnie wgniotło w materac.
Zrezygnowałam więc z pierwotnego pomysłu i zajęłam się ogarnianiem tego wszystkiego.
Sprawdziłam powiadomienia z gier, Facebooka i Tweetera i tych wszystkich głupot. Potem nieodebrane połączenia. No tutaj to mnie zamurowało
Van:47
Rydel:54
Riker:38
Rocky:32
Ell:42
Ryland:18
A Ross... No jak to on, nie poddał się tak łatwo :143
Może jednak się starali...
Ale nie, jak by im zależało to by do mnie przyszli.
Nawet Van która ze mną mieszka, nie ma ochoty na moje towarzystwo.
Kiedy ochłonęłam po ilości prób skontaktowania się ze mną, przeszłam do sms-ów.
Tych już było trochę mniej
Van, Rocky, Ell i Ryland sobie odpóścili. Wsumie nic dziwnego.
Rydel i Ross jednak się nie poddali i zasypali mnie wiadomościami od :
''wszystko ok?''
''halo, odezwij się!!?''
Przez
''LAURA, MARTWIĘ SIĘ!!!''
Do:
''Odezwij się, proszę. Strasznie się o ciebie martwimy. Pamiętaj, że zawsze możesz na mnie liczyć''
Westchnęłam.
Czemu ja właściwie jestem na nich zła?
A no tak. Nie przyszli do mnie.
Ale z drugiej strony wcale się nie dziwię. Też nie miałabym ochoty na spędzanie czasu z kimś takim jak ja, zwłaszcza w tej odsłonie.
Więc może powinnam do nich iść?
Przeprosić?
Bo przecież najbardziej byłam zła na Van. I tu mi się wydaje, że miałam realne powody.
Bo ona się mną nie interesowała, mimo że jestem jej siostrą. Halo, mieszkamy razem! Tak trudna było wejść po schodach i zapukać?!
Efekt jest taki, że całą złość i frustrację wyładowywałam na Lynchach (i Ellu).
To był błąd.
Najwyższy czas coś z tym zrobić.


Stałam sobie spokojnie [aha, jasne xD] przed domem mych przyjaciół i rozważałam dwie opcje. Mianowicie:
a) uciec, zanim się zorientują, że tu byłam
czy
b) pokazać klasę i jednak wejść
Po rozważeniu wszystkich możliwych wariantów doszłam do wniosku, że ostatnio nie było mi dane cieszyć się czynami chwalebmymi więc skorzystam z okazjii i wykarzę się w tej dziedzinie [przeczytaj to zdanie jeszcze raz a potem o nim zapomnij, bo jescze ci się pogorszy].
Zebrałam się więc na odwagę i zapukałam.
Otworzył mi Ross którego na mój widok najwyraźniej zamurowało.
No co jest? Włosy umyłam i nawet uczesałam, umalowałam się, jestem w ubraniu (a nie w piżamie, jak to mi się ostatnimi czasy zdarzało)
O co chodzi?
Nagle Ross się zerwał jak oparzony.
Przylgnął do mnie i mocno mnie pocałował, co nie powiem, zaskoczyło mnie.
Nie żebym narzekała. [proszę bardzo, dla wszystkich raurzątek ^-^]
Nagle się odsunął i spojrzał na mnie uważnie, jak by sprawdzał czy to na pewno ja. Po dłuższym namyśle, doszedł chyba do wniosku, że to jednak ja, więc rzucił mi się na szyję.
-O boże, to ty, jak ja się o ciebie martwiłem
A no tak, przecież od tygodnia prawie nie wychodziłam z łóżka, nie mówiąc już o dalszych dystansach.
-Jak widzisz, jednak żyję-niedobrze, to miało zabrzmieć bardziej miło
Na szczęściel Ross chyba nie usłyszał jadu w moim głosie, bo wepchnął mnie do środka, wołając coś w stylu ''LUDZIE NA DÓŁ HALO LAURA TU JEST TYM RAZEM PRAWDZIWA PRZYSIĘGAM STOI OBOK MNIE NO CHODŹCIE!!!!''
Po chwili na schodach pojawiła się Rydel z gaśnicą.
-Ogarnij się człowieku, bo ci to w łeb wpakuję. Ile razy mam ci mówić, że masz zwidy, ty idio... O MÓJ BOŻE, LAURA, TO NAPRAWDĘ TY?!?
-Chyba tak-odparłam nie pewnie, bo tak na prawdę sama nie miałam pojęcia.
Rydel walnęła gaśnicę na bok, poczym podbiegła żeby mnie uściskać.
Ledwo jednak się wydostałam, przygniotło mnie stado słoni złożone z Rikera, Rocklifa i Rylanda, którzy zaalarmowani wrzaskami Rossa i Rydel przybiegli pędem, by ratować ich z opresji.
Nie wnikam
-Boże kobito, jak my się dawno nie widzieliśmy! Postarzałaś się trochę!-walnął Rocky.




Błeeeeeeeeee
BŁEEEEEEEEE. 
Też żygcie? 
To się zgadzamy
To jest pierwsza część tego gónwa
Druga może w środę, może w piątek. 
Mam nadzieję że jednak daliście radę to przeczytać. 
Mimo wszystko
Moje życie powiem wam nie wygląda zbyt różowo. 
Nie żebym teraz miała się nad tym rozwodzić
... 
... 
A TAK W OGÓLE TO KTO BYŁ NA KONCERCIE CO
Ja wiem że to było dawno i w ogóle. 
I nikt tego już nie przeżywa
Walić 
W każdym razie ja byłam i było zajebiście, tyle powiem. 
Spotkałam wszystkich moich menżuf
I tak dalej
I pozdrawiam pewną osóbkę która dała radę zawiązać buty (na stojąco!) w tym tłumie który zgniatał nas ze wszystkich stron
Ona się chyba domyśla o kogo chodzi :3
No także papa 
I miłego wieczoru jeśli ktoś to czyta. 
Kocham was i R5
Bardziej niż jednorożce 
Ktoś. 
No i sorry za błędy jak cuś :3

środa, 26 sierpnia 2015

Rozdział 23 "Nie liżecie się w miejscach publicznych!"

Kocham was i oddaję w wasze ręce rozdział

***************


W szpitalu panował spokój. To znaczyy Rockliff tam był. A przecież wiemy chyba co to znaczy. Ale nie będę się teraz zajmować tymi wszystkimi głupotami które już zdążyli zrobić.
W każdym razie, każdy siedział na krześle i zajmował się swoim życiem.
Nagle z sali w której leżała Rydel wyjrzał lekarz. Ten co tak radośnie oświadczył nam, że Ratliff nie może spotkać się z Delly. Nie lubię gościa.
-Panna...-zawachał się, bo przecież Ell oznajmił mu niedawno że jest Ryde jest jego żoną - Pani Rydel chce się spotkać z Laurą-zakończył szukając mnie wzrokiem.
Ale jak to zemną?
Nie chce się spotkać z rodzeństwem, czy nawet z Elinghtonem, tylko zemną?!
Stałam tak, rozmyślając, do czasu kiedy Ross mnie szturchnął.
-Laura?
A no tak, przecież mam się z nią zobaczyć!
Weszłam do sali, i odrazu przestałam się nad wszystkim zastanawiać i po prostu zajęłam się przyjaciółką.
Rydel leżała na łóżku, jak zawsze uśmiechnięta, podłączona do kroplówki. Przysiadłam na skraju łóżka
-Hej Deluś, jak tam?
-Och cudownie, oprócz tego, że czuję się jak balon z którego uszło powietrze - powiedziała i na dowód tego, jak bardzo dobrze się czuje, uśmiechnęła się jeszcze szerzej.
-Och, to rzeczywiście cudownie-zgodziłam się - powiedz mi tylko proszę, czemu Cię tak długo tu trzymają?
W jednej chwili Rydel spoważniała.
No ale w sumie tylko spadła ze schodów, a z tego co wiem, to nie złamała sobie niczego przy tym, więc wydawało mi się to dziwne, że cały czas robią jej jakieś badania.
-Noo... Oprócz tego, że jestem trochę poobijana to.... - wzięła głęboki wdech-mam zwichnięty nadgarstek-momentalnie zauważyłam, że rzeczywiście ma bandaż w tym miejscu-i jestem wycieńczona, oraz w momencie przewiezienia na oddział miałam alkohol we krwi.
Oddetchnęła głęboko i zapatrzyła się w sufit.
Siedziałm tak, i nie do końca wiedziałam co powiedzieć
Więc powiedziałam po prostu :
-Okej
Ona przeniosła swój wzrok na mnie, wyraźnie ucieszona, że nie robię jej wyrzutów, albo coś.
-A teraz - kontynuowałam-czas na drugie pytanie-spojrzałam na nią, jakbym chciała się upewnić czy mnie słucha-czemu chciałaś, że bym to ja weszła?
Rydel siedziała chwilkę cicho, jakby zastanawiając się nad odpowiedzią. W końcu wyznała cicho:
-Niegshgchciałhmmmżebymnirobbihhhliwyrzuty
-Co?!
-Niechciałamżebymirobiliwyrzuty-powiedziała szybko.
-Wolniej - poprosiłam
-NIE. CHCIAŁAM. ŻEBY. MI. ROBILI. WYRZUTY-powiedziała głośno i wyraźnie
-I słusznie założyłaś, że ja nie będę ci ich robiła?
-Mhm - odpowiedziała, nadal wpatrując się w swoje dłonie. Miała śliczny lakier do paznokci.
-No dobra, okej
-Okej?-spytała, jakby chciała się upewnić, czy się nie przesłyszała.
-Jasne-zapewniłam ją-i teraz najważniejsze pytanie-widzę jak Delly się skupia-co to ma znaczyć, że nie chcesz widzieć Ellingtona?!-wyglądała na mega zdziwioną-no co?! Ja chcę moje Rydellinghton!
Rydel zatkała mi usta po czym wyjaśniła:
-Zaraz ktoś cię wyprosi
Uspokoiłam się więc, ale nadal na nią groźnie patrzyłam.
-No więc słucham?!
-Zacznijmy od tego, że nie rozumiem o czym mówisz...
-Co?! No przecież nie chciałaś widzieć się z Elinghtonem!!
-Ja?!-upewniła się
-No ty!
-Ja wcale... W sensie... UGH, napewno ten doktorek coś pomieszał!
No to teraz już nic nie rozumiałam. Może dlatego, że była godzina 18.48 a ja tego dnia DWA razy całowałam się z Rossem, dostałam zawału serca, spowodowanym spadnięciem mojej przyjaciółki ze schodów, zostałam PRAWIE porwana, na obiad wypiłam jedynie cztery kawy, a w dodatku martwiłam się tym, że mój ukochany parring się rozpadnie.
Tak, myślę, że to któraś z tych rzeczy.
-No to o co chodzi?
-No bo ja chciałam żebyś najpierw ty do mnie weszła, no i uprzedziłam lekarza, że może być tak, że Ell będzie się chciał za wszelką cenę się do mnie dostać, i żeby narazie go nie wpuszczał.
-E? - pisnęłam zdezorientowana
Rydel popatrzyła na mnie zrezygnowana poczym zaczęła opowiadać od początku
-Ja chciałam, żebyś tylko ty weszła, i uprzedziłam leka....
-Wiem co powiedziałaś, tylko to trochę niezgodne z tym co powiedział lekarz...-wytłumaczyłam jej
Zobaczyłam jak Rydel robi sę zła (i mam nadzieję, że na lekarza, a nie na mnie, bo jak Rydel się na kogoś zdenerwuje,to ten ktoś ma przechlapane)
-A co on wam do cholery naopowiadał?!
-Że pann... Pani Rydel nie życzy sobie spotkań z Ratliffem
-Jak go spotkam to mu nogi z dupy powyrywam!!-wrzasnęła i zaczęłam się poważnie obawiać o stan jej zdrowia, bo wyglądało to tak, że jakby spotkała tego doktorka, to by się naprawdę nie powstrzymała...
-Spokojnie, Delly... Nie denerwuj się...
-Ależ ja dopiero mogę zacząć się denerwować!-oznajmiła zdziwiona-a tak poza tym...-spojrzała na mnie pytająco
-Co?-przestraszyłam się
-Przecież ja nie jestem zamężna!-zdecydowała po namyśle
No cudownie.....
Opowiedziałam jej wszystkie wydarzenia z dnia dzisiejszego, nie pomijając mojej prywatnej telenoweli. Oczywiście Rydel zareagowała na to piskiem, a potem zażądała prywatnego spotkania z Elinghtonem, żeby poważnie porozmawiać z nim na temat tego, że nie wolno porywać (nawet na niby) przyjaciół, ani żartować na temat ślubów przy jej starszym bracie, bo on zawsze bierze wszystko na poważnie.
Pożegnałam się więc, wyszłam na korytarz, zaprosiłam Ella do środka, po czym usiadłam obok Rossa, który znowu uparcie maltretował kabelek biednych słuchawek Vanessy, jednocześnie zawzięcie bazgrając sobie po ręce.
-Ross?
Brak sygnału
-Ro-os?
Nic
-ROSS!
Ross drgnął i popatrzył na mnie.
-O HEJ LAURA!-wrzasnął-CZEMU KRZYCZYMY?!
-ĆŚŚŚ!!! - uciszyła nas reszta.
Załamałam ręce. Serio?! Za co?!
Postanowiłam jednak, że zamiast się obrazić, albo go zwymyślać, zrobię coś czego się nie spodziewa.
Nachyliłam się w jego stronę i pocałowałam w policzek. Właściwie to w sam kącik ust.
Jak on mnie całował, to ja też mogę!
Ross drgnął, uśmiechnął się, po czym bez żadnej zapowiedzi pocałował mnie w usta.
Całowaliśmy się przez chwilę, dopóki nie poczułam jak ktoś nas rozdziela. Spojrzałam groźnie na Rocky'ego, bo to właśnie on wpadł na ten głupi pomysł.
-No bardzo przepraszam Laura! Ale wyjaśnijmy sobie coś: nie liżecie się w miejscach publicznych!-wrzasnął
Siedzieliśmy chwilę w ciszy, podczas kiedy Rocky wpatrywał się w nas uważnie, żeby sprawdzić, czy na pewno zrozumieliśmy.
W końcu Ross spokojnie spytał
-Dlaczego?
Rocky wyraźnie się zdenerwował
-Dlaczego?!-wrzasnął-Dlaczego?! Dlatego, mój drogi, że A, to obleśne, a B, już we wszystkich gazetach o was piszą!-rzucił w naszą stronę pismo-Nie dadzą nam spokoju! Naprawdę, raduję się waszym szczęściem, serio! Ale wolałbym, przynajmniej teraz, kiedy nagrywamy nowy album, mieć trochę spokoju!-sciszył głos i się uspokoił-życzę wam szczęścia na nowej drodzie życie i tak dalej, ale powstrzymajcie swoje hormony przy świadkach-powiedział i uśmiechnął się z politowaniem-i przeczytajcie to-wskazał na gazetę po czym usiadł z powrotem na swoim miejscu
Siedzieliśmy tak chwilę jak otępiali, a potem rzuciliśmy się na gazetę.
Już na okładce wielki napis głosił "Nowa dziewczyna Rossa Lyncha?!" (tutaj Ross się zdenerwował, bo to wyglądało tak jakby cały czas zmieniał dziewczyny) a pod spodem: "wielka miłość, czy niewinny flirt?" i nasze zdjęcie kiedy siedzimy na ławce przytulając się, a niżej jakaś nieznana mi fotka z imprezy.
W środku znajdowało się mnóstwo ujęć nas na spacerze, nas jadących do studia i nas na tej imprezie. Za nic nie mogłam sobie jej przypomnieć, zwłaszcza, że wyglądałam na nieźle wstawioną. Na jednej fotce nawet tańczyłam z Rossem (a raczej, z tego co widać, ocieram się o niego) wymachując przy tym czerwonym jednorazowym kubkiem w którym podejrzewam, znajdował się alkohol. Spytałam w końcu Rossa
-Kiedy my byliśmy razem na imprezie?
Ross nie odpowiedział, tylko sprawdził datę wydania na okładce. Dzisiaj. To jeden z tych tanich brukowców, który publikuje fakty (a raczej plotki) z dnia na dzień.
-Pamiętasz jak wyglądał nasz dom kiedy się obudziliśmy?
O ku*wa
No to wszystko jasne...


______________________________________
No cześć!
No to teraz wypadałoby powiedzieć co nieco
Zacznijmy od tego, że to nie jest odwieszka
To poprostu, trochę szczęścia. 
WIWAT POCIĄGOWE WIFI! 
No więc tak. 
Rozdziały będą się pojawiać kiedy uda mi się złapać internet
Przepraszam też za wszelkie błędy. 
Ten rozdział został napisany w telefonowych notatkach, w różnych momentach mojego życia, więc błędy są nieuniknione
I mam nadzieję, że ktoś tu jeszcze jest
I chcę zadedykować ten rozdział cudownym osobą:
Kinga R5er
EmiDemi Raura
Karcia Lynch
No i oczywiście
Pinni Pay
I moja
Kalina
Mam nadzieję, że jeszcze tu jesteście
Do napisania, mam nadzieję nie długo :*
Ktoś. 

środa, 15 lipca 2015

Zawieszka D':

No więc... Hej
Szybki post
Badzo mi przykro
Ale zawieszam
Nie wiem na ile. Moi rodzice odcięli mi internet
Do odwołania
Więc może nawet na kilka miesięcy
Ryczę...
Bo może jestem leniwa i tak dalej, ale lubię pisać tego bloga, i w sumie zastanawiałam się nad następnym
Także tak
Może uda mi się do września wrócić
Ale nie obiecuję
Buziaki
Bardzooo, baardzo mocno was kocham
Ktoś.
Ps. Pozdrawiam rozumiejące mnie morderczynie, które skomentowały poprzednią notkę. Kocham was kobitki:*

wtorek, 14 lipca 2015

Coś.

No okej....
Po wakacyjnej mnie (mimo, iż wakacje się dopiero co zaczęły) ni ma już ani śladu.
Być może wydaje wam się, że jestem osobą pełną energii i chęci do życia.
Otóż nic bardziej mylnego
Nie napiszę teraz jakiejś mega smutnej notki "od serca", że mam depresję czy inne bzdury (bez obrazy dla osób z depresją)
Lubię się śmiać, zachowuję się jak taka "inna"  umysłowo, mam swoje głupawe odpały (co owocuje rozdziałami)  i tak dalej.
Serio
Ale z natury jestem osobą raczej leniwą, uzależnioną od internetu (znaczy to nie jest to niebezpieczne uzależnienie od internetu, o którym piszą te wszystkie "psychologiczne" gazety), czytającą ciągle tą samą książkę i nałogowo pochłaniającą kawy mrożone w trybie RIGHT NOW.
I tak jak mówię
Nie mam depresji ani nic. Po prostu taka jestem. Koniec
Jak się już za coś wezmę to to zrobię, serio.
Lubię tańczyć, śpiewać, grać (w teatrze), pływać i robić mnóstwo innych fajnych rzeczy
Gorzej jest z motywacją
Ale do czego zmierzam i dlaczego zmuszam Cię do czytania tego całego chłamu o mnie?
Otóż.
Ponieważ w sobotę wyjeżdżam na obóz, a wracam ostatniego dnia lipca, przez ten czas rozdziałów nie będzie.
No fajnie.
Tylko przed obozem też go nie będzie (już widzę Pinni i jej długopis 'o')
UPS
Nooo chyyybaaa, że zbiorę to moje grube dupsko i coś naskrobię.
Ale to się raczej nie wydarzy...
Bardzo mi przykro, serio.
Ale za każdym razem kiedy nie będzie rozdziału zajrzyj do tej notki i wszystko będzie jasne
I to nie jest tak, że was olewam
Really
Tylko.... No
Z mojej strony to tyle
Dziękuję, skończyłam
Cześć.
Ktoś.

------edit------
A! I wielkie, naprawdę ogromne dzięki za 3000wyświetleń
Aż się dziwię, że nie szkoda wam czasu...






Cały czas myślę o tym, że Kalina i Pinni mnie zabiją... 

poniedziałek, 6 lipca 2015

Rozdział 22 "Boimy się o swoją przyszłość!"

ZA WSZYSTKIE BŁĘDY I WULGARYZMY PRZEPRASZAM!

_________________________________________

No ja zaraz komuś przywalę! Chyba nie da się być bardziej wściekłym. Niestety, Riker zabronił mi cokolwiek rozwalać.
Więc.
W świetle prawa, Rydellinghton nie łączy związek małżeński, więc Riker z powrotem lubi Rata. Siedzi z nim na przodzie samochodu i jakby nigdy nic śmieje się z jego żartów. My (czyt. Wkurwiona trójka prawie porwanych ludzi) siedzimy z tyłu i tylko rzycamy nienawistne spojrzenia w stronę "prawie męża" i bagażnika w którym siedzi drugi niedoszły porywacz. Bo to było tak...
>retrospekcja<
Ja pier*piiiiip*! Czy to normalne, że dwójka twoich przyjaciół cię porywa?! Czy mam się bać?! Najśmieszniejsze jest to, że te dwa barany zatrzymały się pod własnym domem! Wynieśli nas z samochodu i zanieśli do piwnicy. Odklejili nam taśmę z ust, bo oczywiście wcześniej za bardzo się wydzieraliśmy.
-KURWA, CO WAM DA TYCH ŁBÓW STRZELIŁO!!?! - wrzasnęła Vanka. My z Rossem jeszcze dochodziliśmy do siebie.
-Uwaga, to jest porwanie...-Zaczął spokojnie Ell. Tym razem wydarł się Ross
-KURWA, MYŚLISZ, ŻE NIE WIEMY?!!
-Proszę nie stawiać oporu, albo podniesiecie konsekwencje-kontynuował Rocky. Spojrzałam na niego z niedowierzaniem. Czy on do końca zgłupiał?!
-Po jaką cholerę to zrobiliście?-spytała już spokojniej Vanessa. Rocky momentalnie zmienił się z, w jego mniemaniu, "twardego bandziora", w prawdziwego siebie, czyli "jestem na żelkowym haju i fikam koziołki" - Bo my... No wiesz...
-Boimy się o swoją przyszłość!-dokończył za niego Ratliff
-CO-zdziwił się Ross z głupią miną. Słodki jest. To znaczy... Eeee... Tego nie było!
-Nie żeby coś, ale wydaje mi się, że porywanie przyjaciół nie wróży wam dobrej przyszłości, chłopaki - wtrąciłam swoje trzy grosze. No ale chyba mam rację?!
Ell zrobił wielkie oczy Jakby sobie coś uświadomił. Nachylił się do Rocky'ego, wyszeptał mu coś do ucha. Rocky po chwili miał przerażoną minę. Oboje spojrzeli na nas ze strachem.
-Co?-spytała nadal zirytowana Ness
-No bo my... - zaczął Rocky
-No my ten.... No... Przepraszamy...? - dokończył za niego Ratliff
-CO?!-tym razem wrzasnęliśmy wszyscy
-Prze...prasza...my? - spytał mało entuzjastycznie Ell
-Ja ci dam, kurwa przepraszam! - wrzasnęła Van-już kompletnie wam na mózg padło?! Porwaliście swoich przyjaciół, i teraz kurwa przepraszam?!?!
Obaj bruneci byli konkretnie przetażeni. Widziałam, że ledwo powstrzymóją się od ucieczki. No ale sorry bardzo, jak im się zachciało takie głupoty robić, to niech się teraz tłumaczą!
-No bo my... No ten...-Ellington chyba za bardzo stresował się tym, że Van chce go zjeść. Rocky był trochę bardziej odważny.
-Chodzi o to... Że, no wiesz. Jesteśmy już dorośli i tak dalej, i nie wiemy co chcemy robić w życiu i...
Ell nabrał odwagi, więc się odezwał, tym samym przerywając Rocky'emu
-Więc postanowiliśmy wypróbowywać różne zawody i zobaczyć co nam najbardziej pasuje. Byliśmy już sprzedawcami skarpe...
-PRZECIEŻ GRACIE W ZESPOLE, GŁĄBY!!!-wrzasnął do granic możliwości zdenerwowany Ross. Nie dziwię się, właśnie jego najlepszy przyjaciel razem z jego bratem, porwali go, a potem oświadczają, że nie pamiętają o rodzinnym zespole, który dla niego jest bardzo ważny, w dodatku informują go, że pracowali jako sprzedawcy skarpetek. (uff, to było ciężkie do napisania...~od aut.)
Oczy niedoszłych porywaczy powiększyły się do granic możliwości po czym wypadły im z orbit. Gdy chłopaki pozbierali już swoje paczadła z podłogi i umieścili na miejscu, dosłownie rzucili się na nas i zaczęli rozwiązywać sznury, którymi byłiśmy skrępowani.
Ulga.
No świetnie.

Nagle do piwnicy wpadł Riker i po chwili on również musiał zbierać swoje oczy z podłogi.
No kurde, może jako najstarszy zachowałby powagę?!
-Co wy tu...?
-TE DWA PATAFIANY NAS ZWIĄZAŁY!!!!-wydarła się Vanessa, poczym podbiegła do Rika i rzuciła mu się na szyję.
Riker zagotował się ze złości i kiedy tylko Van go póściła, natychmiast znalazł się przy porywaczach.
Na szczęście obyło się bez większych szkód.
>koniec retrospekcji<

I tak właśnie znaleźliśmy się w samochodzie Rikera jadąc z powrotem do szpitala.
Tylko nadal nie wiem, czemu jedziemy jednym samochodem, a drugi zostawiliśmy w garażu...
Van siedzi mocno zdenerwowana na swojego (jeszcze nie, bo Riker oczywiście nie może się zdobyć na wyznanie jej uczuć) chłopaka, który bezczelnie ją olał i nie zgodził się na demolowanie czegokolwiek.
Ross jest zdenerwowany, że chłopaki zapomnieli o zespole, a ja trzymam go za rękę, żeby przypadkiem czegoś nie rozwalił.
Rocky leży w bagażniku, i z tego co słychać to chyba usnął.
Za to Riker i Ratliff zajęli się śpiewaniem disco polo.
Jak widać wszyscy mamy bardzo inteligentne zajęcia.

Dojechaliśmy pod szpital i nagle uświadomiłam sobie straszną rzecz. Mianowicie, nadal nie powiedzieliśmy Ellowi, że Rydel go nie chce. Swoją drogą, muszę z nią poważnie porozmawiać. No co to jest, żeby tak się w stosunku do swojego chłopaka zachowywać?!
Zwłaszcza, że serio nie mam pojęcia co mogło ją skłonić do takiej decyzji.
W każdym razie.
Kiedy wysiedliśmy z samochodu złapałam Rossam za rękę i odciągnęłam go od reszty
-Co jest?-spytał przyciszonym głosem, rozumiejąc, że ta wymiana zdań nie jest przeznaczona dla wszystkich.
Jak my się dobrze rozumiemy... 
Ugh, nie teraz!
-Co zrobimy z Ratliffem? -spytałam, mqjąc nadzieję, że może on będzie miał jakiś pomysł.
-Co?
-Pamiętasz, co mówił lekarz?
-Że Ell nie może.... A dobra, dobra, rozumiem
-No-o..!
-Noo... I co...?-zdziwił się
-Jak mu to powiemy?
-Pójdziemy na żywioł
-No dobra
Stwierdziłam, że nie mam lepszego pomysłu. Odwróciłam się i chciałam wracać, ale coś mi przeszkodziło.
Mianowicie Ross złapał mnie za rękę i przyciągnął do siebie. Jeszcze bardziej zdziwiło mnie to co zrobił potem.
Pocałował mnie.
Drugi raz tego dnia.
To było takie...naturalne.....?
Ledwo odwzajemniłam pocałunek usłuszałam przeraźliwy wrzask Rocky'ego
-AAAA! OŚLEPŁEM!! ONI SIĘ LIŻĄ W MIEJSCU PUBLICZNYM!!!
No to się od siebie oderwaliśmy.
Spojrzałam na Rossa, na którego twarzy widniał łobuzerski uśmieszek. Też się uśmiechnęłam. Objął mnie ramieniem i ruszyliśmy w stronę wejścia.
Mamy dziwną relacje.
No bo się całujemy, przytulamy, trzymamy za rękę, ale w sumie jesteśmy przyjaciółmi.
Ale nie miałam teraz czasu się nad tym zastanawiać.



--------------------

NO HEJ HEJ!!
WITAM WAS PO WAKACJACH!
OPALIŁAM SIĘ JAK NIE WIEM.
MAM WZGLĘDNIE DOBRY HUMOR I W OGÓLE.
ROZDZIAŁ MOŻE NIE POWALA, ALE W SUMIE TO WYDAJE MI SIĘ, ŻE JEST CAŁKIEM CAŁKIEM.
ZNACZY DU... TYŁKA NIE URYWA, ALE JEST OKEJ.
PISZCIE CO SĄDZICIE
OGÓLNIE PRZEPRASZAM ZA TE WSZYSTKIE WULGARYZMY, ALE POMYŚLCIE JAK WY BYŚCIE ZAREAGOWALI JAK KTOŚ BY WAS PORWAŁ?
TO W SUMIE TEŻ MOŻECIE NAPISAĆ.
A TAK W OGÓLE TO POCAŁOWAŁ JĄ!!!! 
CIESZYCIE SIĘ? 
MAM NADZIEJĘ, ŻE TAK
NO°1
TAJEMNICA PORWANIA SIĘ ROZWIĄZAŁA.
PISZCIE CZEGO SIĘ SPODZIEWALIŚCIE.
tak wiem, to ja tu powinnam pisać, ale chcę poznać wasze opinnie.
TAKŻE
ENDŻOJ BAJ CZAPTER
ŻEGNAM SIĘ, CZEŚĆ.
KTOŚ.

czwartek, 18 czerwca 2015

Rozdział 21

NO TO JA
ZAPRASZAM NA KOLEJNE KRÓTKIE GÓWN... W MOIM WYKONANIU

.


KRZYK
Odrywam się od Rossa i biegnę na dół. 
To brzmiało zupełnie jak... Rydel
Jestem już w salonie. 
Nie zwracam uwagi na powszechny bałagan, tylko gorączkowo szukam osoby która krzyknęła. 
Jestem jak w amoku. 
Nagle ktoś łapie mnie za ramiona. 
To Ross. 
Z trudem obraca mnie w kierunku schodów. 
Pod nimi, tak, że nie widziałam wcześniej leży ona. 
Rydel. 
Nie rusza się. 
Z nosa cieknie jej krew. 
Podbiegam do niej i sprawdzam puls. 
Słaby. 
Ale żyje. 
Nie jestem w stanie zadzwonić po pogotowie. 
Nie jestem nawet w stanie się ruszyć. 
Ross odbiera mi telefon i dzwoni. 
Nie wiem po jakim czasie do domu wbiegli ratownicy. 
Nie jestem w stanie nic powiedzieć. 
Ale mówię
Spadła. 
Wiem to. 
Nie wiem skąd, ale wiem, że tak było 
Zabierają ją
Nie pozwalają jechać ze sobą 



Siedzimy wszyscy w poczekalni. Cała rodzina Rydel+ja z Van.
Rocky zwisa głową w dół i tępo patrzy przed siebie.
Ell chodzi w kółko.
Ross próbuje przegryść sobie kabelek od słuchawek które właśnie ma w uszach.
Van obgryza paznokcie.
Ja i Riker na zmianę chodzimy do automatu po coraz to nowszą kawę.
Chyba się uzależniłam

Siedzę właśnie na krześle popijając siedemnastą kawę w przeciągu dwóch ostatnich godzin.
Wszyscy nagle wytrzeźwieli i tylko tępo patrzą przed siebie. (i robią czynności opisane powyżej)
No bo jak się okazało nie wszyscy rano byli trzeźwi. Rocky na przykład wyciągnął kanapę na dwór, ustawił przy basenie i bawił się w Titanic. Kanapa była owym statkiem a basen morzem. Więc mebel razem z Rockym regularnie lądował w basenie. Bardzo interesująca zabawa, ale może nie teraz.
I jak by tak na to spojrzeć, to nie jestem pewna, czy Rocky nie był trzeźwy....
Nieważne.
Siedzimy tu tak od dwóch godzin i czekamy na jakieś wieści. Bo najpierw muszą zrobić jej jakieś super dziwne badania i oczywiście nie mogą nas o niczym poinformować.
Lekarze...
Znaczy, nic do nich nie mam. Tylko mogliby okazać się bardziej ludźmi i łaskawie informować nas o przebiegu zdarzeń raz na jakiś czas.
O wilku mowa.
Zza zakrętu wyszedł właśnie facet w białym (czyt. lekarz). Wszyscy rzuciliśmy się na niego jak za przeproszeniem Rocky.
Facet tak się przestraszył, że zamiast uraczyć nas jakimiś informacjami, jak na  porządnego obywatela przystało, po prostu uciekł.
Po prostu bezczelnie zwiał.
Nie lubię go.
Taki jakiś dziwny jest.
No bo kto ucieka przed bandą nastolatków?
Znaczy, rzuciliśmy się na niego, ale to go nie usprawiedliwia.
Po prostu go nie lubię.

*****

Siedzimy tu już cztery godziny i oczywiście dalej nic nie wiemy!
No kurwa (raz na jakiś czas będą pojawiać się przekleństwa~od aut.), za przeproszeniem!
Wypiłam łącznie czterdzieści osiem kubków kawy.
Riker wypił pięćdziesiąt dwa.
Ross musiał pożyczyć słuchawki od Ness, wcześniej solennie obiecując, że tych nie zje.
Rocky zasnął i spadł z krzesła na łeb, a nawet nie mruknął. Śpi dalej.
Van nie zostało nic z paznokci, więc teraz obgryza ołówki (co oni mają z tym gryzieniem?! Zęby im rosną?!)
Ellinghton przeszedł osiemnaście razy w zdłóż i wszerz cały szpital. Raz goniła go jakaś kobieta, bo wszedł do damskiej łazienki, a cztery razy uciekał przed jakimś doktorkiem, bo wszedł do pomieszczeń opatrzonych plakietką wstęp surowo wzbroniony. Lekarz natomiast nie był z tego powodu szczególnie zachwycony.
Takie życie.
Świat nie jest instytucją do spełniania życzeń.
Nagle z sali wyszedł lekarz.
Ten sam przed którym uciekał Ell. Kiedy wspomniany wyżej zobaczył ową osobę wychodzącą z sali (OMG, co to jest?!~od aut.) skulił się na krześle, chowając się za wciąż śpiącym Rockym.
-Spokojnie młodzieńcze, nie przyszedłem tu do Ciebie, tylko do szanownego Ellinghtona Ratliffa (to się odmienia, czy nie?!~od aut.)
W tym momencie wszyscy spojrzeliśmy na niego jak na idiotę
-To ja... - podniósł rękę rzeczony osobnik
Wiem, że to nie jest najlepszy moment, ale parsknęłam śmiechem. Mina lekarza była tak przerażona i zszokowana zarazem, że nie mogłam się powstrzymać. Kryło się w niej też sporo obrzydzenia.
Nie wnikam.
-Panna Ryd... Bo jest jeszcze niezamężna?-chciał się upewnić.
Jednak, Ell, jak to on, niezależnie od tego w jakiej sytuacji się znajduje, lubi żartować. Dlatego, zanim ktoś zdążył cokolwiek powiedzieć, on zaczął wrzeszczeć:
-Jak to!? Zgubiła obrączkę?! A taki byłem szczęśliwy?! A po za tym, oczywiście, że jest zamężna!! Kobiety w jej wieku powinny już znaleźć sobie partnerów! Piękno przemija, i znim się obejrzysz, możesz zostać starą panną!-zdezorientowane spojrzenie lekarza mówiące "ja!?"-Tak, tak! Oczywiście, że jest zamężna! Jest zamężna ze mną!
-CO?! PRZECIEŻ TO JESZCZE DZIECKO!!!!-wydarł się Riker, i tym razem to on rzucił się w pogoń za Ellinghtonem-to, że zgodziłem się na wasze spotykanie się, nie oznacza, że wyrażam zgodę na ślub!!!-wrzeszczał, goniąc dalej Ella i jednocześnie dopijając swój pięćdziesiąty trzeci kubek kawy. Celnie rzucił pustym już pojemnikiem do kosza i kontynuował gonitwę.
Przez tą kawę ma za dużo energii....
Podczas, gdy tamci się ganiali, lekarz nadal miał nam coś do przekazania. Zwrócił się do Rocky'ego... Po którym został tylko kłęby kurzu i zarys oddalającej się sylwetki.
A no tak.
Team Rockliff
Nieważne.
Doktorek, coraz bardziej zdziwiony, zwrócił się do Rossa, króry też chciał uciekać, ale złapałam go zo rękę i nie pozwoliłam na to.
Westchnął
-Więc.... Ekhem! Panna... Pani Rydel się wybudziła-chwila ogromnego szczęścia, ja rzucam się na Rossa, zapominając o całej niezręczności związanej z porannymi wydarzeniami-i można ją odwiedzić-jeszcze więcej szczęścia-tylko z pewnym wyjątkiem...
-Jakim?!-wrzasnęliśmy, a Vanessa, która bezczelnie ignorowała poprzednie wydarzenia, spadła z krzesła i w tempie natychmiastowym znalazła się przy nas
-Co jest?!
-Nic, co ciebie dotyczy-odgryzłam się złośliwe, bo miałam zrypany humor i ogólnie nie chciało mi się tłumaczyć wszystkiego od nowa
Pokazała mi język i wróciła na swoje miejsce.
-To nic groźnego. Chodzi o to, że....ekhem.... Mąż pani Rydel ma być nie wpuszczony....
-Ale to będzie dla niego wielki cios!-próbował bronić przyjaciela Ross - mógłby pan mu ten jeden raz odpuścić? Obiecuję, że już nie będzie wchodził tam gdzie nie trzeba...
-Ale pani Rydel go sobie nie życzy... - powiedział i odszedł
Zaraz, co?! Jak to?!
Nie rozumiałam co powiedział
-CO-zdziwił się Ross. My chyba jakimiś klonami jesteśmy... (wtajemniczeni wiedzą o co cho :P~od aut.)
-Nie wiem....
Już chcieliśmy wejść do sali w której leżała Ryd, ale oczywiście coś nam przeszkodziło.
A mianowicie Rockliff.
Złapali nas i Van, i wynieśli do samochodu. Nie pytać jak, bo sama nie wiem.
Rocky usiadł za kietownicą, a Ell nas przepiął pasami.
Gdyż wcześniej zwiącali nam ręce.
Kiedy tylko Ellinghton zobaczył, że Rocky chce prowadzić, natychmiast interweniował, i po chwili to on siedział za kierownicą, a Rock na miejscu pasażera.
Wszystko fajnie, ale czemu do cholery jestem związana i Ross i Van też, i czemu w ogóle odjeżdżamy, i.... WUOU! Ellinghton wcale nie prowadzi lepiej od Rocky'ego!

//////////////////////////////////////////////////////////////////

NO, CZEŚĆ.
TAK JAK MÓWIŁAM, SORRY ZA TO.... COŚ

ALE NIE MOGŁAM SIĘ W OGÓLE ZEBRAĆ DO NAPISANIA

PRZEPRASZAM :(

W CZASIE WAKACJI COŚ NASKROBIĘ I JAK TYLKO WRÓCĘ TO SZYBKO BĘDZIE NOWY ROZDZIAŁ :)

I TAK ROZDZIAŁ JEST DZIĘKI DWÓM MIŁYM OSOBOM (znaczy jednej chyba się boję...)

MOJEJ KOCHANEJ Kal :*
DZIEWCZYNO KOCHAM CĘ NORMALNIE!!
I SPECJALNIE DLA CIEBIE ELL ŻYJE :)


I DLA Pinni Pay
TAK, TO CIEBIE SIĘ BOJĘ :D

NO, WIĘC TE DWIE DZIEWOJE (XD) ZMOTYWOWAŁY MNIE (no i jeszcze ten długopis) DO NAPISANIA TEGO GÓW.. ROZDZIAŁU.

TAKŻE, MAM NADZIEJĘ, ŻE UNIKNĘ ZEMSTY ITD.

ENJOY BY CHAPTER

Ktoś aka Anabell aka ja

WIĘC TEN
UDANYCH WAKACJI


A, I SORRY ZA BŁĘDY, NIE MIAŁAM JAK SPRAWDZIĆ...








środa, 10 czerwca 2015

Rozdział 20

*dzień później*
*oczętami Lau*
Przeciągnęłam się leniwie nie otwierając oczu. Nagle, nie wiadomo skąd w mojej czaszcze pojawiło się mnóstwo wybuchających wulkanów.
A takie porównanie.
 Ale ból był nie do zniesienia.
Podniosłam się więc, ale znowu poczułam ból, tylko, że tym razem gdzie indziej.
Bolały mnie chyba wszystkie stawy. Nagle coś mnie tknęło. Rozejrzałam się dookoła i dostałam zawału.
Leżałam w nie swoim łóżku i nie w swojej piżamie i w dodatku znowu nie wiem gdzie jest moja ulubiona szklanka!
Ogarnęłam się i udało mi się ustalić, że jestem w pokoju Rossa. Samego właściciela pokoju nigdzie nie widziałam. Chciałam się dowiedzieć co tu robię, więc postanowiłam zejść na dół i poszukać kogoś, kto mógłby mi to wszystko wytłumaczyć.
Z trudem przebrnęłam przez stosy chipsów, popcornu, serpentyn i confetti (kuźde, tak to się pisze? ~od aut.) i z wielkim zadowoleniem, że udało mi się z tego wydostać wyszłam z pokoju.
Korytarz wyglądał jeszcze gorzej niż pokój blondyna. Wszędzie walał się papier toaletowy i serpentyny, a ściany były obrzucone jajkami.
Kurde, boję się iść dalej!
Chyba niezła biba była, tylko z jakiej okazji?
No, i mogłabym chociaż trochę pamiętać.
Zaczęłam w zamyśleniu schodzić po schodach i mało co nie zabiłam się o Ellingtona. Spał (albo nie żył) w dość dziwnej pozycji, której nie umiałam opisać. W dodatku był cały w kiślu.
Ominęłam go i skierowałam się do kuchni.
W pomieszczeniu gastronomicznym (a jakoś tak~od aut.) był nawet względnie czysto. Znaczy, jak na to, co widziałam do tej pory. Oprócz tego, że jakaś dziewczyna śpi z głową w piekarniku,(na szczęście wyłączonym) a z lampy zwisała czyjaś bluzka.
Ufff, spokojnie.....
Podeszłam do spiżarni, żeby zobaczyć czy czegoś tam przypadkiem nie znajdę.
Weszłam powoli do środka, trochę się bojąc tego co tu zobaczę. Ale na szczęście zobaczyłam tylko Rossa. Mimo bólu cały czas rozsadzającego mi czaszkę i stawy, podbiegłam do niego i z całej siły przytuliłam.
-Nareszcie ktoś żywy! - krzyknęłam i póściłam go natychmiast bo jęknął. Jak mniemam, z bólu.
-Co tu robisz? - spytałam
-Szukam jakiś tabletek na ból głowy. Chcesz? - spytał wyciągając w moją stronę rękę w której trzymał prostokątne pudełko z lekiem (nie wiem co mnie na te opisy wzięło~od aut.)
Z wielką chęcią je przyjęłam.
-Pamiętasz może co robiliśmy wczoraj, czemu jestem u ciebie w domu i czemu całe otoczenie wygląda jak po wybuchu IV wojny światowej?-spytałam, kiedy już zarzyłam tabletki.
-Nie bardzo, właśnie sam się zas... Ale czemu IV wojny światowej?
-Bo III wybucha za każdym razem kiedy kłócę się z Ness.
-Achaaa... Ale nie, nie wiem co tu się działo.
-Musimy to rozkminić, ale najpierw zjedzmy coś, proszę! Jestem taka głodna!
-No okej, możemy zrobić naleśniki-stwierdził, po czym udał się do kuchni.
Wydostał dziewczynę z piekarnika i wyniósł ją na ganek. No cóż, jakoś trzeba sobie radzić. Wrócił, otrzepał ręcę i zabrał się za robienie ciasta. Ja w tym czasie ogarnęłam trochę to pobojowisko.
Kiedy kuchnia w miarę nadawała się do użytku, a naleśniki zostały usmażone, zasiedliśmy do śniadania. Pożarłam pięć naleśników z nuttelą, truskawkami i bitą śmietaną (fuj, ja bym się zrzygała:/~od aut.) w zaledwie siedem minut! (tym bardziej rzygam~od aut.) Nowy rekord! Ross jeszcze jadł.
-Słoniu, szybciej!
-Ale, że co, że jak,że gdzie?! Jaki słoniu?!-histeryzował robiąc z siebie, delikatnie ujmując, kretyna
-Wolisz hipopotamie? Nosororzcu?! (jak to się pisze??~od aut.) Żubrze? Hmm, co tam jeszcze....
-Zemszczę się!
-Haha, bo uwierzę! Taki hipopotamo-nosororzco-żubro-słoń nic mi nie zrobi!-krzyknęłam popełniając przy tym wielki błąd. Ross zerwał się z miejsca i zaczął mnie gonić. Żeby nie było, zaczęłam uciekać. Goniliśmy się tak po kuchni (a właściwie on gonił mnie) i wybiegliśmy do salonu. Nie zwróciliśmy uwagi na wygląd rzeczonego pomieszczenia, ani na to ile osób jak mniemam zdeptaliśmy. Po prostu biegliśmy. Biegnijmy, biegnijmy....żarcik.
Nawet nie wiem jak i kiedy znaleźliśmy się w pokoju Rossa. Oczywiście nadal bestrosko się goniąc. A jakże!
Nagle, nie bardzo wiem jak, znalazłam się w sytuacji bez wyjścia. Musiałam zacząć się cofać, aż natrafiłam na ścianę. Ross z miną "ciekawe czy będzie smaczna?" podchodził do mnie, aż w końcu podszedł (no woow... Pewnie tego nie wiedzieliście~od aut.).
Oparł ręce po dwóch stronach mojej głowy i przyległ do mnie całym ciałem.
-A nie pomyślałaś, że mogę cię przygnieść?-wysyczał do moich ust, tak, że nasze oddechy mieszały się ze sobą. Przełknęłam slinę. Bynajmniej nie ze strachu. Znaczy nie bałam się, że Ross mnie zje.
Co do innych kwestii, możemy później podyskutować.
Pocałuj go
Nie
Ale chcesz tego 
Nie prawda
Właśnie, że tak 
Nie-e
Przyznaj się w końcu 
To nie prawda!
 Kochasz go
Nie
Tak
Nie
Tak
Nie
Nie
Tak
Ha! 
Ugh!
Po tej jakże uroczej konwersacji...
Może poprostu przejdźmy do faktów.
Spojrzałam na Rossa. Jego twarz była tylko kilka centymetrów od mojej. Przygryzł wargę.
Chciałbym sama ją przygryźć
Ugh, stop!
Czułam jego słodki oddech na moich ustach. Cały czas byłam przyparta do ściany. Popatrzyłam mu w oczy, a potem spojrzałam na jego usta. Co ja mam teraz zrobić, hm?!
Pocałuj go
Nie!
Ale za późno.
Poczułam jak wpija się w moje wargi. Mimo, iż byłam zszokowana, bez zastanowienia odwzajemniłam gest. Całowaliśmy się mocno, inaczej niż ostatnio. Gdzieś daleko przmknęła myśl, że to mój pierwszy PRAWDZIWY pocałunek. Również z Rossem.
Ale byłam zbyt zajęta całowaniem się, żeby się nad tym zastanawiać.
Przyparł mnie mocniej do ściany. Nie przeszkadzało mi to. Tak się wczułam, że nie obchodziło mnie obsolutnie nic.
Ale w mirę upływu czasu, pocałunki słabły, traciły tą początkową namiętność.
Wszystko się kiedyś kończy.
Niestety, tak było i tym razem.


========/=/////======================
NO BUM!
NO, TO JA.
NO BO KTO
A NIKT
NIEWAŻNE
MAM NADZIEJĘ, ŻE ROZDZIAŁ NIE JEST TAKI ZŁY
OBY
MOŻE CHOCIAŻ TEN POCAŁUNEK NIE JEST TAKI BEZNADZIEJNY JAK MI SIĘ WYDAJE
STARAŁAM SIĘ

PADAM Z NÓG, OBRAZ MI SIĘ ROZMAZUJE, ALE NAPISAŁAM

HURRA JA

WIĘC TERAZ TAK
20.06 WYJEŻDŻAM NA WAKACJE
UMPA UMPA!
WIĘC NAPISZĘ JESZCZE JEDEN ROZDZIAŁ
I POTEM PRZERWA
WRACAM 05.07
I POTEM ZNOWU WYJEŻDŻAM 18.07-31.07
NO WIĘC PRZEZ TE DWA TYGODNIE W LIPCU COŚ NASKROBIĘ
A POTEM CAŁY SIERPIEŃ JESTEM WASZA
ZNACZY NIE DOSŁOWNIE
ZNACZY... WIECIE

ROZDZIAŁ JEST SPECJALNIE DLA MIŁEJ OSÓBKI DZIĘKI KTÓREJ ZEBRAŁAM TYŁEK W TROKI I NAPISAŁAM ROZDZIAŁ *to coś*

Kalina Kreis
BRAWOO

JEDZIECIE NA KONCERT?? ??
JA JADĘ:3

ENJOY

~ja aka Ktoś.~

piątek, 5 czerwca 2015

AAAAAAAAA!!!

Piszę tę notkę bez sensu i sama nie wiem po co, ale właśnie nastała kolejma piękna chwila mojego życia.

OBEJRZAŁAM 'ALL DAY, ALL NIGHT'

DOSŁOWNIE PRZED CHWILĄ

AAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAA!

TO BYŁO GENIALNE


JEEZUUUU, ZARAZ ZEJDĘ!!

TEŻ OGLĄDALIŚCIE????

Okej, nie przedłużam, trzymajcie się:*

Ktoś.

czwartek, 4 czerwca 2015

Rozdział 19

-Eee... Co?
-No powtórka! Ruchy, ruchy! Nie mamy wieczności!
Spojrzeliśmy się na siebie z Rossem. Chyba oboje byliśmy zakłopotani tym co się przed chwilą stało.
-Aaaa... Aach...aaa... - wydusiłam z siebie z trudem. Albert (bo kazał nam mówić do siebie po imieniu) spojrzał na nas z politowaniem po czym roześmiał się.
-Żartowałem! Było świetnie! Al...
-Niech mnie pan nie straszy! - krzyknął Ross. No nie powiem, trochę mi się przykro zrobiło. Ja tu odkrywam, że może, małoprawdopodobnie coś do niego czuję, a on... No nic.
-Ale, nie przerywaj mi chłopcze, i tak będzie nagrać to jeszcze raz
-Co?-wykrztusiliśmy
-To nie wiecie, że każde ujęcie trzeba nagrać przynajmniej dwa razy? Dzieci drogie! Rozumiem, Laura jest pierwszy raz na planie, ale ty Ross?
-No tak...
-No to do roboty! Raz dwa! Wszyscy na stano... Albo nie! Pół godziny przerwy!
Weszłam do swojej garderoby jak najszybciej, żeby uniknąć spotkania z Rossem. Udało się.
Wiem, że uciekanie od problemów nie jest rozwiązaniem, ale nie umiałam inaczej. Chociaż, jak by na to spojrzeć, to nie było żadnego problemu. W końcu to film, a my jesteśmy aktorami. Właściwie, to powinniśmy zachowywać się normalnie. Bo nic się nie stało. Powinnam teraz do niego iść i normalnie pogadać.
Bo przecież nie musimy rozmawiać o tej całej sytuacji. Zwłaszcza, że przecież umówiliśmy się, że nic się nie zmieni.
Więc powinnam do niego iść.
Tak, zrobię to!
Wstałam i już, już miałam wyjść, kiedy ogarnęły mnie wątpliwości.
Ale co mam mu niby powiedzieć?
Heej, ziom?
Odpada.
A jak będzie dziwnie? Jak się okaże, że już nie umiemy ze sobą gadać? I co wtedy?
Nie, STOP!
Ogarnij się, Laura!
Wzięłam głęboki wdech.
Okej, Lau! Cycki do przodu, głowa do góry i idziemy podbijać świat!
Tsa, coś mnie chyba za bardzo poniosło...

*oczami narratora* >wow, nowość! <

W czasie kiedy Laura zmagała się z wątpliwościami, Ross siedział w swojej garderobie. No pozór wyglądał spokojnie i właściwie nie było widać po nim, że myśli o czymś bardzo intensywnie.
Rzeczywistość była jednak zupełnie inna.
Chłopak leżał właśnie na kanapie. Kładąc się na meblu (XD~od aut.), miał zamiar wypocząć, lecz jego plany nie za bardzo się sprawdziły.
Dręczyła go jedna, lecz bardzo ważna rzecz.

*oczami Rossa* >kolejna nowość :)<
Leżałem na kanapie w mojej garderobie. Tak, leżałem, bo aktualnie chodzę w kółko. A miałem tylko odpocząć...
Jak to zwykle bywa z moim pechem, musiałem wpaść w kłopoty. Chociaż, jak by na to spojrzeć to nie żadne kłopoty. Przecież to film, a my jesteśmy aktorami.
To czemu się dziwnie czułem? To było takie... NIE NO, ZARAZ ZGŁUPIEJĘ!! Pewnie gdyby był tu Riker, stwierdził by, że to i tak dawno się już stało.
Nieważne.
Najważniejsza jest teraz Lau. I to co się wydarzyło przed chwilą na planie.
Ale to przecież nic. To tylko udawany pocałunek.
Kogo ja oszukuję?!
Nigdy się tak nie czułem. Przy nikim.
I chodzi mi o wszystkie chwile spędzone Lau. To takie... Nie umiem się wysłowić, no!
Zacząłem przypominać wszystkie żeczy które wydarzyły od naszego spotkania.
Jak rozpoznałem ją w tłumie. Jak potem niezbyt kulturalnie zacząłem znajomość, pytając się po prostu jak ma na nazwisko. Jak odprowadzilśmy ją do auta, a jej siostra obraziła nasz zespół.
Jak zadzwoniłem następnego dnia, i właściwie zmusiłem do zjedzenia śniadania. Jak uczyłem ją jeździć na desce, a potem poszliśmy do mnie do domu.
Ta, dużo tego było.
I w sumie na początku nie zwracałem uwagi na to, że przy niej czuję się wyjątkowo. A było tak chyba od samego początku.
Kiedy mi powiedzia, że jej rodzice nie żyją. Byłem taki szczęśliwy, że mogę ją pocieszać. I po raz pierwszy ktoś skutecznie MNIE pocieszył. Ale w sumie, od początku chyba, postanowiłem nic do niej nie czuć po za przyjaźnią. I tak mnie to pochłonęło, że zamknąłem się na jakiekolwiek inne opcje. Po prostu nie przyjmowałem do wiadomości, że może nas łączyć "coś więcej".
A czy teraz to się zminiło?
Rydel zaczęłaby chyba latać.
Ze szcęścia.
No, że Raura i takie tam.
O yeach.
Naprawdę nie wiem. Nie wiem czy coś czułem podczas pocałunku. Nie wiem czy czułem coś wcześniej. Nie wiem czy czuję coś teraz.
I co najgorsze, nie wiem co czuje Lau.

*wielki powrót perspektywy Lau*

Wzięłam głęboki wdech i nacisnęłam klamkę
-Puk, puk, nie przeszkadzam? - spytałam Rossa, który w tej chwili miał minę jak by zobaczył kosmitę. Tuż po tym jak przejechał go traktor.
Nie wnikam!
-Nieeee... No jasne, że wchodź! Siadaj! Nie wcale mi nie przeszkodziłaś. Co ty mówisz, nie zachowuję się dziwnie! Eee, tam! Wydaje ci się! Zimno ci? A może chcesz coś do pi...
-ROSS! Nie chcę cię martwić, ale właśnie przeprowadzasz konwersację z kanapą!-powiedziałam powstrzymując uśmiech. Co jak co, ale Ross zwierzający się kanapie to ciekawy widok.
Kiedy to usłyszał, natychmiast się otrząsnął. Spojrzał zszokowany najpierw na mnie a potem na kanapę. Potem jeszcze raz na mnie.
-Co ty tu robisz?-spytał zdumiony do granic możliwości
-Stoję i czekam aż przestaniesz gadać z meblami. A skoro już przestałeś to czy my możemy pogadać?
-Co? Jak to gadałem z meblami?
-No normalnie. Wpuściłeś mnie a potem zacząłeś nawijać do kanapy.
Jego mina wyrażała wszystko.
Takie" WTF, coś mnie ominęło? "
W tej chwili nie wytrzymałam i wybuchnęłam śmiechem. Spojrzał na mnie zdziwiony. Wyciągnęłam zza pleców lusterko (wtf, skąd ono tam było) i pokazałam mu jego minę. Momentalnie przestał być zdziwiony i zaczął turlać się ze śmiechu na widok własnej miny.





¬¬¬¬¬¬¬¬¬¬¬¬¬¬¬¬¬¬¬¬¬¬¬¬¬¬¬¬¬ ¬¬¬¬
SKOŃCZYŁAM

BRAWOOO!
SORRY, NIE ZABIJAJCIE MNIE, OKEJ?
CHCIAŻ MOŻECIE TO ZROBIĆ.
ALE BŁAGAM, NIE NASYŁAJCIE NA MNIE GOŁĘBI.
GOŁĘBIE TO ZUO!!!
ZAPAMIĘTAJCIE!!
GOŁĘBIE SĄ ZŁE!!
JEDEN TAKI NASRAŁ MI DZISIAJ NA DESKOROLKĘ!
A TO SHYNKA JEDNA, NO!
NIEWAŻNE.
PROSZĘ NIE ZWRACAĆ NA MNIE UWAGI.
JA TAK TYLKO NA CHWILĘ.
ŻEBY WAM POWIEDZIEĆ COŚ W STYLU:
"NIE BIJCIE I NIE NASYŁAJCIE NA MNIE. GOŁĘBIÓW!!!"
I JESZCZE PRZEPROSIĆ Z TAKI KRÓTKI ROZDZIAŁ.

O, I JESZCZE JEDNA WAŻNA SPRAWA!
KOCHAM DWIE OSÓBKI KTÓRE SKOMENTOWAŁY POPRZEDNI ROZDZIAŁ!
WIELBIĘ WAS!

NO, TO TYLE.
JESZCZE RAZ SORRY
I ZA BŁĘDY TEŻ

~dogłębnie zryty psychol popijający siódmy kubeł kawy aka Ktoś.~

Ooo, jaka mi długa notka wyszła '-'

poniedziałek, 25 maja 2015

Rozdział 18

Minął tydzień.
I dziś jest dzień który zmieni moje życie (XD)
Dam dam(n)  daaam (złowiecza melodia z horroru)
Okej, ogar.
Ale w sumie od teraz wszystko się zmieni.
No i prawie bym zapomniała. Dziś będę się całowała z osobą która jest moim crush'em od jakiś 2- 3 lat.
No nie mogę się doczekać.
Znaczy to na pewno będzie ciekawe przeżycie. Ale wolałabym przeżyć pierwszy pocałunek z osobą do której coś czuję. Bo Ross jest bardzo przystojny i w ogóle, ale to TYLKO przyjaciel.
No tak, tak. Mam 18 lat i dopiero teraz będę się pierwszy raz całować. To wcale nie jest śmieszne. Po prostu jakoś tak nie było okazji.
Okej, kogo ja oszukuję
Okazji było mnóstwo. I tak, wiele razy chciałam to zrobić.
Ale zawsze coś albo przeszkadzało, albo ja w ostatniej chwili tchórzyłam. Bo to, że chciałam, nie znaczy, że się nie bałam.
Ale dość.
Rossowi włosy wróciły do normy, Rydel nikogo nie zabiła za ten młotek a Ratliff przeżył upadek z lampy. No, a potem mało co nie dostał wstrząsu mózgu, bo Rocky i Delly na zmianę nim potrząsali żeby dowiedzieć się czy żyje. I ma uszkodzoną błonę bębenkową w prawym uchu, bo wspomniane wyżej osoby tak mu się wydzierały do ucha, że tak jak mówię, chwilowo ogłuchł. Naszczęście tylko na jedno ucho, nieznacznie i chwilowo.
No.
Ubrałam się i gotowa zeszłam na dół w celu spożycia śniadania. Zjadłam szybko płatki na mleku po czym włożyłam miskę do zmywarki. Chwyciłam torbę i wybiegłam z domu, uprzednio żegnając się z Vanessą.
Na podjeździe czekał już na mnie czarny samochód Rossa. Oczywiście z Rossem w środku.
-Siema - rzuciłam wsiadając
-Cześć
Jechaliśmy chwilę w ciszy. Po raz pierwszy ta cisza mi przeszkadzała. Ale chyba dlatego, że oboje widzieliśmy co się za chwilę stanie.
-Stresujesz się? - zdziwiło mnie to pytanie. W sumie nie wiem czemu. Tak po prostu.
-Trochę, a ty?
-Ja też trochę.
Znowu zapadła cisza. Tym razem to ja postanowiłam ją przerwać.
-Ale pamiętaj o naszej umowie
-Co?
-Pamiętasz? Jesteśmy przyjaciółmi, a to tylko pocałunek bohaterów.
-Aaa, tak. Tak, jasne, oczywiście.
Dojechaliśmy pod studio. Świetnie.
A więc to tutaj.

*********
Okej.
Wiemy mniej więcej co i jak. Gdzie co jest i tak dalej.
Jestem już przebrana i właściwie nie wiem na co czekam.
Siedzę właśnie w mojej garderobie i rozmawiam z Maią. Maia to moja stylistka. Ma mnóstwo pozytywnej energii.
Kiedy tylko mnie zobazcyła, to pobiegła do mnie, stwierdziła, że jestem piękna i wzięła w obroty.
W ten sposób już w pół godziny stałam się całkiem inną osobą.
Bo Maia zatrudniła się też jako makijażystka.
Ogólnie, świetna babka.
-To co, dzisiaj będzie łatwo, co? - spytała, robiąc "brewki"
-Hę?
-No macie łatwo, skoro jesteście parą
Mało co nie spadłam z krzesła
-Co?! Nie, nie! Nie jesteśmy parą. Po prostu się znamy. Od...jakiegoś tygodnia.
-A, to sorry. Po prostu widać, że coś was łączy.
-No łączy nas dużo żeczy. Ale żadne "romantyczne" uczucia.
-Ale wy tak na siebie patrzycie....
-LAURA MARANO PROSZONA NA PLAN-rozległ się głos z głośników, tym samym ratując mnie przed ciągłym tłumaczeniam Maii, że nie jesteśmy parą. Ta dziewczyna jest pod tym względem taka sama jak Rydel. Nigdy nie uwierzy, że nie jesteśmy razem.
Udałam się na plan i pierwszą rzeczą która przykuła moją uwagę był Ross.
Był taki przystoj...
Ogar, to tylko przyjaciel!
Ale przystojny to on jest.
UGH, STOP!
Otrząsnęłam się pospiesznie z transu. Nie bardzo chciałam żeby Ross zauważył mój zwis.
Za późno.
Sekundę potem poczułsm na sobie jego wzrok. Ukradkiem na niego popatrzyłam. Patrzył na mnie intensywnie. Wręcz pochłaniał mnie wzrokiem.
OGARNIJ SIĘ KOBIETO!!
ROSS DO CIEBIE NIC NIE CZUJE!!!
Czemu moje myśli są dziś przeciwko mnie?
Podniosłam wzrok i popatrzyłam mu prosto w oczy. Chyba się trochę speszył, ale nadal na mnie patrzył.
Oboje mieliśmy ostatnie poprawki wyglądu przed nagrywkami, więc nikt nie zauważył, że na siebie patrzymy.
Dzięki temu obyło się bez głupich pytań.
Cały czas tak na siebie patrzyliśmy. W jego wzroku było coś co mnie hipnotyzowało. Nie umiałam przestać.
Ale musiałam.
Przerwał nam głos reżysera, który domagał się rozpoczęcia nagrywek. Natychmiast odwrócilliśmy wzrok.
No i nadszedł ten moment.
Ufff...
Wdech, wydech....
-Akcja!
Wszystko robiłam płynnie, bez zająknięcia.
To był mój pierwszy raz na planie, ale miałam wrażenie, że robię to od dziecka.
Zawsze chciałam to robić.
Jak się okazało jednak, nie wszystko poszło tak dobrze.
Ogólnie w pierwszej scenie chodziło o to, że dwójka (zakochanych) nastolatków spotyka się po wakacjach. Wpadają sobie w ramiona, chwilę wymieniają poglądy i się całują.
Wszystko pięknie, romantycznie itd.
I o ile z wpadnięciem sobie w ramiona i wymienianiem zdań nie mieliśmy problemu, to z pocałunkiem... Było trochę gorzej.
Za pierwszym razem dostaliśmy głupawki.
Za drugim razem Ross się potknął.
Za trzecim zachciało mi się kichać.
Za czwartym znowu dostaliśmy głupawki.
Za piątym...
Za piątym razem stało się.
Ross nachylił się (jak by nie było jestem niższa) i wpił mi się w usta.
To było coś niezwykłego. Bez zastanowienia odwzajemniłam pocałunek. Wplotłam mu ręce we włosy, tym przyciągając go tym bliżej siebie. Z każdą chwilą pocałunek robił się coraz bardziej namiętny. Miałam wrażenie, że nasze ciała są do siebie idealnie dopasowane. Poruszaliśmy się w tym samym rytmie. Tworzyliśmy wspólny taniec. Ross pogłębiał pocałunki, co mi się podobało, więc odpowiadałam mu tym samym. Słyszałam jak wali mi serce. Całowaliśmy się dość długo. Miałam wrażenie, że jestem na innej planecie, oddalonej tysiące kilometrów.
W tej chwili byłam tylko ja i Ross. Nic innego się nie liczyło. Mimo, że był to pocałunek "udawany".
I wtedy usłyszałam
-Cięcie!
Oderwaliśmy się od siebie jak oparzeni.
-Świetnie, ale nie było widać tych emocji. Macie być zakochani do szaleństwa!! Miłość, namiętnoś, tęsknota! Jeszcze raz!
Co? Czy ja się przesłyszałam? Na prawdę pocałunek mi się podobał, ale...
CHOLERA!
POCAŁUNEK MI SIĘ PODOBAŁ!
D. A. M. N
Jezuuu! Co ja zrobię jeśli się w nim zakocham?
Kuźwa.
AAAAAA


Wdech, wydech, wdech, wydech...



¥¥¥¥¥¥¥€€€} €€€€€£€£££££££££¤¤¤¤¤^¬
HEJ.
A JA ZNOWU Z CAPSEM
NO COMMENT
ZNACZY MACIE KOMENTOWAĆ
NEVERMIND
WIEM, CAŁKIEM ZAWALIŁAM.
PRZEPRASZAM
MIAŁ BYĆ PIĘKNY POCAŁUNEK RAURY, A JEST... TO
SORRY
NIE CHCĘ ZGRYWAĆ BIEDNEJ I POŚWIĘCAJĄCEJ SIĘ.
ALE SPRÓBUJCIE DOCENIĆ, ŻE MAM W TEJ CHWILI 38,5°
TAK,JESTEM CHORA.
DLATEGO PRZEPRASZAM ZA WSZYSTKIE BŁĘDY
I BEZNADZIEJNY ROZDZIAŁ
DZIŚ JAK WIDZICIE, TYLKO RELACJE RAURY.
BEZNADZIEJNIE OPISANE, ALE CÓŻ.
BUZIAKI:-*
KTOŚ.
PS.  I SORRY, ŻE ZNOWU TAKI KRÓTKI.

poniedziałek, 18 maja 2015

Rozdział 17

Obudziłam się gdzieś o 9.00 rano. Oczywiście nie sama z siebie. Pewien osobnik zwany potocznie człowiekiem (lecz mam co do tego wątpliwości), a dokładniej Rocky, wpadł do mojego pokoju wrzszcząc coś w stylu :
''nie lubię jeść swoich skarpetek! ''
Za nim wbiega zielonowłosy Ross wymachując młotkiem. Ta, widocznie po drodze spotkał Rydel. No nie ważne. Ci dwaj... Czym kolwiek są, biegają chwilę w około mojego łóżka, po czym z impetem wybiegają. Kiedy otrząsam się z szoku jaki przeżyłam, odwracam się na plecy. I już wiem czemu Ross ma zielone włosy. Miejsce obok mnie jest mokre. Ta, nie ma to jak kulturalna pobódka w stylu Rocky'ego.
Nagle do pokoju wpada wściekła Rydel i zaczyna gorączkowe poszukiwania czegoś.
-Emm... Rydel? Czego ty szukasz?
-Cześć Lau. Sorry jeśli cię obudziłam. Szukam tylko mojego młotka, bo gdzieś mi zginął. A wiesz, bez podręcznego narzędzia zagłady czuję się nie pewnie-wyrzuciła i powróciła do przeszukiwania mojego pokoju. Widać Ross zabrał młotek bez zgody właścicielki. A znając Rydel, poniesie ciężkie konsekwencje.
Moje rozmyślania przerwał pisk.
-AAAAA! O mój boże! Skąd ty masz tą sukienkę! Jest genialna! AAAA!-zaczęła wrzeszczeć, wymachując przy tym na prawo i lewo jakąś moją sukienką, w której nie chodziłam przez wieki.
-Jak chcesz to ją sobie weź. A co do...
-AAA! Serio!? O boże, dziękuję! Dziewczyno, kacham cię normalnie!
-Też cię kocham, ale opanuj się, bo wyglądzasz jak jakaś nie zdrowa psychiczne. A co do młotka, to ostatnio widziałam, że Ross nim machał goniąc Rocky'ego. I czy mogłabyś wyjść, bo chcę się przebrać.
-Już wychodzę. I dzięki za info. Ale jesteś świadoma, że właśnie poświęciłaś swojego chłopaka?
-DELS! To nie jest mój chłopak! A teraz wypad, tylko nikogo nie zabij!
-Postaram się! Po za tym ja i tak wiem swoje!-krzyknęła wybiegając z pokoju, nadal kurczowo trzymając sukienkę.
A zawsze myślałam, że to ja jestem porąbana. No ale nic.
Wstałam, poszłam do łazienki gdzie wykonałam poranne czynności po czym stanęłam przed szafą.
No i tu zaczynają się schody.
W końcu jednak wybrałam zwykłe podarte jeansowe szorty i białą bluzkę którą sama zrobiłam z napisem
"Kocham R5
 a tobie
 nic do tego "
(Też mam taką koszulkęXD~od aut.)
No! Chociaż teraz boję się co sobie o mnie pomyślą. Ale nic trzeba podejmować ryzyko!
Włosy zostawiłam rozpuszczone i zeszłam na dół. Jak to zwykle bywa z rodziną Lynch/Ratliff zastałam baaardzo normalny widok. Chociaż ten był chyba najnormalnijszy.
Van i Riker robią śniadanie. I to mnie właśnie zszokowało. Van robi śniadanie. Nie tylko sobie! No ale lećmy dalej.
Na kanapie w salonie (salon jest połączony z kuchnią takim jakby barkiem~od aut.) siedzą Ross i Rocky. Przed nimi paraduje Rydel, w jednej ręce wciąż sciskając sukienkę a w drugiej młotek i prawi im kazanie na temat
˝co z wami zrobię jeśli jeszcze raz będziecie ruszać moje żeczy˝.
Za to na lampie stojącej obok kanapy siedzi Ratliff i zajada marchewki.
Ołkej... Coś mi tu nie gra...

Taa, mój mózg wolno dziś pracuje...

Jeszcze moment...


Chwileczkę....

..........


No chwila, no!



GDZIE JEST MOJA ULUBIONA SZKLANKA!? Jeszcze wczoraj była w salonie, a teraz jej nie ma!!
Nosz cholera jasna!
Wielce zdenerwowana poszłam do kuchni zarzucając przy tym "nie chcący" Ratliffa z lampy. Biedaczek narzekał, że go dupa boli. Ta, wielkie mi chalo! Niech nie dramatyzuje, przecież spadł tylko z lampy!
Chociaż w sumie jak na to spojrzeć... CO RATLIFF ROBIŁ NA LAMPIIE!?  Szybko zawróciłam i zapominając o szklance podbiegłam do niego.
-Sorry! Wszystko do... - przerwała mi Rydel, która z prędkością rakiety podbiegła do Ella i pomogła mu wstać
-Nic ci nie jest? Wszystko dobrze? Boli cię coś? Pomóc ci? Wody, soku, cherbaty? Zimno ci? Dzwonić po karetkę? RATLIFF, ŻYJESZ?! - wydzierała się Delly, potrząsając Ratliffem. Chciała coś jeszcze powiedzieć, ale przeszkodził jej Rocky, który podbiegł do Ella, wyrwał go z objęć siostry i zaczął wrzeszczeć
-Nie zostawiaj mnie bracie! Co ja bez ciebie zrobie?! NIE UMIERAJ ELINGHTONIE!!!!!!!!


¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤
CZEŚĆ.
PISZĘ Z CAPSEM BO TAK MI SIĘ CHCE
ROZDZIAŁ KRÓTKI
SORRY
 BARDZO
ALE CHCIAŁAM JUŻ DODAĆ
NOM, TAKŻE NIE NARZEKAĆ
NIE NO, MACIE PEWNE PRAWO DO
NARZEKANIA
ZWŁASZCZA NA MÓJ ROZDZIAŁ
HAHAH
TA,  TO BYŁ TAKI ŻART SCENICZNY
TAK DLA MNIEJ KUMATYCH
NIE WIEM
ALE
MAM TAKI DZIWNY CHUMOR
NO
WIĘC
TAK
TROCHĘ MNIE MARTWI BRAK KOMÓW
ALE W SUMIE MAM TO W DUPIE
I TAK BĘDĘ PISAĆ
A WY SOBIE CZYTAJCIE, ALBO NIE
NO BUZIAKI
KTOŚ.
I SORRY ZA BŁĘDY
JAK ZWYKLE


poniedziałek, 4 maja 2015

Rozdział 16

Wpakowaliśmy się do domu i pierwsze co zrobiliśmy było zamknięcie Rocky'ego w szafie, bo cały czas gadał coś o kapciach i kanapkach.
NEVERMIND!
Ponieważ rodzina Lynch/Ratliff wzięła z domu trochę jedzenia, a u nas też nie brakowało, więc z tym nie będzie problemu. Każdy zaniósł swoje żeczy do wyznaczonych miejsc spania poczym zebraliśmy się w salonie.
-Myślicie, że można go już wypuścić?-spytała niepewnie Rydel
-Moim zdaniem nie. On jest jakiś nienormalny!-sprzeciwiał się Riker
-Żyjesz z nim tyle czasu, a dopiero teraz to zauważyłeś!?-zdziwił się Ross. Ale on jest przystojny jak się dziwi...
Ale co do Rocky'ego. Niedość, że chłop ciężki jak koń, to jeszcze tak się wyrywał, że byliśmy zmuszeni go związać. A kiedy już go zamkneliśmy to zaczął wrzeszczeć coś w stylu: "moje kanapki się zemszczą na was za takie nigodne czyny!". I weźcie każcie mi go wypóścić!
-Może po prostu sprawdźmy jak się ma?-wpadł na pomysł Ratliff, który jak narazie był najbardziej po stronie Rocky'ego z nas wszystkich.
-Dobra.-stwierdziłam, że to nie taki zły pomysł-Rooocky?
-Odejdź, jeśli jesteś kolejną morderczą kanapką!
-Nie jestem żadną kanapką!!
-W takim razie odejdź parszywy kapciu!
-Nie jes... Moment, co!?
-Nie wiem, ostatnio na jakimś filmie mówiono "parszywy" i chciałem wypróbować nowe słowo.
-Acha....
-Rocky, powiedz nam tylko... CZY JUŻ SIĘ USPOKOIŁEŚ?!!-spytała spokojnie (wyczujta ten sarkazm~od aut.) Rydel
-Hmmm... Ty nie jesteś miła! Odejdź stąd mordercza kanapko!
-UGH!! Jak ci zaraz coś zrobie to będziesz wąchał kwitaki od spod.... Albo nie! Będziesz wąchał swoje skarpetki!
-UUU!! To ja bym wolał umrzeć!-zdecydował Riker. Taa, ja chyba też.
Minęła godzina. W tym czasie Rocky został wypuszczony, Rydel przypomniała sobie o tym, że zespół Rockliff ruszał jej biżuterię i mało co sama nie zostałaby zamkinięta bo, uwaga cytuję Sędziego Rikera
"Skazuję pannę Rydel Lynch na 10min. zamknięcie w szafie za nadmierną agresję wobec brata"
Ale w końcu stwierdziliśmy, że skoro jest już 23.00. Tak, właśnie! Już! No ale jak się ma dobre towarzystwo, to czas szybciej mija. W tej chwili wszyscy przebierają się w piżamy, bo my jako bardzo oryginalne istoty, wymyśliliśmy jakże oryginalną grę. Tak, dobrze myślicie! Butelka!
Ale cóż nie narzekam.
-Okej... Ene, due...-zaczął wyliczać Rocky
-Po prostu kręć!
-I o to chodziło!-uśmiechnął się ten ogórek. Po ostatniej rozmowie z Rydel, stwierdzam, że to określenie pasuje do niego.
-Okej...-w tej chwili razem z Rossem patrzymy na siebie-Ell!
-Co?! Nie! Trafiło na żelki!-żeczywiście, butelka wskazywała na paczkę żelków leżącą obok Rat'a. Rocky jak by co miał swoje dlatego nie ma awantury.
-Ale żelki nie grają-zdecydował Riker
-Żądamy równouprawnienia dla żelków!-krzyknął Rockliff
-Ugh! Niech wam będzie, ale to ostatni raz!
-Juhu! Ta co bierzesz, Ell?
-Żelki!
-A no tak, przepraszam! Wybaczcie mi, o najświętsze żelki!
-Ile jeszcze mamy czekać!?-zniecierpliwił się Ross
-No, to żelki, co bierzecie-zwrócił się Rocky do żelków. Ell nachylił się do nich, słuchał przez chwilę po czym powiedział
-Pytanie
-Okej... To całowałyście się kiedyś?
Elinghton słuchał przez chwilę po czym odpowiedział w imieniu żelek.
-Całowały się z piankami
-Boże, ludzie!! To jest jakaś patologia!-krzyknęła Van, która jak do tąd się nie odzywała-możemy grać dalej!?
-Oo, Van! Nie masz już różowych włosów!
-No łał, geniusze... To była zmywalna farba!
-Serio jesteśmy genialni!? JUPI!!!-zaczęli wrzeszczeć robiąc jednocześnie miny "myślicieli"
-Okej-kolejne spojrzenie Rossa-kręć...moment, jak żelki mogą kręcić!?-zdziwiła się Van. Ell nachylił się do prawie już pustej paczki, chwilkę słuchał po czym powiedział:
-Żelki upoważniły mnie do zakręcenia
-No to ruchy!
-Ruch...aj...?-zszokował się Rocky
-Nie!! Boże, ludzie!! Jaki zboczeniec!! Ja pieprze...
-CO!? Jak to PIEPRZYSZ!?-tym razem zszokował się Ell
-MATKOO!!! POWIEDZIAŁAM "RUCHY", W SENSIE RUSZAJCIE SIĘ! I NIE CHCIAŁAM PRZEKLINAĆ!!!
-Aaaa.... Trzebyło tak od razu!
-UGH!! Jak ci zaraz coś....-Van była naprawdę wściekła
-Tak wiem, będę wąchał swoje skarpetkk. Nie denerwój się tak, ogóreczku!-w tej chwili popełnił poważny błąd. Van nie znosi ogórków, więc porównywanie jek do nich to samobójstwo. Złapałam Rossa za rękę po czym pognałam na górę.
-Co jest?-spytał zdezorientowany
-Właśnie uratowałam ci życie. Van najbardziej na świecie nie nawidzi ogórków.
-Okej... To co w takim razie robimy?-spytał jednocześnie rozglądając się po pokoju.
-Nie wiem... Na pewno jesteśmy uziemieni na na min. pół gogdziny. Jeśli ktoś nie wie jak ją uspokoić to trwa to sporo.
-A ile tobie to zajmuje?
-Gdzieś tak 15-20 minut. Ale tak jak mówię, oni nie mają doświadczenia
-No to... Co robimy?
-W sumie możemy znowu słuchać muzyki.
-Okej.... To będziemy też tańczyć.
-Hah, ja nie umiem tańczyć! Ross, słyszysz!?-krzyknęłam, bo Ross  porwał mnke do tańca jednocześnie włączając jakąś szybką muzykę w telefonie.
-To nie szkodzi,
-Hahah, przestań-znów krzyknęłam gdy zaczął mnie obracać
-Ale wiesz. W filmie będziemy musieli zatańczyć wolnego
-Taak? A kiedy ty zdąrzyłeś przeczytać scenariusz, hm?
-A czy ty masz pojęcie. Ile wy sprzątałyście tą biżuterię?
-No to wszystko jasne.  Hahaha, Ross, no przestań no!-zaczęłam się jeszcze bardziej śmiać bo Ross zaczął mnke łaskotać-ała, Ross!!
-Jak mnie do tego przekonasz?
-Nie wi... ROOOSS!!
-Słucham?
-Przestań, noo!
-No to mówię, przekonaj mnie!
Stałam się myśleć, lecz ruchy Rossa (bez żadnych głupich skojażeń!~od aut.) skutecznie mi to uniemożliwiały. Strasznie się śmiałam i brzuch już mnie bolał, lecz zrobiłam to. TAK! Pocałowałam go!
A rany, o rany, o rany!
Wszystko latało i tańczyło taniec zwycięstwa.
Pocałowałam Rossa Lyncha w policzek!! (Taa, wredna ja~od aut.)
Natychmiast zaprzestał swoich niecnych czynów, a ja wreszcie mogłam odetchnąć.
-I właśnie o to chodziło!-powiedział złażąc zw mnie. Tak, leżeliśmy na podłodze.
-Nareszcie mogę oddychać!-wrzasnęłam-masz pojęcie ile ważysz, słoniu!?
-Odwołaj to!
-Bo co!?
-Bo to!-i znowu zaczął mnie łaskotać
-Hahaha, ROOSS! PRZESTAŃ!
-Odwołaj to!-powiedział cały uchachany
-Ni... Haha! Przestań!
-Odwołaj!
-Dobra...haha...nie jesteś...hahaha...słoniem...hahahaha-póścił mnie
-No i następnym razem uważaj!
Nagle usłyszeliśmy zbiorowe
-AWW!
Wydane przez resztę mojej i Rossa rodzinki
-Od kiedy tak się gapicie?-spytałam odrobinę zmieszana, ale nie bardzo bo to jednak rodzina, a my nie robiliśmy nic osobistego.
-Odtąd, aż uciekliście od nas-powiedziała uprzejmie Delly-chcieliśmy zobaczyć czemu nasza parka...
-Co!?
-Nie ukrywajcie się już, wszyscy wiedzą, że jesteście razem-powiedział Riker
-Że what!?-krzyknął Ross
-To widać!-potwierdziła Van. No nie, i ty gnomie, przeciwko mnie!?
-Wypad, i nie pijcie więcej picollo!-powiedziałam i chamsko wyrzuciłam ich z pokoju-Nie, Ross,! Ty zostań!
Wciągnęłam Rossa z powrotem do pokoju.
-RAURA!!-usłyszałam krzyk pięciu osób. Kopnęłam jeszcze w drzwi i się przymknęli.
-To co będziemy robić? Nie żeby coś, ale jest 01.00-powiedziałam patrząc na zegarek.
-Może po prostu chodźmy spać. Oni niech sobie robią co chcą. -zaproponował Ross
-Taa, masz rację. Zmęczona troche jestem-odparłam ziewając
-Okej, to gdzie mam spać?
-Co?
-No w sensie, czy mógłbym dostać jakiś koc? Jest ciepło, ale bez przesady
-Co? Aa, ty myślałeś, że śpisz na podłodze? O nie, mój drogi! Śpisz ze mną!
-Ale napra...
-Spokojnke, nie zgwałcę  cię.
-No dobra, tylko będzie ci niewygodnie...
-Jesteś świetną poduszką, więc nie będę narzekać-stwierdziłam
-No dobra...
-Jestem aż taka okropna?-spytałam udając smutek
-Co? Nie! Tylko dobre wychwanie...
-Moje dobre wychowanie mówi: "jesteś u mnie w domu, więc i tak gramy na moich zasadach"-powiedziałam
-Okej... Mi tam to nie przeszkadza-skapitulował
Ross poszedł do łazienki na korytarzu się przyszykować, a ja skorzystałam z prywatnej. Tak, mam własną łazienkę! Ale tylko dlatego, że Van w swojej potrafi siedzieć 8godz. i jeszcze jej mało. No ale nic. Po ogarnięciu spraw czystościowych przebrałam się z powrotem w piżamę i wskoczyłam do łóżka. Minutę później do pokoju wszedł Ross i walnął się obok mnie.
-Zmęczony?-pytam
-Jest w pół do drugiej w nocy, dziwisz się?
-Nie, zwłaszcza po twojej dzisiejszej głupawce...
-No dobra, dobra...*ziew* to co, dobranoc?
-Dobranoc-odpowiadam
Przyciąga mnie do siebie, a ja wtulam się w niego z całej siły

££££££££££££££££££££££££££££££££
Hej, miśki!
Więc dzisiaj rozdział trochę inny. Dłuższy i więcej się dzieje.
Przepraszam za niektóre zboczone wypowiedzi!!
Ale doszłam do wniosku, że napisałam już (razem z tym) 16 rozdziałów, a opisałam w nich tylko 3 dni. No, kiepsko.
Dlatego postanowiłam dodawać rozdziały raz w tygodniu (jeśli się uda, to oczywiście więcej). A będą dłuższe i będzie się więcej działo.
Żeby się nie okazało, że dobiłam do 50, a opisałam w tym tylko tydzień.
No, to tyle.
Całuję:*
Ktoś.

czwartek, 30 kwietnia 2015

Rozdział 15

-Jak to naszych!?-szoknął się Rocky. Super, zaraz wyjdę na jakąś psyhofankę i uciekną odemnie w podskokach. Dzięki, Van!
-No, to wariatka nie ma farby na ścianach, tylko plakaty z wami. Myślisz, że skąd wiem który jest który  za nim się przedstawiliście?-jak ja bym chciała być jedynaczką w tej chwili!
-Nie jest tak źle, jak mówisz! Byłem tam, i uważam...-Ross, jako dobry przyjaciel próbował mi pomóc
-Tak, tak! Ja rozumiem, że Laura ci się podoba, ale...
-Słucham!?-przerwałam jaj
-Co!?-zawtórował mi Ross
-No ja rozumiem, Team Raura, i tak dalej...
-Kobieto, czy ty z konia spadłaś!?-wrzasnęliśmy jednocześnie. Ta synchronizacja jest...dziwna
-Orzesze...
-Zamknij się!-wrzasnęliśmy wszyscy (ja, Ross i Van). Reszta siedziała z popcornem na kanapie i oglądali nas. Rocky, od którego zaczęła się rozmowa (no bo to on zadał pytania) bawił się w komentatora.
-Uuu! Elinghton Lee Ratliff został skrzyczany, że aż mu się włos zjerzył. Osobami krzyczącymi okazali się być dwie młode aktorki, siostry Marano, utalentowane ślicznotki. (W tej chwili ja i Van musimy trzymać Rossa i Rikera, bo inaczej Rocky miałby zamiast twarzy mielonkię) Oraz najmłodszego członka zacnego zespołu R5, a nawiasem mówiąc w tym zespole gra również przystojny i utalentowany gitarzysta Rocky Lyn...
-Rocky!!
-Więc został skrzyczany przez siostry Marano i pana Lyncha. Reakcję pana Ratliffa zobaczymy już po przerwie!
-A czemu dopiero po przerwie-zdziwiłam się-do kogokolwiek to mówisz, możemy kontynuować teraz
-Witamy z powrotem! Ostatnio pan Ratliff został skrzyczany przez trzy zdenerwowane osoby. Prosimy o komentarz, panie Ratliff!-powiedział do Ella, wyciągając w jego stronę szczotkę do włosów Rydel, która robiła za mikrofon.
-Moja szczotka!-wrzasnęła Delly. Wspominałam już, że głośno krzyczy?-oddawaj, ją ty morderco, ty!!!-krzyknęła po czym zerwała się z kanapy i zaczęła gonić Rocky'ego po salonie wymachując przy tym młotkiem,. Co ona, w standardzie go ma!?
-Zawsze mam przy sobie jakieś narzędzie tortur-odpowiedziała, jakby czytając mi w myślach. Jeśli mam częściej widywać się Rockym, chyba też muszę o tym pomyśleć. Teraz ja, Ross i Vanka usiedliśmy na kanapie i przyglądaliśmy się sytuacji.
-Oddaj!!
-Nie! Co ze mnie będzie za komentator bez mikrofonu!?
-A no nie wiem....-zaczęła całkiem normalnie Rydel-a, nie! Wiem! ŻYWY!!
I żuciła się na niego, okładając młotkiem
-Już masz, masz!! Przepraszam, tylko mnie nie bij!
-UWAGA,UWAGA!Właśnie Rocky Lynch nauczył się nowego słowa:przepraszam! Gratulujemy i życzymy szczęścia w dalszym życiu!-wydarł się Riker
-Dzięki, bracie! Przynajmniej ktoś.docenił  moje starania!
Ta... Czy tylko ja uznaję, że jesteśmy porąbani?

********
Ustaliliśmy, że jednak robimy imprezkę u nas, więc spakowaliśmy wszystkie mantki i wyruszyliśmy w drogę. Kiedy tylko podjechaliśmy pod dom, wszyscy dosłownie wysypali się z auta.
-KTO DAŁ ROCKY'EMU PRAWKO!?-zaczęłam wrzeszczeć
-Chyba jakiś chory psychicznie!-również krzyczała Delly
-O no faktycznie. Ten koleś, co u niego zdawałem cały czas gadał coś o latających kapciach i pluszowych kanapkach...
-CO!?-wrzasnęliśmy wrzyscy. Nawet Ell, który mimo, że sędzał dużo czasu z Rocky'm, to bardzo przeżył jazdę.
-Macie racje, to raczej było o latających kanapkach i pluszowych kapciach...
-WTF!?-znowu krzyknęliśmy razem
-Może wejdźmy do środka-powiedziała Van, kiedy jako tako otrząsnęła się zszoku
-Chociaż, nie... To chyba były serowe kanapki...-kontynuował swój wywód Rocky


()()(()()())()()()(()()())()(()(((()((()))()(())()))()))
Może nkie jakiś dłuższy, ale mam nadzieję, że się podoba. Jak widać znowu przechodzę z takich filozoficznych i głebokich na takie chore i (mam nadzieję) śmieszne.
I teraz tak. Nie chcę być kolejną blogerką żebrzącą o komy. Więc nie stawiam wam warunków
"X komentarzy-rozdział"
Ale było by mi miło, gdyby karzda osoba, która to przeczyta zostawiła komentarz, nawet jeśli trafi kiedy będzie już następny rozdział. Po prostu chiała bym wiedzieć kto i ile osób to czyta.
Także nie musicie, ale było by miło
Pozdrawiam.
Ktoś.
PS:przepraszam za błędy!

środa, 29 kwietnia 2015

Notka o TB

Okej...
Piszę tę (tą?) notkę bo.... Bo muszę przekazać wam informację.
Nie dodam tych One Shot-ów które miałam napisać na TB. Przepraszam!.Wiem, że pewnie teraz wszyscy myślą "znowu będzie wyjeżdżać z brakiem czasu!". No tak, tego żeczywiście mam mało. Ale też absolutnie nie mam pomysłu!
Jak pewnie widzieliście nie dodałam OSa na nominację od Sashy Blog. Przepraszam, wybacz!
Ale zabierałam się za niego (i za resztę) mnóstwo razy, ale za każdym razem była pustka.
Z pisaniem rozdziałów już jest lepiej.
Po pierwsze:mam już zarys historii. Wiem jak chcę to prowadzić, po za tym już dawno zaczęłam.
Po drugie: mam napisane nie które rozdziały i tylko czekają na dodanie. A na resztę (nie tak do końca bloga, ale sporo) mam już zarys fabuły.
Także ten...
Może dodam dziś rozdział. Mam nadzieję. A jak nie, to jutro będzie dłuższy.
Buziaki, i mam nadzieję, że zrozumiecie
Ktoś.

piątek, 24 kwietnia 2015

TB (za jakie grzechy!?)

Nie napisałam OS od Saschy Blog, bo nie miałam pomysłu. Przepraszam. OS od Louise Noir już się pisze.

No ale nic. Tym razem nominowałam mnie Szylwia. No wielkie dzięki kochana!
Temat dowolny.
Nominuję wszystkich którzy chcą. Wiem, że nikt nie chce, ale nie wiem kogo nominować. Serio.
 Dlatego jeśli ktoś to czyta, to i ma ochotę napisać OS-a to niech napisze i podeśle mi link. Ale doskonale zrozumiem, jeśli nikt tego nie zrobi (lub po prostu nikt tego nie czyta)
Temat również dowolny
Także ten.
Pozdrowionki i w ogóle.
Ktoś.

czwartek, 23 kwietnia 2015

Rozdział 14

#3 godziny później#
Obejrzeliśmy już film i aktualnie siedzimy u Rossa i słuchamy muzyki na yt. Wybieramy na przemian piosenki. Dzięki temu poznajemy się właściwie jeszcze lepiej. Chociaż znamy się trzy dni, to mam wrażenie, że  całe życie. Ross śmiał się jak póściłam mu "Loud" jako moją ulubioną piosenkę.
-To dlatego tak się wydzierałaś przy tej piosence!-śmiał się
-No wiesz, bądźmy głośno-odpowiedziałam równierz się śmiejąc
-Taa, dziwiło mnie, że nie krzyczałaś "Kocham cię Ross" albo "Zostań moim mężem, Rossy!"-rechotał
-Haha, chciałbyś!-śmiałam się-serio tak krzyczą?
-Czasami nawet składają takie propozycje jak ta lala w biurze-tu Ross się wzdrygnął
-I ty to słyszysz?
-Znaczy oferty łóżkowe składają na M&G. Ale tylko niektóre. Na szczęście!
-No wiesz, bycie bogiem nastolatek nie jest łatwe
-Hah. Myślisz, że jestem bogiem nastolatek?
-Moim na  pewno kiedyś byłeś
-A już nie jestem?-udał, że płacze
Podzieliłam się z nim moimi przemyśleniami (z poprzedniego rozdziału~od aut.) Zgodził się ze mną. Cieszę się, że ktoś zgadza się z moimi pokręconymi myślami.
Zeszliśmy na dół z zamiarem znalezienia reszty. (Nie chce mi się wymieniać imion) To co tam zobaczyliśmy było baaardzo normalne.
Rikera i Vanki nie było. Okej, to rozumiem. Ale nie to stanowiło problem.
Ell i Rocky wąchali naszyjniki i bransoletki Rydel, co pięć sekund się nimi wymieniając. Zaś sama Delly była zaczajona za kanapą (na której siedział zespół Rockliff) z patelnią w jednej ręce i młotkiem w drugiej.
-Okej... Udam, że jesteście nor....-zaczęłam ale Ross mi przerwał:
-RYDEL, STÓJ!-wrzasnął i złapał swoją siostrę w pasie tym samym uniemiżliwiając jej zadanie śmiertelnych ciosów tym jakże normalnym istotom. Te jakże normalne istoty właśnie się zorientowały, że przez cały czas ich poczynania były obserwowane przez taką jedną wku*wioną blondynkę. I z piskiem, rozsypójąc całą biżuterię do okoła uciekły na górę. Odebrałam Rydel patelnię i młotek i odłożyłam na miejsce. Delly trochę się uspokoiła i zaczęła sprzątać rozwaloną biżuterię więc się przyłączyłam i szybciej nam poszło. Kiedy skończyłyśmy padłyśmy zmęczone na kanapę. Co jak co ale ona ma naprawdę tego dużo!
-To co robimy-spytała dysząc
-Nie wiem. Zbierzmy wszystkich i może coś razem wymyślimy-odparłam
-Nie zły pomysł. Boże, czemu nie dałeś mi siostry tylko jakieś stado  bezmyślnych ogórków!?
-Ogórków? Serio?
-Jak Rocky był mały, to se wymyślił, że wszystkie dzieci to ogórki. I tak się przyjęło
-Aha, no dobra... Nie wnikam, bo znając tok myślenia Rocky'ego...
-O tak... Widzę, że już doskonale się orientujesz co i jak.-uśmiechnęła się do mnie- OGÓRKOWE MAŁPY DO MNIE W TRYBIE NOW!!!!
-Matko, Rydel przez ciebie ogłu...-nie dokończyłam bo przedemną uformował się szereg złożonych z istot płci przeciwnej, chociaż po tym jak Riker się błyszczykował to śmiem wątpić...
-Tak jest!-wrzasnęli
-Nie wiemy co robić, więc czekamy na...
-Na co czekacie?-spytała jak zwykle ogarnięta Van schodząc do salonu
-Na pomysły co robić-wyjaśnił jej uprzejmie Riker
-A może dla odmiany przyjdziecie do nas na noc? Wiecie taka mała imprezka tylko dla nas
-Jasne tylko jak będziemy spać?-spytał Rocky
-Ty na kanapie, Ell w kuchni, Rydel w gościnnym, ja z Rikerem a Raura...
-Co!?-wrzasnęliśmy razem z Rossem
-Vanessa powiedziała, że Rocky śpi na kanapie, ja w kuchni...-próbował tłumaczyć Ell
-Wiem co powiedziała Van, młotku!-wrzasnęłam na Elinghtona, który od teraz chyba mnie się boi-tylko Van, wytłumacz mi łaskawie...
-Jaka Raura!?-dokończył za mnie Ross
-No wiecie, szybciej się wymawia
-No okej... To gdzi będą spali ROSS i LAURA?-spytałam wyraźnie akcętując nasze imiona
-A wy u ciebie Lau
-Tylko wiesz...-zaczęłam-Ross czuje się nieswojo w moim pokoju...
-Ja też się tak czuję jak tam wchodzę!-odparła Vanka-tyle gapiących się oczu...
-Czyich oczu?-zainteresował się Rocky
-Waszych
CDN.
$$$$$$$$$$$$$$$$$$$$$$$$$$$
No siema! Właściwie rozdział dodaje już następnego dnia.
Ale nadal jestem pogrążona w smutku (jeśli chcesz wiedzieć zajrzyj do poprzedniej notki)
Także ten....
Buziaki
Ktoś.
PS.sorry z błędy



Ostatni dzień...

Piszę teraz notkę której nie powinnam pisać, bo i tak nie umiem ubrać moich uczuć w słowa.

Dziś jest (był) ostatni dzień kręcenia A&A.
To już Koniec.
Nie ma już tego co było przez 4 lata.
4 lata, 4 sezony.
A to już koniec.
Jak to powiedział Ross:
"Trzeba się uśmiechać, bo dziś nadszedł ten dzień którego tak się obawialiśmy"
Jak sobie to uświadomiłam to płakałaam przez godzinę. Teraz, kiedy to piszę też chce mi się płakać.
Koniec tych 4-ech lat ich ciężkiej pracy,a naszej przyjemności oglądania. To znaczy nie do końca bo 4 sezon będzie jeszcze emitowany. Ale to i tak smutne.
Dzięki A&A poznałam R5. Dzięki temu serialowi jestem R5-er, Lauratic...
Dzięki temu wszystko się zaczęło.
Nadal będę pisać bloga (może blogi) o Raurze. Ale ta świadomość, że nie długo plan A&A przestanie istnieć...

Okej, nie będę płakać, nie będę płakać...

No nic, może dodam jeszcze dodam dziś rozdział.
Chciałabym dodać zdjęcia, ale mam szlaban na kompa i piszę wszystko na telefonie.
Buziaki,
Pogrążona w żałobie
Ktoś.

środa, 22 kwietnia 2015

Szczęśliwy rozdział 13 :)

Kiedy wyszliśmy zapanowała niezręczna atmoswera. To będzie takie...dziwne. Nie żeby mi się to nie podobało. No bo ja tam nadal uwarzam, że Ross to mega ciacho itd. Ale to jednak mój przyjaciel.
Ogólnie doszłam niedawno do wniosku, że nie jestem w nim zakochana. Uważam, że jest przystojny. Nic więcej. Tak naprawdę, nigdy go nie kochałam. Bo doszłam do wniosku, że nie mogłam. NIE ZNAŁAM GO. Wiadomo, że dużo o nim wiedziałam, jak każda fanka. Ale wiedziałam dużo żeczy o Produkcie. Kolejnym Produkcie Show Biznesu. Nie chodzi o to, że udawał kogoś kim nie jest. W to nigdy nie uwierzę. Ale nie da się znać dobrze osoby której nie widziało się na oczy. W tym biznesie nie da się być w stu procentach sobą. Kiedy go (ich, bo to dotyczy całego R5) spotkałam na M&G to poznałam go (ich) naprawdę. I naprawdę szczerze ich uwielbiam. Ale już nie tak jak fanka. Tylko tak normalnie. Jak człowiek człowieka. Nadal ich muzyka wiele dla mnie znaczy. I jestem ich fanką. Ale już w inny sposób.
(Ja i te moje refleksje~od aut.)
-Więc...-zaczął Ross
-Więc...-powtórzyłam
-Um...
-Stop!-krzyknęłam-tak nie może być! Jesteśmy przyjaciółmi Ross. A to pocałunek nie nasz tylko bohaterów. Więc myślę, że po prostu to zrobimy i tyle.
-Tak, masz rację-zgodził się ze mną
-Nie chcę takiego czegoś między nami. Chcę się przy tobie czuć swobodnie, a nie tylko myśleć o tym co będzie. Okej?
-Okej
-Okej-lekko się uśmiechnęłam
-Okej-też się uśmiechnął
-No to okej-uznałam (jak ja kocham "Gwiazd Naszych Wina"!~od aut.)
-Lubisz "TFIOS"?-spytał uśmiechnięty Ross
-Ubóstwiam!
-Ja też. Chcesz obejrzeć?
-Widziałam tysiąc razy, ale oczywiście, że tak!-serio ubóstwiam ten film
-Okej(XD) To u mnie, czy u ciebie?
-U ciebie. I tak muszę zabrać żeczy
-No to okej
-Ross!
-Co
-Nico
-Okej?
-Okej-odpowiedziałam
*****
Kiedy weszliśmy do salonu, dostałam zawału.
~ Rocky skacze po kanapie w spódniczce zrobionej z gazety w rytmie disco polo.

~Rydel je żelki (świat się skończył!)

~Van ma różowe włosy

~Riker maluje sobie usta błyszczykiem Van

~Ell śpi w stojaku na gazety

WHAT THE FUCK,JA SIĘ PYTAM!?!?!!

-CO TU SIĘ DZIEJE, DO CHOLERY!?-wrzasnęłam, ale nie dostałam odpowiedzi
-Rydel, jesz żelki!?-tym razem krzyknęłam razem z Rossem. Na te słowa Ell odrazu się przebudził.
-Orze...
-Nawet nie próbój!-przetwałam mu. (Pamiętam tą zabawę po której Ross miał odpał)
-Okej...-skapitulował i poszedł do siebie do pokoju. (W moim opowiadaniu Ell mieszka z Lynchami~od aut.) Czyli tego mamy z głowy. Teraz tylko trzeba zająć się resztą.
-Okej!-przejełam dowodzenie-Riker, oddaj błyszczyk Vance i do siebie! Van, nieźle ci w tych włosach. Pogadamy później, teraz idź do Rika, albo do Rydel. Delly! Natychmiast zaprzestań jedzenia żelków!-Rydel popatrzyła na mnie zamglonym wzrokiem, machinalnie pokiwała głową i odłożyła żelki. Ale nie mogła wstać z fotela otumaniona za bardzo była, bidulka.
-Ross, weź jej pomóż i przyjdź zaraz do mnie
-Okej-powiedział  i zaniósł Rydel do jej pokoju. Ja tym czasem starałam się dotrzeć do Rocky'ego
-Rocky-nic-Rocky!-znowu nic- ROCKY, DO CHOLERY NO!-tym razem... znowu nic. Ale ten tym potrafi wkurzyć człowieka! UGH! Aż się chce patelnią przywalić!
-Jestem!-krzyknął Ross wbiegając do salonu Ross
-Widzę.
-Masz niezłe zdolności przywódcze. Poradzić sobie z moją rodziną to nie lada wyzwanie
-Dzięki, ale to jeszcze nie wszyscy.Co robimy z tym orangutanem?-wskazałam na Rocky'ego ciągle skaczącego po kanapie
-Mam pomysł-powiedział Ross, po czym chwycił paczkę żelków których Rydel nie zdążyła zjeść. Następnie ułożył z nich ścieżkę prowadzącą do pokoju Rocky'ego. Ja tym czasem obserwowałam co się dzieje. Rocky nagle znieruchomiał i zaczął węszyć. I ni z tego ni z owego rzucił się w ślad za żelkami. Wpadł do swojego pokoju, a zadowolony Ross zamknął za nim drzwi.
-To idziemy oglądać film?
-Okej

++++++++++++++++++++++++++++++++mam dla was rozdział
Ten pierwszy fragment to moje przemyślenia. Może trochę dziwne, ale cóż... Nie oszukujmy się, nie jestem normalna:)
Sorry za błędy.
Buziaczki!
Ktoś.

czwartek, 9 kwietnia 2015

TBx2

Do tego czegoś nominowała mnie
Sashy Blog
Temat:Wojna gangów/Więzienna miłość
Czas do 16 kwietnia
A tak serio to jeszcze nie wiem który wybrać
i
Louise Noir
Temat:Zboczone opowiadanie/świat w przyszłości/nienawiść tej dwójki pod względem siebie
Czas do końca kwietnia
No dzięki bardzo. Nie mam pomysłu za bardzo ale już nad tym myślę i coś naskrobię.
Nominuję
Szylwia
Louder forever
Smile
Zyzia
Sylwia Lynch
Verini Sensitive
Lauren Coolness
Rikeroholic
Temat:Śmierć nas nie rozłączy/zakazana miłość
Czas do końca miesiąca
Z góry przepraszam:/
I szczerze to się w ogóle nie spodziewałam, bo byłam pewna, że nikt tego nie czyta.i nie muszę się martwić takimi żeczami. A tu proszę.

sobota, 4 kwietnia 2015

Rozdział 12


(...)-To jest moja dziewczyna-powiedział Ross i przyciągnął mnie do siebie.
Chwila, chwila CO!? Spojrzałam na niego pytającym wzrokiem. Ten spojrzał na mnie błagalnie. Nie dałam rady mu odmówić. Po za tym to może być całkiem przyjemne:)
-Dokładnie, także proszę odczepić się od mojego chłopaka!-powiedziałam żeby trochę pomóc Rossowi.
-Słucham!? Spotykasz się z tą suką?! Kochanie, ja jestem lepsza od tej zdziry!
-Przepraszam, ale mówi pani o mojej dziewczynie! A teraz proszę mi powiedzieć gdzie jest gabinet nr.45!-ooo, Ross się chyba zdenerwowoał! Co zresztą było całkiem miłe. Tapeciara chyba się przestraszyła kiedy Ross wrzasnął bo powiedziała tylko
-Na drugim piętrze, po lewo od windy-
I tak ma być!
-Dziękuję-powiedział Ross,złapał mnie za rękę i wyszliśmy. Wsiedliśmy do windy, i natychmiast zaczeliśmy się śmiać
-Hahahah! To było niezłe-powiedziałam
-Bardzo śmieszne, tobie nie składała dwuznacznych propozycji-"obraził się" Ross
-Oj, no weź! Spodobałeś się jej!-powiedziałam wcale nie powstrzymójąc śmiechu
-Hah, wielce zabawne. Ale dzięki, że mi pomogłaś
-Spoko, nie ma sprawy. I tak dobrze, że nie zarządała dowodów!-zaśmiałam się
-Na przykład jakich?
-Na przykład pocałunku
-No racja. Nie żeby coś, ale wiesz byłoby trochę nie zręcznie-powiedział
Spojrzałam się na niego, a on na mnie. Chwilę tak patrzyliśmy. Miał takie cudowne oczy! Potem zaczeliśmy się do siebie powoli zbliżać. Chciałam go pocałować. Bo mimo tego, że  przestałam już traktować go jak gwiazdę, to nie znaczy, że przestał mi się podobać. Było coraz bliżej kiedy... drzwi od windy się otworzyły. Natychmiast się opamiętaliśmy i szybko wyszliśmy z windy. Zapukałam  do drzwi gabinetu
-Proszę!
Weszliśmy do środka, a tam zobaczyliśmy jakiegoś pana w średnim wieku siedzącego z biurkiem
-Ach, to wy! Proszę, siadajcie-wskazał krzesła
-Dzień dobry, nazywa...
-Och, doskonale wiem kim jesteś! Jestem Albert Coronev, wasz reżyser. Jak widzę, znacie się już-powiedział. Kurde, przez te wszystkie wydarzenia zapomnieliśmy o planie!
-Tak znamy się już-odpowiedziałam, bo nic innego nie przyszło mi do głowy
-Świetnie. Wezwałem was tu żeby dać wam pierwsze strony scenariusza. Muszę was poinformować, że jeśli film się sprzeda to odrazu planujemy drugą część.
-To świetnie-odpowiedzieliśmy chórem
-Spotkamy się za tydzień i będziemy kręcić te sceny które dostaliście. Wiem,że niezbyt dobrze się znacie, ale zaczniemy od pocałunku. To pierwsza scena w filmie.
Spojrzeliśmy na siebie zmieszani i trochę zszokowani
-Ekhem... Nie no jasne, przecież jesteśmy aktorami-powiedział zakłopotany Ross
-Świetnie, także widzimy się za tydzień!
-Jasne, do widzenia-i wyszliśmy
CDN.

piątek, 3 kwietnia 2015

Rozdział 11+przeprosiny

Noteczka pod spodem
,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,
No, to się nazywa siostrzana miłość! Rydel bez żadnych oporów podeszła do Rossa i udzerzyła go w policzek. Ałć!
-Aa! Za co to!?
-Najpierw mi powiedz jak się nazywasz
-Ross
-Nazwisko
-Lynch
-Dobra. A kto to jest?-wskazała na mnie
-No Laura
-Okej jesteś zdrowy. Laura, zajmij się nim.-powiedziała i wyszła
-No, Ross! Zbieraj się i idziemy. Mamy półgodziny
-Dobra, dobra. Tylko może dałabyś mi się przebrać?
-Masz pięć minut.-powiedziałam i wyszłam. Zeszłam do Lynchowego salonu i zastałam tam baaaardzooo normalny widok (wyczujta ten sarkazm). Ell ganiał Rikera po całym salonie dzielnie dzierżąc patelnię w swej dłoni (tsa...odbija mi~od aut.), Rydel siedzi cała zapłakana  na kanapie i odląda telenowele a Rocky naśmiewa się z Rikera. Riker nie lubi kiedy się z niego naśmiewają, więc w biegu podstawił nogę Rocky'emu.
-Idiota!-wrzasnął Rocky
-Miło mi, a ja Riker-krzyknął Riker i pobiegł dalej
-Nie rozumiem, przecież ja wiem jak on ma na imię-powiedział zdziwiony Rocky.
-No bo on myślał, że mu się przedstawiasz i też ci się przedsawił-powiedziałam trochę załamana  głupotą Rocky'ego
-Ale, że co?
-No myślał, że masz na imnię Idiota
-Ale przecież mam na imię Rocky, czemu on myślał inaczej?-zdziwił się Rocky
-Gosh, no bo on...
-Dobra, Lau. To idziemy?-Boże, dzięki ci, że zesłałeś mi Rossa!
-Jasne Ross. Rocky podyskutój o tym z Van, na pewno ci to wytłumaczy-siostry czasami są bezcenne!
Wyszliśmy z domu i zapakowaliśmy się do samochodu. Ross nie dał mi prowadzić, więc udawałam, że się obraziłam. Więc kiedy dojechaliśmy i wysiadłam, Ross padł przedemną na kolana i zaczął mnie przepraszać..
-Ross, wcale się na ciebie nie gniewam!-powiedziałam rozbawiona
-To dobrze-powiedział podnosząc się z ziemi-ale pamiętasz o tym żeby nie informować reżysera?
-Jasne.
Weszliśmy do budynku i podeszliśmy do recepcji. Tam jakaś cycata blondynka poprawiała makijaż. Kiedy weszliśmy podniosła wzrok i spojrzała na Rossa. Oblizała wargi (błee),i zamrugała "uroczo". Zaraz się zwymiotuję!. Spojrzałam na Rossa i zobaczyłam, że ma chyba takie same odczucia jak ja.Ale dzielnie się trzymał.
-Przepraszam gdzie jest gabinet nr.45?-spytałam powstrzymójąc pawia, ponieważ blondi poprawiła włosy i nachyliła się w stronę Rossa w ten sposó, że jej biust wręcz się wylewał. No ja rozumiem, że Ross jest sexy i wogóle no ale trzeba mieć minimum godności!
-W czym panu pomóc?-spytała Rossa, kompletnie mnie olewając.
-Ekhem-chrząknął Ross chcąc przywołać ją do pożądku, ale efekt był taki, że ona jeszcze bardziej się nachyliła-gdzie jest gabinet nr.45?-powtórzył moje pytanie
-Kochanie, już chcesz iść? Ze mną będzie ci lepiej!-WTF!?
-Przepraszam, ale ja naprawdę myszę iść-powiedział z deka zakłopotany Ross
-Uwierz mi, jak raz spróbójemy to nie będziesz chciał przestać-boże to było tak obrzydliwe!
-Tyle, że ja mam dziewczynę!-powiedział Ross. Chwila, on ma dziewczynę a ja o tym nie wiem?! Co ze mnie za fanka!?
-Tak, a kto to!? Uwierz mi, jestem lepsza!
-To jest moja dziewczyna!-powiedział przyciągając mnie do siebie.
CDN.

$$$$$$$$$$$$$$$$$$$$$$$$$$$$$$$$
Hej miśki! Na wstępie bardzo, bardzo was przepraszam. Nie było rozdziału przez ponad miesiąc. Miałam taki okres w życiu, że nie byłam wstanie pisać.A potem miałam odcięty internet. Postaram się teraz o wiele częściej dodawać rozdziały. Wena i dobre samopoczucie jako tako wróciły, więc teraz powinno być lepiej. Mam nadzieję, że rozdział wam się podobał. Jeszcze raz was przepraszam.
<3u