czwartek, 30 kwietnia 2015

Rozdział 15

-Jak to naszych!?-szoknął się Rocky. Super, zaraz wyjdę na jakąś psyhofankę i uciekną odemnie w podskokach. Dzięki, Van!
-No, to wariatka nie ma farby na ścianach, tylko plakaty z wami. Myślisz, że skąd wiem który jest który  za nim się przedstawiliście?-jak ja bym chciała być jedynaczką w tej chwili!
-Nie jest tak źle, jak mówisz! Byłem tam, i uważam...-Ross, jako dobry przyjaciel próbował mi pomóc
-Tak, tak! Ja rozumiem, że Laura ci się podoba, ale...
-Słucham!?-przerwałam jaj
-Co!?-zawtórował mi Ross
-No ja rozumiem, Team Raura, i tak dalej...
-Kobieto, czy ty z konia spadłaś!?-wrzasnęliśmy jednocześnie. Ta synchronizacja jest...dziwna
-Orzesze...
-Zamknij się!-wrzasnęliśmy wszyscy (ja, Ross i Van). Reszta siedziała z popcornem na kanapie i oglądali nas. Rocky, od którego zaczęła się rozmowa (no bo to on zadał pytania) bawił się w komentatora.
-Uuu! Elinghton Lee Ratliff został skrzyczany, że aż mu się włos zjerzył. Osobami krzyczącymi okazali się być dwie młode aktorki, siostry Marano, utalentowane ślicznotki. (W tej chwili ja i Van musimy trzymać Rossa i Rikera, bo inaczej Rocky miałby zamiast twarzy mielonkię) Oraz najmłodszego członka zacnego zespołu R5, a nawiasem mówiąc w tym zespole gra również przystojny i utalentowany gitarzysta Rocky Lyn...
-Rocky!!
-Więc został skrzyczany przez siostry Marano i pana Lyncha. Reakcję pana Ratliffa zobaczymy już po przerwie!
-A czemu dopiero po przerwie-zdziwiłam się-do kogokolwiek to mówisz, możemy kontynuować teraz
-Witamy z powrotem! Ostatnio pan Ratliff został skrzyczany przez trzy zdenerwowane osoby. Prosimy o komentarz, panie Ratliff!-powiedział do Ella, wyciągając w jego stronę szczotkę do włosów Rydel, która robiła za mikrofon.
-Moja szczotka!-wrzasnęła Delly. Wspominałam już, że głośno krzyczy?-oddawaj, ją ty morderco, ty!!!-krzyknęła po czym zerwała się z kanapy i zaczęła gonić Rocky'ego po salonie wymachując przy tym młotkiem,. Co ona, w standardzie go ma!?
-Zawsze mam przy sobie jakieś narzędzie tortur-odpowiedziała, jakby czytając mi w myślach. Jeśli mam częściej widywać się Rockym, chyba też muszę o tym pomyśleć. Teraz ja, Ross i Vanka usiedliśmy na kanapie i przyglądaliśmy się sytuacji.
-Oddaj!!
-Nie! Co ze mnie będzie za komentator bez mikrofonu!?
-A no nie wiem....-zaczęła całkiem normalnie Rydel-a, nie! Wiem! ŻYWY!!
I żuciła się na niego, okładając młotkiem
-Już masz, masz!! Przepraszam, tylko mnie nie bij!
-UWAGA,UWAGA!Właśnie Rocky Lynch nauczył się nowego słowa:przepraszam! Gratulujemy i życzymy szczęścia w dalszym życiu!-wydarł się Riker
-Dzięki, bracie! Przynajmniej ktoś.docenił  moje starania!
Ta... Czy tylko ja uznaję, że jesteśmy porąbani?

********
Ustaliliśmy, że jednak robimy imprezkę u nas, więc spakowaliśmy wszystkie mantki i wyruszyliśmy w drogę. Kiedy tylko podjechaliśmy pod dom, wszyscy dosłownie wysypali się z auta.
-KTO DAŁ ROCKY'EMU PRAWKO!?-zaczęłam wrzeszczeć
-Chyba jakiś chory psychicznie!-również krzyczała Delly
-O no faktycznie. Ten koleś, co u niego zdawałem cały czas gadał coś o latających kapciach i pluszowych kanapkach...
-CO!?-wrzasnęliśmy wrzyscy. Nawet Ell, który mimo, że sędzał dużo czasu z Rocky'm, to bardzo przeżył jazdę.
-Macie racje, to raczej było o latających kanapkach i pluszowych kapciach...
-WTF!?-znowu krzyknęliśmy razem
-Może wejdźmy do środka-powiedziała Van, kiedy jako tako otrząsnęła się zszoku
-Chociaż, nie... To chyba były serowe kanapki...-kontynuował swój wywód Rocky


()()(()()())()()()(()()())()(()(((()((()))()(())()))()))
Może nkie jakiś dłuższy, ale mam nadzieję, że się podoba. Jak widać znowu przechodzę z takich filozoficznych i głebokich na takie chore i (mam nadzieję) śmieszne.
I teraz tak. Nie chcę być kolejną blogerką żebrzącą o komy. Więc nie stawiam wam warunków
"X komentarzy-rozdział"
Ale było by mi miło, gdyby karzda osoba, która to przeczyta zostawiła komentarz, nawet jeśli trafi kiedy będzie już następny rozdział. Po prostu chiała bym wiedzieć kto i ile osób to czyta.
Także nie musicie, ale było by miło
Pozdrawiam.
Ktoś.
PS:przepraszam za błędy!

środa, 29 kwietnia 2015

Notka o TB

Okej...
Piszę tę (tą?) notkę bo.... Bo muszę przekazać wam informację.
Nie dodam tych One Shot-ów które miałam napisać na TB. Przepraszam!.Wiem, że pewnie teraz wszyscy myślą "znowu będzie wyjeżdżać z brakiem czasu!". No tak, tego żeczywiście mam mało. Ale też absolutnie nie mam pomysłu!
Jak pewnie widzieliście nie dodałam OSa na nominację od Sashy Blog. Przepraszam, wybacz!
Ale zabierałam się za niego (i za resztę) mnóstwo razy, ale za każdym razem była pustka.
Z pisaniem rozdziałów już jest lepiej.
Po pierwsze:mam już zarys historii. Wiem jak chcę to prowadzić, po za tym już dawno zaczęłam.
Po drugie: mam napisane nie które rozdziały i tylko czekają na dodanie. A na resztę (nie tak do końca bloga, ale sporo) mam już zarys fabuły.
Także ten...
Może dodam dziś rozdział. Mam nadzieję. A jak nie, to jutro będzie dłuższy.
Buziaki, i mam nadzieję, że zrozumiecie
Ktoś.

piątek, 24 kwietnia 2015

TB (za jakie grzechy!?)

Nie napisałam OS od Saschy Blog, bo nie miałam pomysłu. Przepraszam. OS od Louise Noir już się pisze.

No ale nic. Tym razem nominowałam mnie Szylwia. No wielkie dzięki kochana!
Temat dowolny.
Nominuję wszystkich którzy chcą. Wiem, że nikt nie chce, ale nie wiem kogo nominować. Serio.
 Dlatego jeśli ktoś to czyta, to i ma ochotę napisać OS-a to niech napisze i podeśle mi link. Ale doskonale zrozumiem, jeśli nikt tego nie zrobi (lub po prostu nikt tego nie czyta)
Temat również dowolny
Także ten.
Pozdrowionki i w ogóle.
Ktoś.

czwartek, 23 kwietnia 2015

Rozdział 14

#3 godziny później#
Obejrzeliśmy już film i aktualnie siedzimy u Rossa i słuchamy muzyki na yt. Wybieramy na przemian piosenki. Dzięki temu poznajemy się właściwie jeszcze lepiej. Chociaż znamy się trzy dni, to mam wrażenie, że  całe życie. Ross śmiał się jak póściłam mu "Loud" jako moją ulubioną piosenkę.
-To dlatego tak się wydzierałaś przy tej piosence!-śmiał się
-No wiesz, bądźmy głośno-odpowiedziałam równierz się śmiejąc
-Taa, dziwiło mnie, że nie krzyczałaś "Kocham cię Ross" albo "Zostań moim mężem, Rossy!"-rechotał
-Haha, chciałbyś!-śmiałam się-serio tak krzyczą?
-Czasami nawet składają takie propozycje jak ta lala w biurze-tu Ross się wzdrygnął
-I ty to słyszysz?
-Znaczy oferty łóżkowe składają na M&G. Ale tylko niektóre. Na szczęście!
-No wiesz, bycie bogiem nastolatek nie jest łatwe
-Hah. Myślisz, że jestem bogiem nastolatek?
-Moim na  pewno kiedyś byłeś
-A już nie jestem?-udał, że płacze
Podzieliłam się z nim moimi przemyśleniami (z poprzedniego rozdziału~od aut.) Zgodził się ze mną. Cieszę się, że ktoś zgadza się z moimi pokręconymi myślami.
Zeszliśmy na dół z zamiarem znalezienia reszty. (Nie chce mi się wymieniać imion) To co tam zobaczyliśmy było baaardzo normalne.
Rikera i Vanki nie było. Okej, to rozumiem. Ale nie to stanowiło problem.
Ell i Rocky wąchali naszyjniki i bransoletki Rydel, co pięć sekund się nimi wymieniając. Zaś sama Delly była zaczajona za kanapą (na której siedział zespół Rockliff) z patelnią w jednej ręce i młotkiem w drugiej.
-Okej... Udam, że jesteście nor....-zaczęłam ale Ross mi przerwał:
-RYDEL, STÓJ!-wrzasnął i złapał swoją siostrę w pasie tym samym uniemiżliwiając jej zadanie śmiertelnych ciosów tym jakże normalnym istotom. Te jakże normalne istoty właśnie się zorientowały, że przez cały czas ich poczynania były obserwowane przez taką jedną wku*wioną blondynkę. I z piskiem, rozsypójąc całą biżuterię do okoła uciekły na górę. Odebrałam Rydel patelnię i młotek i odłożyłam na miejsce. Delly trochę się uspokoiła i zaczęła sprzątać rozwaloną biżuterię więc się przyłączyłam i szybciej nam poszło. Kiedy skończyłyśmy padłyśmy zmęczone na kanapę. Co jak co ale ona ma naprawdę tego dużo!
-To co robimy-spytała dysząc
-Nie wiem. Zbierzmy wszystkich i może coś razem wymyślimy-odparłam
-Nie zły pomysł. Boże, czemu nie dałeś mi siostry tylko jakieś stado  bezmyślnych ogórków!?
-Ogórków? Serio?
-Jak Rocky był mały, to se wymyślił, że wszystkie dzieci to ogórki. I tak się przyjęło
-Aha, no dobra... Nie wnikam, bo znając tok myślenia Rocky'ego...
-O tak... Widzę, że już doskonale się orientujesz co i jak.-uśmiechnęła się do mnie- OGÓRKOWE MAŁPY DO MNIE W TRYBIE NOW!!!!
-Matko, Rydel przez ciebie ogłu...-nie dokończyłam bo przedemną uformował się szereg złożonych z istot płci przeciwnej, chociaż po tym jak Riker się błyszczykował to śmiem wątpić...
-Tak jest!-wrzasnęli
-Nie wiemy co robić, więc czekamy na...
-Na co czekacie?-spytała jak zwykle ogarnięta Van schodząc do salonu
-Na pomysły co robić-wyjaśnił jej uprzejmie Riker
-A może dla odmiany przyjdziecie do nas na noc? Wiecie taka mała imprezka tylko dla nas
-Jasne tylko jak będziemy spać?-spytał Rocky
-Ty na kanapie, Ell w kuchni, Rydel w gościnnym, ja z Rikerem a Raura...
-Co!?-wrzasnęliśmy razem z Rossem
-Vanessa powiedziała, że Rocky śpi na kanapie, ja w kuchni...-próbował tłumaczyć Ell
-Wiem co powiedziała Van, młotku!-wrzasnęłam na Elinghtona, który od teraz chyba mnie się boi-tylko Van, wytłumacz mi łaskawie...
-Jaka Raura!?-dokończył za mnie Ross
-No wiecie, szybciej się wymawia
-No okej... To gdzi będą spali ROSS i LAURA?-spytałam wyraźnie akcętując nasze imiona
-A wy u ciebie Lau
-Tylko wiesz...-zaczęłam-Ross czuje się nieswojo w moim pokoju...
-Ja też się tak czuję jak tam wchodzę!-odparła Vanka-tyle gapiących się oczu...
-Czyich oczu?-zainteresował się Rocky
-Waszych
CDN.
$$$$$$$$$$$$$$$$$$$$$$$$$$$
No siema! Właściwie rozdział dodaje już następnego dnia.
Ale nadal jestem pogrążona w smutku (jeśli chcesz wiedzieć zajrzyj do poprzedniej notki)
Także ten....
Buziaki
Ktoś.
PS.sorry z błędy



Ostatni dzień...

Piszę teraz notkę której nie powinnam pisać, bo i tak nie umiem ubrać moich uczuć w słowa.

Dziś jest (był) ostatni dzień kręcenia A&A.
To już Koniec.
Nie ma już tego co było przez 4 lata.
4 lata, 4 sezony.
A to już koniec.
Jak to powiedział Ross:
"Trzeba się uśmiechać, bo dziś nadszedł ten dzień którego tak się obawialiśmy"
Jak sobie to uświadomiłam to płakałaam przez godzinę. Teraz, kiedy to piszę też chce mi się płakać.
Koniec tych 4-ech lat ich ciężkiej pracy,a naszej przyjemności oglądania. To znaczy nie do końca bo 4 sezon będzie jeszcze emitowany. Ale to i tak smutne.
Dzięki A&A poznałam R5. Dzięki temu serialowi jestem R5-er, Lauratic...
Dzięki temu wszystko się zaczęło.
Nadal będę pisać bloga (może blogi) o Raurze. Ale ta świadomość, że nie długo plan A&A przestanie istnieć...

Okej, nie będę płakać, nie będę płakać...

No nic, może dodam jeszcze dodam dziś rozdział.
Chciałabym dodać zdjęcia, ale mam szlaban na kompa i piszę wszystko na telefonie.
Buziaki,
Pogrążona w żałobie
Ktoś.

środa, 22 kwietnia 2015

Szczęśliwy rozdział 13 :)

Kiedy wyszliśmy zapanowała niezręczna atmoswera. To będzie takie...dziwne. Nie żeby mi się to nie podobało. No bo ja tam nadal uwarzam, że Ross to mega ciacho itd. Ale to jednak mój przyjaciel.
Ogólnie doszłam niedawno do wniosku, że nie jestem w nim zakochana. Uważam, że jest przystojny. Nic więcej. Tak naprawdę, nigdy go nie kochałam. Bo doszłam do wniosku, że nie mogłam. NIE ZNAŁAM GO. Wiadomo, że dużo o nim wiedziałam, jak każda fanka. Ale wiedziałam dużo żeczy o Produkcie. Kolejnym Produkcie Show Biznesu. Nie chodzi o to, że udawał kogoś kim nie jest. W to nigdy nie uwierzę. Ale nie da się znać dobrze osoby której nie widziało się na oczy. W tym biznesie nie da się być w stu procentach sobą. Kiedy go (ich, bo to dotyczy całego R5) spotkałam na M&G to poznałam go (ich) naprawdę. I naprawdę szczerze ich uwielbiam. Ale już nie tak jak fanka. Tylko tak normalnie. Jak człowiek człowieka. Nadal ich muzyka wiele dla mnie znaczy. I jestem ich fanką. Ale już w inny sposób.
(Ja i te moje refleksje~od aut.)
-Więc...-zaczął Ross
-Więc...-powtórzyłam
-Um...
-Stop!-krzyknęłam-tak nie może być! Jesteśmy przyjaciółmi Ross. A to pocałunek nie nasz tylko bohaterów. Więc myślę, że po prostu to zrobimy i tyle.
-Tak, masz rację-zgodził się ze mną
-Nie chcę takiego czegoś między nami. Chcę się przy tobie czuć swobodnie, a nie tylko myśleć o tym co będzie. Okej?
-Okej
-Okej-lekko się uśmiechnęłam
-Okej-też się uśmiechnął
-No to okej-uznałam (jak ja kocham "Gwiazd Naszych Wina"!~od aut.)
-Lubisz "TFIOS"?-spytał uśmiechnięty Ross
-Ubóstwiam!
-Ja też. Chcesz obejrzeć?
-Widziałam tysiąc razy, ale oczywiście, że tak!-serio ubóstwiam ten film
-Okej(XD) To u mnie, czy u ciebie?
-U ciebie. I tak muszę zabrać żeczy
-No to okej
-Ross!
-Co
-Nico
-Okej?
-Okej-odpowiedziałam
*****
Kiedy weszliśmy do salonu, dostałam zawału.
~ Rocky skacze po kanapie w spódniczce zrobionej z gazety w rytmie disco polo.

~Rydel je żelki (świat się skończył!)

~Van ma różowe włosy

~Riker maluje sobie usta błyszczykiem Van

~Ell śpi w stojaku na gazety

WHAT THE FUCK,JA SIĘ PYTAM!?!?!!

-CO TU SIĘ DZIEJE, DO CHOLERY!?-wrzasnęłam, ale nie dostałam odpowiedzi
-Rydel, jesz żelki!?-tym razem krzyknęłam razem z Rossem. Na te słowa Ell odrazu się przebudził.
-Orze...
-Nawet nie próbój!-przetwałam mu. (Pamiętam tą zabawę po której Ross miał odpał)
-Okej...-skapitulował i poszedł do siebie do pokoju. (W moim opowiadaniu Ell mieszka z Lynchami~od aut.) Czyli tego mamy z głowy. Teraz tylko trzeba zająć się resztą.
-Okej!-przejełam dowodzenie-Riker, oddaj błyszczyk Vance i do siebie! Van, nieźle ci w tych włosach. Pogadamy później, teraz idź do Rika, albo do Rydel. Delly! Natychmiast zaprzestań jedzenia żelków!-Rydel popatrzyła na mnie zamglonym wzrokiem, machinalnie pokiwała głową i odłożyła żelki. Ale nie mogła wstać z fotela otumaniona za bardzo była, bidulka.
-Ross, weź jej pomóż i przyjdź zaraz do mnie
-Okej-powiedział  i zaniósł Rydel do jej pokoju. Ja tym czasem starałam się dotrzeć do Rocky'ego
-Rocky-nic-Rocky!-znowu nic- ROCKY, DO CHOLERY NO!-tym razem... znowu nic. Ale ten tym potrafi wkurzyć człowieka! UGH! Aż się chce patelnią przywalić!
-Jestem!-krzyknął Ross wbiegając do salonu Ross
-Widzę.
-Masz niezłe zdolności przywódcze. Poradzić sobie z moją rodziną to nie lada wyzwanie
-Dzięki, ale to jeszcze nie wszyscy.Co robimy z tym orangutanem?-wskazałam na Rocky'ego ciągle skaczącego po kanapie
-Mam pomysł-powiedział Ross, po czym chwycił paczkę żelków których Rydel nie zdążyła zjeść. Następnie ułożył z nich ścieżkę prowadzącą do pokoju Rocky'ego. Ja tym czasem obserwowałam co się dzieje. Rocky nagle znieruchomiał i zaczął węszyć. I ni z tego ni z owego rzucił się w ślad za żelkami. Wpadł do swojego pokoju, a zadowolony Ross zamknął za nim drzwi.
-To idziemy oglądać film?
-Okej

++++++++++++++++++++++++++++++++mam dla was rozdział
Ten pierwszy fragment to moje przemyślenia. Może trochę dziwne, ale cóż... Nie oszukujmy się, nie jestem normalna:)
Sorry za błędy.
Buziaczki!
Ktoś.

czwartek, 9 kwietnia 2015

TBx2

Do tego czegoś nominowała mnie
Sashy Blog
Temat:Wojna gangów/Więzienna miłość
Czas do 16 kwietnia
A tak serio to jeszcze nie wiem który wybrać
i
Louise Noir
Temat:Zboczone opowiadanie/świat w przyszłości/nienawiść tej dwójki pod względem siebie
Czas do końca kwietnia
No dzięki bardzo. Nie mam pomysłu za bardzo ale już nad tym myślę i coś naskrobię.
Nominuję
Szylwia
Louder forever
Smile
Zyzia
Sylwia Lynch
Verini Sensitive
Lauren Coolness
Rikeroholic
Temat:Śmierć nas nie rozłączy/zakazana miłość
Czas do końca miesiąca
Z góry przepraszam:/
I szczerze to się w ogóle nie spodziewałam, bo byłam pewna, że nikt tego nie czyta.i nie muszę się martwić takimi żeczami. A tu proszę.

sobota, 4 kwietnia 2015

Rozdział 12


(...)-To jest moja dziewczyna-powiedział Ross i przyciągnął mnie do siebie.
Chwila, chwila CO!? Spojrzałam na niego pytającym wzrokiem. Ten spojrzał na mnie błagalnie. Nie dałam rady mu odmówić. Po za tym to może być całkiem przyjemne:)
-Dokładnie, także proszę odczepić się od mojego chłopaka!-powiedziałam żeby trochę pomóc Rossowi.
-Słucham!? Spotykasz się z tą suką?! Kochanie, ja jestem lepsza od tej zdziry!
-Przepraszam, ale mówi pani o mojej dziewczynie! A teraz proszę mi powiedzieć gdzie jest gabinet nr.45!-ooo, Ross się chyba zdenerwowoał! Co zresztą było całkiem miłe. Tapeciara chyba się przestraszyła kiedy Ross wrzasnął bo powiedziała tylko
-Na drugim piętrze, po lewo od windy-
I tak ma być!
-Dziękuję-powiedział Ross,złapał mnie za rękę i wyszliśmy. Wsiedliśmy do windy, i natychmiast zaczeliśmy się śmiać
-Hahahah! To było niezłe-powiedziałam
-Bardzo śmieszne, tobie nie składała dwuznacznych propozycji-"obraził się" Ross
-Oj, no weź! Spodobałeś się jej!-powiedziałam wcale nie powstrzymójąc śmiechu
-Hah, wielce zabawne. Ale dzięki, że mi pomogłaś
-Spoko, nie ma sprawy. I tak dobrze, że nie zarządała dowodów!-zaśmiałam się
-Na przykład jakich?
-Na przykład pocałunku
-No racja. Nie żeby coś, ale wiesz byłoby trochę nie zręcznie-powiedział
Spojrzałam się na niego, a on na mnie. Chwilę tak patrzyliśmy. Miał takie cudowne oczy! Potem zaczeliśmy się do siebie powoli zbliżać. Chciałam go pocałować. Bo mimo tego, że  przestałam już traktować go jak gwiazdę, to nie znaczy, że przestał mi się podobać. Było coraz bliżej kiedy... drzwi od windy się otworzyły. Natychmiast się opamiętaliśmy i szybko wyszliśmy z windy. Zapukałam  do drzwi gabinetu
-Proszę!
Weszliśmy do środka, a tam zobaczyliśmy jakiegoś pana w średnim wieku siedzącego z biurkiem
-Ach, to wy! Proszę, siadajcie-wskazał krzesła
-Dzień dobry, nazywa...
-Och, doskonale wiem kim jesteś! Jestem Albert Coronev, wasz reżyser. Jak widzę, znacie się już-powiedział. Kurde, przez te wszystkie wydarzenia zapomnieliśmy o planie!
-Tak znamy się już-odpowiedziałam, bo nic innego nie przyszło mi do głowy
-Świetnie. Wezwałem was tu żeby dać wam pierwsze strony scenariusza. Muszę was poinformować, że jeśli film się sprzeda to odrazu planujemy drugą część.
-To świetnie-odpowiedzieliśmy chórem
-Spotkamy się za tydzień i będziemy kręcić te sceny które dostaliście. Wiem,że niezbyt dobrze się znacie, ale zaczniemy od pocałunku. To pierwsza scena w filmie.
Spojrzeliśmy na siebie zmieszani i trochę zszokowani
-Ekhem... Nie no jasne, przecież jesteśmy aktorami-powiedział zakłopotany Ross
-Świetnie, także widzimy się za tydzień!
-Jasne, do widzenia-i wyszliśmy
CDN.

piątek, 3 kwietnia 2015

Rozdział 11+przeprosiny

Noteczka pod spodem
,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,
No, to się nazywa siostrzana miłość! Rydel bez żadnych oporów podeszła do Rossa i udzerzyła go w policzek. Ałć!
-Aa! Za co to!?
-Najpierw mi powiedz jak się nazywasz
-Ross
-Nazwisko
-Lynch
-Dobra. A kto to jest?-wskazała na mnie
-No Laura
-Okej jesteś zdrowy. Laura, zajmij się nim.-powiedziała i wyszła
-No, Ross! Zbieraj się i idziemy. Mamy półgodziny
-Dobra, dobra. Tylko może dałabyś mi się przebrać?
-Masz pięć minut.-powiedziałam i wyszłam. Zeszłam do Lynchowego salonu i zastałam tam baaaardzooo normalny widok (wyczujta ten sarkazm). Ell ganiał Rikera po całym salonie dzielnie dzierżąc patelnię w swej dłoni (tsa...odbija mi~od aut.), Rydel siedzi cała zapłakana  na kanapie i odląda telenowele a Rocky naśmiewa się z Rikera. Riker nie lubi kiedy się z niego naśmiewają, więc w biegu podstawił nogę Rocky'emu.
-Idiota!-wrzasnął Rocky
-Miło mi, a ja Riker-krzyknął Riker i pobiegł dalej
-Nie rozumiem, przecież ja wiem jak on ma na imię-powiedział zdziwiony Rocky.
-No bo on myślał, że mu się przedstawiasz i też ci się przedsawił-powiedziałam trochę załamana  głupotą Rocky'ego
-Ale, że co?
-No myślał, że masz na imnię Idiota
-Ale przecież mam na imię Rocky, czemu on myślał inaczej?-zdziwił się Rocky
-Gosh, no bo on...
-Dobra, Lau. To idziemy?-Boże, dzięki ci, że zesłałeś mi Rossa!
-Jasne Ross. Rocky podyskutój o tym z Van, na pewno ci to wytłumaczy-siostry czasami są bezcenne!
Wyszliśmy z domu i zapakowaliśmy się do samochodu. Ross nie dał mi prowadzić, więc udawałam, że się obraziłam. Więc kiedy dojechaliśmy i wysiadłam, Ross padł przedemną na kolana i zaczął mnie przepraszać..
-Ross, wcale się na ciebie nie gniewam!-powiedziałam rozbawiona
-To dobrze-powiedział podnosząc się z ziemi-ale pamiętasz o tym żeby nie informować reżysera?
-Jasne.
Weszliśmy do budynku i podeszliśmy do recepcji. Tam jakaś cycata blondynka poprawiała makijaż. Kiedy weszliśmy podniosła wzrok i spojrzała na Rossa. Oblizała wargi (błee),i zamrugała "uroczo". Zaraz się zwymiotuję!. Spojrzałam na Rossa i zobaczyłam, że ma chyba takie same odczucia jak ja.Ale dzielnie się trzymał.
-Przepraszam gdzie jest gabinet nr.45?-spytałam powstrzymójąc pawia, ponieważ blondi poprawiła włosy i nachyliła się w stronę Rossa w ten sposó, że jej biust wręcz się wylewał. No ja rozumiem, że Ross jest sexy i wogóle no ale trzeba mieć minimum godności!
-W czym panu pomóc?-spytała Rossa, kompletnie mnie olewając.
-Ekhem-chrząknął Ross chcąc przywołać ją do pożądku, ale efekt był taki, że ona jeszcze bardziej się nachyliła-gdzie jest gabinet nr.45?-powtórzył moje pytanie
-Kochanie, już chcesz iść? Ze mną będzie ci lepiej!-WTF!?
-Przepraszam, ale ja naprawdę myszę iść-powiedział z deka zakłopotany Ross
-Uwierz mi, jak raz spróbójemy to nie będziesz chciał przestać-boże to było tak obrzydliwe!
-Tyle, że ja mam dziewczynę!-powiedział Ross. Chwila, on ma dziewczynę a ja o tym nie wiem?! Co ze mnie za fanka!?
-Tak, a kto to!? Uwierz mi, jestem lepsza!
-To jest moja dziewczyna!-powiedział przyciągając mnie do siebie.
CDN.

$$$$$$$$$$$$$$$$$$$$$$$$$$$$$$$$
Hej miśki! Na wstępie bardzo, bardzo was przepraszam. Nie było rozdziału przez ponad miesiąc. Miałam taki okres w życiu, że nie byłam wstanie pisać.A potem miałam odcięty internet. Postaram się teraz o wiele częściej dodawać rozdziały. Wena i dobre samopoczucie jako tako wróciły, więc teraz powinno być lepiej. Mam nadzieję, że rozdział wam się podobał. Jeszcze raz was przepraszam.
<3u