Obudziłam się gdzieś o 9.00 rano. Oczywiście nie sama z siebie. Pewien osobnik zwany potocznie człowiekiem (lecz mam co do tego wątpliwości), a dokładniej Rocky, wpadł do mojego pokoju wrzszcząc coś w stylu :
''nie lubię jeść swoich skarpetek! ''
Za nim wbiega zielonowłosy Ross wymachując młotkiem. Ta, widocznie po drodze spotkał Rydel. No nie ważne. Ci dwaj... Czym kolwiek są, biegają chwilę w około mojego łóżka, po czym z impetem wybiegają. Kiedy otrząsam się z szoku jaki przeżyłam, odwracam się na plecy. I już wiem czemu Ross ma zielone włosy. Miejsce obok mnie jest mokre. Ta, nie ma to jak kulturalna pobódka w stylu Rocky'ego.
Nagle do pokoju wpada wściekła Rydel i zaczyna gorączkowe poszukiwania czegoś.
-Emm... Rydel? Czego ty szukasz?
-Cześć Lau. Sorry jeśli cię obudziłam. Szukam tylko mojego młotka, bo gdzieś mi zginął. A wiesz, bez podręcznego narzędzia zagłady czuję się nie pewnie-wyrzuciła i powróciła do przeszukiwania mojego pokoju. Widać Ross zabrał młotek bez zgody właścicielki. A znając Rydel, poniesie ciężkie konsekwencje.
Moje rozmyślania przerwał pisk.
-AAAAA! O mój boże! Skąd ty masz tą sukienkę! Jest genialna! AAAA!-zaczęła wrzeszczeć, wymachując przy tym na prawo i lewo jakąś moją sukienką, w której nie chodziłam przez wieki.
-Jak chcesz to ją sobie weź. A co do...
-AAA! Serio!? O boże, dziękuję! Dziewczyno, kacham cię normalnie!
-Też cię kocham, ale opanuj się, bo wyglądzasz jak jakaś nie zdrowa psychiczne. A co do młotka, to ostatnio widziałam, że Ross nim machał goniąc Rocky'ego. I czy mogłabyś wyjść, bo chcę się przebrać.
-Już wychodzę. I dzięki za info. Ale jesteś świadoma, że właśnie poświęciłaś swojego chłopaka?
-DELS! To nie jest mój chłopak! A teraz wypad, tylko nikogo nie zabij!
-Postaram się! Po za tym ja i tak wiem swoje!-krzyknęła wybiegając z pokoju, nadal kurczowo trzymając sukienkę.
A zawsze myślałam, że to ja jestem porąbana. No ale nic.
Wstałam, poszłam do łazienki gdzie wykonałam poranne czynności po czym stanęłam przed szafą.
No i tu zaczynają się schody.
W końcu jednak wybrałam zwykłe podarte jeansowe szorty i białą bluzkę którą sama zrobiłam z napisem
"Kocham R5
a tobie
nic do tego "
(Też mam taką koszulkęXD~od aut.)
No! Chociaż teraz boję się co sobie o mnie pomyślą. Ale nic trzeba podejmować ryzyko!
Włosy zostawiłam rozpuszczone i zeszłam na dół. Jak to zwykle bywa z rodziną Lynch/Ratliff zastałam baaardzo normalny widok. Chociaż ten był chyba najnormalnijszy.
Van i Riker robią śniadanie. I to mnie właśnie zszokowało. Van robi śniadanie. Nie tylko sobie! No ale lećmy dalej.
Na kanapie w salonie (salon jest połączony z kuchnią takim jakby barkiem~od aut.) siedzą Ross i Rocky. Przed nimi paraduje Rydel, w jednej ręce wciąż sciskając sukienkę a w drugiej młotek i prawi im kazanie na temat
˝co z wami zrobię jeśli jeszcze raz będziecie ruszać moje żeczy˝.
Za to na lampie stojącej obok kanapy siedzi Ratliff i zajada marchewki.
Ołkej... Coś mi tu nie gra...
Taa, mój mózg wolno dziś pracuje...
Jeszcze moment...
Chwileczkę....
..........
No chwila, no!
GDZIE JEST MOJA ULUBIONA SZKLANKA!? Jeszcze wczoraj była w salonie, a teraz jej nie ma!!
Nosz cholera jasna!
Wielce zdenerwowana poszłam do kuchni zarzucając przy tym "nie chcący" Ratliffa z lampy. Biedaczek narzekał, że go dupa boli. Ta, wielkie mi chalo! Niech nie dramatyzuje, przecież spadł tylko z lampy!
Chociaż w sumie jak na to spojrzeć... CO RATLIFF ROBIŁ NA LAMPIIE!? Szybko zawróciłam i zapominając o szklance podbiegłam do niego.
-Sorry! Wszystko do... - przerwała mi Rydel, która z prędkością rakiety podbiegła do Ella i pomogła mu wstać
-Nic ci nie jest? Wszystko dobrze? Boli cię coś? Pomóc ci? Wody, soku, cherbaty? Zimno ci? Dzwonić po karetkę? RATLIFF, ŻYJESZ?! - wydzierała się Delly, potrząsając Ratliffem. Chciała coś jeszcze powiedzieć, ale przeszkodził jej Rocky, który podbiegł do Ella, wyrwał go z objęć siostry i zaczął wrzeszczeć
-Nie zostawiaj mnie bracie! Co ja bez ciebie zrobie?! NIE UMIERAJ ELINGHTONIE!!!!!!!!
¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤
CZEŚĆ.
PISZĘ Z CAPSEM BO TAK MI SIĘ CHCE
ROZDZIAŁ KRÓTKI
SORRY
BARDZO
ALE CHCIAŁAM JUŻ DODAĆ
NOM, TAKŻE NIE NARZEKAĆ
NIE NO, MACIE PEWNE PRAWO DO
NARZEKANIA
ZWŁASZCZA NA MÓJ ROZDZIAŁ
HAHAH
TA, TO BYŁ TAKI ŻART SCENICZNY
TAK DLA MNIEJ KUMATYCH
NIE WIEM
ALE
MAM TAKI DZIWNY CHUMOR
NO
WIĘC
TAK
TROCHĘ MNIE MARTWI BRAK KOMÓW
ALE W SUMIE MAM TO W DUPIE
I TAK BĘDĘ PISAĆ
A WY SOBIE CZYTAJCIE, ALBO NIE
NO BUZIAKI
KTOŚ.
I SORRY ZA BŁĘDY
JAK ZWYKLE
Cudo <3
OdpowiedzUsuńTHX:)
UsuńKtoś.
Boshe kolejna psychiczna rozwałka dzięki tb! Co to ma być? :'D Twoje opko jest idealnym lekarstwem na stres ;* Pisz dalej Ktosiu!
OdpowiedzUsuń