NO TO JA
ZAPRASZAM NA KOLEJNE KRÓTKIE GÓWN... W MOIM WYKONANIU
.
KRZYK
Odrywam się od Rossa i biegnę na dół.
To brzmiało zupełnie jak... Rydel
Jestem już w salonie.
Nie zwracam uwagi na powszechny bałagan, tylko gorączkowo szukam osoby która krzyknęła.
Jestem jak w amoku.
Nagle ktoś łapie mnie za ramiona.
To Ross.
Z trudem obraca mnie w kierunku schodów.
Pod nimi, tak, że nie widziałam wcześniej leży ona.
Rydel.
Nie rusza się.
Z nosa cieknie jej krew.
Podbiegam do niej i sprawdzam puls.
Słaby.
Ale żyje.
Nie jestem w stanie zadzwonić po pogotowie.
Nie jestem nawet w stanie się ruszyć.
Ross odbiera mi telefon i dzwoni.
Nie wiem po jakim czasie do domu wbiegli ratownicy.
Nie jestem w stanie nic powiedzieć.
Ale mówię
Spadła.
Wiem to.
Nie wiem skąd, ale wiem, że tak było
Zabierają ją
Nie pozwalają jechać ze sobą
Siedzimy wszyscy w poczekalni. Cała rodzina Rydel+ja z Van.
Rocky zwisa głową w dół i tępo patrzy przed siebie.
Ell chodzi w kółko.
Ross próbuje przegryść sobie kabelek od słuchawek które właśnie ma w uszach.
Van obgryza paznokcie.
Ja i Riker na zmianę chodzimy do automatu po coraz to nowszą kawę.
Chyba się uzależniłam
Siedzę właśnie na krześle popijając siedemnastą kawę w przeciągu dwóch ostatnich godzin.
Wszyscy nagle wytrzeźwieli i tylko tępo patrzą przed siebie. (i robią czynności opisane powyżej)
No bo jak się okazało nie wszyscy rano byli trzeźwi. Rocky na przykład wyciągnął kanapę na dwór, ustawił przy basenie i bawił się w Titanic. Kanapa była owym statkiem a basen morzem. Więc mebel razem z Rockym regularnie lądował w basenie. Bardzo interesująca zabawa, ale może nie teraz.
I jak by tak na to spojrzeć, to nie jestem pewna, czy Rocky nie był trzeźwy....
Nieważne.
Siedzimy tu tak od dwóch godzin i czekamy na jakieś wieści. Bo najpierw muszą zrobić jej jakieś super dziwne badania i oczywiście nie mogą nas o niczym poinformować.
Lekarze...
Znaczy, nic do nich nie mam. Tylko mogliby okazać się bardziej ludźmi i łaskawie informować nas o przebiegu zdarzeń raz na jakiś czas.
O wilku mowa.
Zza zakrętu wyszedł właśnie facet w białym (czyt. lekarz). Wszyscy rzuciliśmy się na niego jak za przeproszeniem Rocky.
Facet tak się przestraszył, że zamiast uraczyć nas jakimiś informacjami, jak na porządnego obywatela przystało, po prostu uciekł.
Po prostu bezczelnie zwiał.
Nie lubię go.
Taki jakiś dziwny jest.
No bo kto ucieka przed bandą nastolatków?
Znaczy, rzuciliśmy się na niego, ale to go nie usprawiedliwia.
Po prostu go nie lubię.
*****
Siedzimy tu już cztery godziny i oczywiście dalej nic nie wiemy!
No kurwa (raz na jakiś czas będą pojawiać się przekleństwa~od aut.), za przeproszeniem!
Wypiłam łącznie czterdzieści osiem kubków kawy.
Riker wypił pięćdziesiąt dwa.
Ross musiał pożyczyć słuchawki od Ness, wcześniej solennie obiecując, że tych nie zje.
Rocky zasnął i spadł z krzesła na łeb, a nawet nie mruknął. Śpi dalej.
Van nie zostało nic z paznokci, więc teraz obgryza ołówki (co oni mają z tym gryzieniem?! Zęby im rosną?!)
Ellinghton przeszedł osiemnaście razy w zdłóż i wszerz cały szpital. Raz goniła go jakaś kobieta, bo wszedł do damskiej łazienki, a cztery razy uciekał przed jakimś doktorkiem, bo wszedł do pomieszczeń opatrzonych plakietką wstęp surowo wzbroniony. Lekarz natomiast nie był z tego powodu szczególnie zachwycony.
Takie życie.
Świat nie jest instytucją do spełniania życzeń.
Nagle z sali wyszedł lekarz.
Ten sam przed którym uciekał Ell. Kiedy wspomniany wyżej zobaczył ową osobę wychodzącą z sali (OMG, co to jest?!~od aut.) skulił się na krześle, chowając się za wciąż śpiącym Rockym.
-Spokojnie młodzieńcze, nie przyszedłem tu do Ciebie, tylko do szanownego Ellinghtona Ratliffa (to się odmienia, czy nie?!~od aut.)
W tym momencie wszyscy spojrzeliśmy na niego jak na idiotę
-To ja... - podniósł rękę rzeczony osobnik
Wiem, że to nie jest najlepszy moment, ale parsknęłam śmiechem. Mina lekarza była tak przerażona i zszokowana zarazem, że nie mogłam się powstrzymać. Kryło się w niej też sporo obrzydzenia.
Nie wnikam.
-Panna Ryd... Bo jest jeszcze niezamężna?-chciał się upewnić.
Jednak, Ell, jak to on, niezależnie od tego w jakiej sytuacji się znajduje, lubi żartować. Dlatego, zanim ktoś zdążył cokolwiek powiedzieć, on zaczął wrzeszczeć:
-Jak to!? Zgubiła obrączkę?! A taki byłem szczęśliwy?! A po za tym, oczywiście, że jest zamężna!! Kobiety w jej wieku powinny już znaleźć sobie partnerów! Piękno przemija, i znim się obejrzysz, możesz zostać starą panną!-zdezorientowane spojrzenie lekarza mówiące "ja!?"-Tak, tak! Oczywiście, że jest zamężna! Jest zamężna ze mną!
-CO?! PRZECIEŻ TO JESZCZE DZIECKO!!!!-wydarł się Riker, i tym razem to on rzucił się w pogoń za Ellinghtonem-to, że zgodziłem się na wasze spotykanie się, nie oznacza, że wyrażam zgodę na ślub!!!-wrzeszczał, goniąc dalej Ella i jednocześnie dopijając swój pięćdziesiąty trzeci kubek kawy. Celnie rzucił pustym już pojemnikiem do kosza i kontynuował gonitwę.
Przez tą kawę ma za dużo energii....
Podczas, gdy tamci się ganiali, lekarz nadal miał nam coś do przekazania. Zwrócił się do Rocky'ego... Po którym został tylko kłęby kurzu i zarys oddalającej się sylwetki.
A no tak.
Team Rockliff
Nieważne.
Doktorek, coraz bardziej zdziwiony, zwrócił się do Rossa, króry też chciał uciekać, ale złapałam go zo rękę i nie pozwoliłam na to.
Westchnął
-Więc.... Ekhem! Panna... Pani Rydel się wybudziła-chwila ogromnego szczęścia, ja rzucam się na Rossa, zapominając o całej niezręczności związanej z porannymi wydarzeniami-i można ją odwiedzić-jeszcze więcej szczęścia-tylko z pewnym wyjątkiem...
-Jakim?!-wrzasnęliśmy, a Vanessa, która bezczelnie ignorowała poprzednie wydarzenia, spadła z krzesła i w tempie natychmiastowym znalazła się przy nas
-Co jest?!
-Nic, co ciebie dotyczy-odgryzłam się złośliwe, bo miałam zrypany humor i ogólnie nie chciało mi się tłumaczyć wszystkiego od nowa
Pokazała mi język i wróciła na swoje miejsce.
-To nic groźnego. Chodzi o to, że....ekhem.... Mąż pani Rydel ma być nie wpuszczony....
-Ale to będzie dla niego wielki cios!-próbował bronić przyjaciela Ross - mógłby pan mu ten jeden raz odpuścić? Obiecuję, że już nie będzie wchodził tam gdzie nie trzeba...
-Ale pani Rydel go sobie nie życzy... - powiedział i odszedł
Zaraz, co?! Jak to?!
Nie rozumiałam co powiedział
-CO-zdziwił się Ross. My chyba jakimiś klonami jesteśmy... (wtajemniczeni wiedzą o co cho :P~od aut.)
-Nie wiem....
Już chcieliśmy wejść do sali w której leżała Ryd, ale oczywiście coś nam przeszkodziło.
A mianowicie Rockliff.
Złapali nas i Van, i wynieśli do samochodu. Nie pytać jak, bo sama nie wiem.
Rocky usiadł za kietownicą, a Ell nas przepiął pasami.
Gdyż wcześniej zwiącali nam ręce.
Kiedy tylko Ellinghton zobaczył, że Rocky chce prowadzić, natychmiast interweniował, i po chwili to on siedział za kierownicą, a Rock na miejscu pasażera.
Wszystko fajnie, ale czemu do cholery jestem związana i Ross i Van też, i czemu w ogóle odjeżdżamy, i.... WUOU! Ellinghton wcale nie prowadzi lepiej od Rocky'ego!
//////////////////////////////////////////////////////////////////
NO, CZEŚĆ.
TAK JAK MÓWIŁAM, SORRY ZA TO.... COŚ
ALE NIE MOGŁAM SIĘ W OGÓLE ZEBRAĆ DO NAPISANIA
PRZEPRASZAM :(
W CZASIE WAKACJI COŚ NASKROBIĘ I JAK TYLKO WRÓCĘ TO SZYBKO BĘDZIE NOWY ROZDZIAŁ :)
I TAK ROZDZIAŁ JEST DZIĘKI DWÓM MIŁYM OSOBOM (znaczy jednej chyba się boję...)
MOJEJ KOCHANEJ Kal :*
DZIEWCZYNO KOCHAM CĘ NORMALNIE!!
I SPECJALNIE DLA CIEBIE ELL ŻYJE :)
I DLA Pinni Pay
TAK, TO CIEBIE SIĘ BOJĘ :D
NO, WIĘC TE DWIE DZIEWOJE (XD) ZMOTYWOWAŁY MNIE (no i jeszcze ten długopis) DO NAPISANIA TEGO GÓW.. ROZDZIAŁU.
TAKŻE, MAM NADZIEJĘ, ŻE UNIKNĘ ZEMSTY ITD.
ENJOY BY CHAPTER
Ktoś aka Anabell aka ja
WIĘC TEN
UDANYCH WAKACJI
A, I SORRY ZA BŁĘDY, NIE MIAŁAM JAK SPRAWDZIĆ...
czwartek, 18 czerwca 2015
środa, 10 czerwca 2015
Rozdział 20
*dzień później*
*oczętami Lau*
Przeciągnęłam się leniwie nie otwierając oczu. Nagle, nie wiadomo skąd w mojej czaszcze pojawiło się mnóstwo wybuchających wulkanów.
A takie porównanie.
Ale ból był nie do zniesienia.
Podniosłam się więc, ale znowu poczułam ból, tylko, że tym razem gdzie indziej.
Bolały mnie chyba wszystkie stawy. Nagle coś mnie tknęło. Rozejrzałam się dookoła i dostałam zawału.
Leżałam w nie swoim łóżku i nie w swojej piżamie i w dodatku znowu nie wiem gdzie jest moja ulubiona szklanka!
Ogarnęłam się i udało mi się ustalić, że jestem w pokoju Rossa. Samego właściciela pokoju nigdzie nie widziałam. Chciałam się dowiedzieć co tu robię, więc postanowiłam zejść na dół i poszukać kogoś, kto mógłby mi to wszystko wytłumaczyć.
Z trudem przebrnęłam przez stosy chipsów, popcornu, serpentyn i confetti (kuźde, tak to się pisze? ~od aut.) i z wielkim zadowoleniem, że udało mi się z tego wydostać wyszłam z pokoju.
Korytarz wyglądał jeszcze gorzej niż pokój blondyna. Wszędzie walał się papier toaletowy i serpentyny, a ściany były obrzucone jajkami.
Kurde, boję się iść dalej!
Chyba niezła biba była, tylko z jakiej okazji?
No, i mogłabym chociaż trochę pamiętać.
Zaczęłam w zamyśleniu schodzić po schodach i mało co nie zabiłam się o Ellingtona. Spał (albo nie żył) w dość dziwnej pozycji, której nie umiałam opisać. W dodatku był cały w kiślu.
Ominęłam go i skierowałam się do kuchni.
W pomieszczeniu gastronomicznym (a jakoś tak~od aut.) był nawet względnie czysto. Znaczy, jak na to, co widziałam do tej pory. Oprócz tego, że jakaś dziewczyna śpi z głową w piekarniku,(na szczęście wyłączonym) a z lampy zwisała czyjaś bluzka.
Ufff, spokojnie.....
Podeszłam do spiżarni, żeby zobaczyć czy czegoś tam przypadkiem nie znajdę.
Weszłam powoli do środka, trochę się bojąc tego co tu zobaczę. Ale na szczęście zobaczyłam tylko Rossa. Mimo bólu cały czas rozsadzającego mi czaszkę i stawy, podbiegłam do niego i z całej siły przytuliłam.
-Nareszcie ktoś żywy! - krzyknęłam i póściłam go natychmiast bo jęknął. Jak mniemam, z bólu.
-Co tu robisz? - spytałam
-Szukam jakiś tabletek na ból głowy. Chcesz? - spytał wyciągając w moją stronę rękę w której trzymał prostokątne pudełko z lekiem (nie wiem co mnie na te opisy wzięło~od aut.)
Z wielką chęcią je przyjęłam.
-Pamiętasz może co robiliśmy wczoraj, czemu jestem u ciebie w domu i czemu całe otoczenie wygląda jak po wybuchu IV wojny światowej?-spytałam, kiedy już zarzyłam tabletki.
-Nie bardzo, właśnie sam się zas... Ale czemu IV wojny światowej?
-Bo III wybucha za każdym razem kiedy kłócę się z Ness.
-Achaaa... Ale nie, nie wiem co tu się działo.
-Musimy to rozkminić, ale najpierw zjedzmy coś, proszę! Jestem taka głodna!
-No okej, możemy zrobić naleśniki-stwierdził, po czym udał się do kuchni.
Wydostał dziewczynę z piekarnika i wyniósł ją na ganek. No cóż, jakoś trzeba sobie radzić. Wrócił, otrzepał ręcę i zabrał się za robienie ciasta. Ja w tym czasie ogarnęłam trochę to pobojowisko.
Kiedy kuchnia w miarę nadawała się do użytku, a naleśniki zostały usmażone, zasiedliśmy do śniadania. Pożarłam pięć naleśników z nuttelą, truskawkami i bitą śmietaną (fuj, ja bym się zrzygała:/~od aut.) w zaledwie siedem minut! (tym bardziej rzygam~od aut.) Nowy rekord! Ross jeszcze jadł.
-Słoniu, szybciej!
-Ale, że co, że jak,że gdzie?! Jaki słoniu?!-histeryzował robiąc z siebie, delikatnie ujmując, kretyna
-Wolisz hipopotamie? Nosororzcu?! (jak to się pisze??~od aut.) Żubrze? Hmm, co tam jeszcze....
-Zemszczę się!
-Haha, bo uwierzę! Taki hipopotamo-nosororzco-żubro-słoń nic mi nie zrobi!-krzyknęłam popełniając przy tym wielki błąd. Ross zerwał się z miejsca i zaczął mnie gonić. Żeby nie było, zaczęłam uciekać. Goniliśmy się tak po kuchni (a właściwie on gonił mnie) i wybiegliśmy do salonu. Nie zwróciliśmy uwagi na wygląd rzeczonego pomieszczenia, ani na to ile osób jak mniemam zdeptaliśmy. Po prostu biegliśmy. Biegnijmy, biegnijmy....żarcik.
Nawet nie wiem jak i kiedy znaleźliśmy się w pokoju Rossa. Oczywiście nadal bestrosko się goniąc. A jakże!
Nagle, nie bardzo wiem jak, znalazłam się w sytuacji bez wyjścia. Musiałam zacząć się cofać, aż natrafiłam na ścianę. Ross z miną "ciekawe czy będzie smaczna?" podchodził do mnie, aż w końcu podszedł (no woow... Pewnie tego nie wiedzieliście~od aut.).
Oparł ręce po dwóch stronach mojej głowy i przyległ do mnie całym ciałem.
-A nie pomyślałaś, że mogę cię przygnieść?-wysyczał do moich ust, tak, że nasze oddechy mieszały się ze sobą. Przełknęłam slinę. Bynajmniej nie ze strachu. Znaczy nie bałam się, że Ross mnie zje.
Co do innych kwestii, możemy później podyskutować.
Pocałuj go
Nie
Ale chcesz tego
Nie prawda
Właśnie, że tak
Nie-e
Przyznaj się w końcu
To nie prawda!
Kochasz go
Nie
Tak
Nie
Tak
Nie
Nie
Tak
Ha!
Ugh!
Po tej jakże uroczej konwersacji...
Może poprostu przejdźmy do faktów.
Spojrzałam na Rossa. Jego twarz była tylko kilka centymetrów od mojej. Przygryzł wargę.
Chciałbym sama ją przygryźć
Ugh, stop!
Czułam jego słodki oddech na moich ustach. Cały czas byłam przyparta do ściany. Popatrzyłam mu w oczy, a potem spojrzałam na jego usta. Co ja mam teraz zrobić, hm?!
Pocałuj go
Nie!
Ale za późno.
Poczułam jak wpija się w moje wargi. Mimo, iż byłam zszokowana, bez zastanowienia odwzajemniłam gest. Całowaliśmy się mocno, inaczej niż ostatnio. Gdzieś daleko przmknęła myśl, że to mój pierwszy PRAWDZIWY pocałunek. Również z Rossem.
Ale byłam zbyt zajęta całowaniem się, żeby się nad tym zastanawiać.
Przyparł mnie mocniej do ściany. Nie przeszkadzało mi to. Tak się wczułam, że nie obchodziło mnie obsolutnie nic.
Ale w mirę upływu czasu, pocałunki słabły, traciły tą początkową namiętność.
Wszystko się kiedyś kończy.
Niestety, tak było i tym razem.
========/=/////======================
NO BUM!
NO, TO JA.
NO BO KTO
A NIKT
NIEWAŻNE
MAM NADZIEJĘ, ŻE ROZDZIAŁ NIE JEST TAKI ZŁY
OBY
MOŻE CHOCIAŻ TEN POCAŁUNEK NIE JEST TAKI BEZNADZIEJNY JAK MI SIĘ WYDAJE
STARAŁAM SIĘ
PADAM Z NÓG, OBRAZ MI SIĘ ROZMAZUJE, ALE NAPISAŁAM
HURRA JA
WIĘC TERAZ TAK
20.06 WYJEŻDŻAM NA WAKACJE
UMPA UMPA!
WIĘC NAPISZĘ JESZCZE JEDEN ROZDZIAŁ
I POTEM PRZERWA
WRACAM 05.07
I POTEM ZNOWU WYJEŻDŻAM 18.07-31.07
NO WIĘC PRZEZ TE DWA TYGODNIE W LIPCU COŚ NASKROBIĘ
A POTEM CAŁY SIERPIEŃ JESTEM WASZA
ZNACZY NIE DOSŁOWNIE
ZNACZY... WIECIE
ROZDZIAŁ JEST SPECJALNIE DLA MIŁEJ OSÓBKI DZIĘKI KTÓREJ ZEBRAŁAM TYŁEK W TROKI I NAPISAŁAM ROZDZIAŁ *to coś*
Kalina Kreis
BRAWOO
JEDZIECIE NA KONCERT?? ??
JA JADĘ:3
ENJOY
~ja aka Ktoś.~
*oczętami Lau*
Przeciągnęłam się leniwie nie otwierając oczu. Nagle, nie wiadomo skąd w mojej czaszcze pojawiło się mnóstwo wybuchających wulkanów.
A takie porównanie.
Ale ból był nie do zniesienia.
Podniosłam się więc, ale znowu poczułam ból, tylko, że tym razem gdzie indziej.
Bolały mnie chyba wszystkie stawy. Nagle coś mnie tknęło. Rozejrzałam się dookoła i dostałam zawału.
Leżałam w nie swoim łóżku i nie w swojej piżamie i w dodatku znowu nie wiem gdzie jest moja ulubiona szklanka!
Ogarnęłam się i udało mi się ustalić, że jestem w pokoju Rossa. Samego właściciela pokoju nigdzie nie widziałam. Chciałam się dowiedzieć co tu robię, więc postanowiłam zejść na dół i poszukać kogoś, kto mógłby mi to wszystko wytłumaczyć.
Z trudem przebrnęłam przez stosy chipsów, popcornu, serpentyn i confetti (kuźde, tak to się pisze? ~od aut.) i z wielkim zadowoleniem, że udało mi się z tego wydostać wyszłam z pokoju.
Korytarz wyglądał jeszcze gorzej niż pokój blondyna. Wszędzie walał się papier toaletowy i serpentyny, a ściany były obrzucone jajkami.
Kurde, boję się iść dalej!
Chyba niezła biba była, tylko z jakiej okazji?
No, i mogłabym chociaż trochę pamiętać.
Zaczęłam w zamyśleniu schodzić po schodach i mało co nie zabiłam się o Ellingtona. Spał (albo nie żył) w dość dziwnej pozycji, której nie umiałam opisać. W dodatku był cały w kiślu.
Ominęłam go i skierowałam się do kuchni.
W pomieszczeniu gastronomicznym (a jakoś tak~od aut.) był nawet względnie czysto. Znaczy, jak na to, co widziałam do tej pory. Oprócz tego, że jakaś dziewczyna śpi z głową w piekarniku,(na szczęście wyłączonym) a z lampy zwisała czyjaś bluzka.
Ufff, spokojnie.....
Podeszłam do spiżarni, żeby zobaczyć czy czegoś tam przypadkiem nie znajdę.
Weszłam powoli do środka, trochę się bojąc tego co tu zobaczę. Ale na szczęście zobaczyłam tylko Rossa. Mimo bólu cały czas rozsadzającego mi czaszkę i stawy, podbiegłam do niego i z całej siły przytuliłam.
-Nareszcie ktoś żywy! - krzyknęłam i póściłam go natychmiast bo jęknął. Jak mniemam, z bólu.
-Co tu robisz? - spytałam
-Szukam jakiś tabletek na ból głowy. Chcesz? - spytał wyciągając w moją stronę rękę w której trzymał prostokątne pudełko z lekiem (nie wiem co mnie na te opisy wzięło~od aut.)
Z wielką chęcią je przyjęłam.
-Pamiętasz może co robiliśmy wczoraj, czemu jestem u ciebie w domu i czemu całe otoczenie wygląda jak po wybuchu IV wojny światowej?-spytałam, kiedy już zarzyłam tabletki.
-Nie bardzo, właśnie sam się zas... Ale czemu IV wojny światowej?
-Bo III wybucha za każdym razem kiedy kłócę się z Ness.
-Achaaa... Ale nie, nie wiem co tu się działo.
-Musimy to rozkminić, ale najpierw zjedzmy coś, proszę! Jestem taka głodna!
-No okej, możemy zrobić naleśniki-stwierdził, po czym udał się do kuchni.
Wydostał dziewczynę z piekarnika i wyniósł ją na ganek. No cóż, jakoś trzeba sobie radzić. Wrócił, otrzepał ręcę i zabrał się za robienie ciasta. Ja w tym czasie ogarnęłam trochę to pobojowisko.
Kiedy kuchnia w miarę nadawała się do użytku, a naleśniki zostały usmażone, zasiedliśmy do śniadania. Pożarłam pięć naleśników z nuttelą, truskawkami i bitą śmietaną (fuj, ja bym się zrzygała:/~od aut.) w zaledwie siedem minut! (tym bardziej rzygam~od aut.) Nowy rekord! Ross jeszcze jadł.
-Słoniu, szybciej!
-Ale, że co, że jak,że gdzie?! Jaki słoniu?!-histeryzował robiąc z siebie, delikatnie ujmując, kretyna
-Wolisz hipopotamie? Nosororzcu?! (jak to się pisze??~od aut.) Żubrze? Hmm, co tam jeszcze....
-Zemszczę się!
-Haha, bo uwierzę! Taki hipopotamo-nosororzco-żubro-słoń nic mi nie zrobi!-krzyknęłam popełniając przy tym wielki błąd. Ross zerwał się z miejsca i zaczął mnie gonić. Żeby nie było, zaczęłam uciekać. Goniliśmy się tak po kuchni (a właściwie on gonił mnie) i wybiegliśmy do salonu. Nie zwróciliśmy uwagi na wygląd rzeczonego pomieszczenia, ani na to ile osób jak mniemam zdeptaliśmy. Po prostu biegliśmy. Biegnijmy, biegnijmy....żarcik.
Nawet nie wiem jak i kiedy znaleźliśmy się w pokoju Rossa. Oczywiście nadal bestrosko się goniąc. A jakże!
Nagle, nie bardzo wiem jak, znalazłam się w sytuacji bez wyjścia. Musiałam zacząć się cofać, aż natrafiłam na ścianę. Ross z miną "ciekawe czy będzie smaczna?" podchodził do mnie, aż w końcu podszedł (no woow... Pewnie tego nie wiedzieliście~od aut.).
Oparł ręce po dwóch stronach mojej głowy i przyległ do mnie całym ciałem.
-A nie pomyślałaś, że mogę cię przygnieść?-wysyczał do moich ust, tak, że nasze oddechy mieszały się ze sobą. Przełknęłam slinę. Bynajmniej nie ze strachu. Znaczy nie bałam się, że Ross mnie zje.
Co do innych kwestii, możemy później podyskutować.
Pocałuj go
Nie
Ale chcesz tego
Nie prawda
Właśnie, że tak
Nie-e
Przyznaj się w końcu
To nie prawda!
Kochasz go
Nie
Tak
Nie
Tak
Nie
Nie
Tak
Ha!
Ugh!
Po tej jakże uroczej konwersacji...
Może poprostu przejdźmy do faktów.
Spojrzałam na Rossa. Jego twarz była tylko kilka centymetrów od mojej. Przygryzł wargę.
Chciałbym sama ją przygryźć
Ugh, stop!
Czułam jego słodki oddech na moich ustach. Cały czas byłam przyparta do ściany. Popatrzyłam mu w oczy, a potem spojrzałam na jego usta. Co ja mam teraz zrobić, hm?!
Pocałuj go
Nie!
Ale za późno.
Poczułam jak wpija się w moje wargi. Mimo, iż byłam zszokowana, bez zastanowienia odwzajemniłam gest. Całowaliśmy się mocno, inaczej niż ostatnio. Gdzieś daleko przmknęła myśl, że to mój pierwszy PRAWDZIWY pocałunek. Również z Rossem.
Ale byłam zbyt zajęta całowaniem się, żeby się nad tym zastanawiać.
Przyparł mnie mocniej do ściany. Nie przeszkadzało mi to. Tak się wczułam, że nie obchodziło mnie obsolutnie nic.
Ale w mirę upływu czasu, pocałunki słabły, traciły tą początkową namiętność.
Wszystko się kiedyś kończy.
Niestety, tak było i tym razem.
========/=/////======================
NO BUM!
NO, TO JA.
NO BO KTO
A NIKT
NIEWAŻNE
MAM NADZIEJĘ, ŻE ROZDZIAŁ NIE JEST TAKI ZŁY
OBY
MOŻE CHOCIAŻ TEN POCAŁUNEK NIE JEST TAKI BEZNADZIEJNY JAK MI SIĘ WYDAJE
STARAŁAM SIĘ
PADAM Z NÓG, OBRAZ MI SIĘ ROZMAZUJE, ALE NAPISAŁAM
HURRA JA
WIĘC TERAZ TAK
20.06 WYJEŻDŻAM NA WAKACJE
UMPA UMPA!
WIĘC NAPISZĘ JESZCZE JEDEN ROZDZIAŁ
I POTEM PRZERWA
WRACAM 05.07
I POTEM ZNOWU WYJEŻDŻAM 18.07-31.07
NO WIĘC PRZEZ TE DWA TYGODNIE W LIPCU COŚ NASKROBIĘ
A POTEM CAŁY SIERPIEŃ JESTEM WASZA
ZNACZY NIE DOSŁOWNIE
ZNACZY... WIECIE
ROZDZIAŁ JEST SPECJALNIE DLA MIŁEJ OSÓBKI DZIĘKI KTÓREJ ZEBRAŁAM TYŁEK W TROKI I NAPISAŁAM ROZDZIAŁ *to coś*
Kalina Kreis
BRAWOO
JEDZIECIE NA KONCERT?? ??
JA JADĘ:3
ENJOY
~ja aka Ktoś.~
piątek, 5 czerwca 2015
AAAAAAAAA!!!
Piszę tę notkę bez sensu i sama nie wiem po co, ale właśnie nastała kolejma piękna chwila mojego życia.
OBEJRZAŁAM 'ALL DAY, ALL NIGHT'
DOSŁOWNIE PRZED CHWILĄ
AAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAA!
TO BYŁO GENIALNE
JEEZUUUU, ZARAZ ZEJDĘ!!
TEŻ OGLĄDALIŚCIE????
Okej, nie przedłużam, trzymajcie się:*
Ktoś.
OBEJRZAŁAM 'ALL DAY, ALL NIGHT'
DOSŁOWNIE PRZED CHWILĄ
AAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAA!
TO BYŁO GENIALNE
JEEZUUUU, ZARAZ ZEJDĘ!!
TEŻ OGLĄDALIŚCIE????
Okej, nie przedłużam, trzymajcie się:*
Ktoś.
czwartek, 4 czerwca 2015
Rozdział 19
-Eee... Co?
-No powtórka! Ruchy, ruchy! Nie mamy wieczności!
Spojrzeliśmy się na siebie z Rossem. Chyba oboje byliśmy zakłopotani tym co się przed chwilą stało.
-Aaaa... Aach...aaa... - wydusiłam z siebie z trudem. Albert (bo kazał nam mówić do siebie po imieniu) spojrzał na nas z politowaniem po czym roześmiał się.
-Żartowałem! Było świetnie! Al...
-Niech mnie pan nie straszy! - krzyknął Ross. No nie powiem, trochę mi się przykro zrobiło. Ja tu odkrywam, że może, małoprawdopodobnie coś do niego czuję, a on... No nic.
-Ale, nie przerywaj mi chłopcze, i tak będzie nagrać to jeszcze raz
-Co?-wykrztusiliśmy
-To nie wiecie, że każde ujęcie trzeba nagrać przynajmniej dwa razy? Dzieci drogie! Rozumiem, Laura jest pierwszy raz na planie, ale ty Ross?
-No tak...
-No to do roboty! Raz dwa! Wszyscy na stano... Albo nie! Pół godziny przerwy!
Weszłam do swojej garderoby jak najszybciej, żeby uniknąć spotkania z Rossem. Udało się.
Wiem, że uciekanie od problemów nie jest rozwiązaniem, ale nie umiałam inaczej. Chociaż, jak by na to spojrzeć, to nie było żadnego problemu. W końcu to film, a my jesteśmy aktorami. Właściwie, to powinniśmy zachowywać się normalnie. Bo nic się nie stało. Powinnam teraz do niego iść i normalnie pogadać.
Bo przecież nie musimy rozmawiać o tej całej sytuacji. Zwłaszcza, że przecież umówiliśmy się, że nic się nie zmieni.
Więc powinnam do niego iść.
Tak, zrobię to!
Wstałam i już, już miałam wyjść, kiedy ogarnęły mnie wątpliwości.
Ale co mam mu niby powiedzieć?
Heej, ziom?
Odpada.
A jak będzie dziwnie? Jak się okaże, że już nie umiemy ze sobą gadać? I co wtedy?
Nie, STOP!
Ogarnij się, Laura!
Wzięłam głęboki wdech.
Okej, Lau! Cycki do przodu, głowa do góry i idziemy podbijać świat!
Tsa, coś mnie chyba za bardzo poniosło...
*oczami narratora* >wow, nowość! <
W czasie kiedy Laura zmagała się z wątpliwościami, Ross siedział w swojej garderobie. No pozór wyglądał spokojnie i właściwie nie było widać po nim, że myśli o czymś bardzo intensywnie.
Rzeczywistość była jednak zupełnie inna.
Chłopak leżał właśnie na kanapie. Kładąc się na meblu (XD~od aut.), miał zamiar wypocząć, lecz jego plany nie za bardzo się sprawdziły.
Dręczyła go jedna, lecz bardzo ważna rzecz.
*oczami Rossa* >kolejna nowość :)<
Leżałem na kanapie w mojej garderobie. Tak, leżałem, bo aktualnie chodzę w kółko. A miałem tylko odpocząć...
Jak to zwykle bywa z moim pechem, musiałem wpaść w kłopoty. Chociaż, jak by na to spojrzeć to nie żadne kłopoty. Przecież to film, a my jesteśmy aktorami.
To czemu się dziwnie czułem? To było takie... NIE NO, ZARAZ ZGŁUPIEJĘ!! Pewnie gdyby był tu Riker, stwierdził by, że to i tak dawno się już stało.
Nieważne.
Najważniejsza jest teraz Lau. I to co się wydarzyło przed chwilą na planie.
Ale to przecież nic. To tylko udawany pocałunek.
Kogo ja oszukuję?!
Nigdy się tak nie czułem. Przy nikim.
I chodzi mi o wszystkie chwile spędzone Lau. To takie... Nie umiem się wysłowić, no!
Zacząłem przypominać wszystkie żeczy które wydarzyły od naszego spotkania.
Jak rozpoznałem ją w tłumie. Jak potem niezbyt kulturalnie zacząłem znajomość, pytając się po prostu jak ma na nazwisko. Jak odprowadzilśmy ją do auta, a jej siostra obraziła nasz zespół.
Jak zadzwoniłem następnego dnia, i właściwie zmusiłem do zjedzenia śniadania. Jak uczyłem ją jeździć na desce, a potem poszliśmy do mnie do domu.
Ta, dużo tego było.
I w sumie na początku nie zwracałem uwagi na to, że przy niej czuję się wyjątkowo. A było tak chyba od samego początku.
Kiedy mi powiedzia, że jej rodzice nie żyją. Byłem taki szczęśliwy, że mogę ją pocieszać. I po raz pierwszy ktoś skutecznie MNIE pocieszył. Ale w sumie, od początku chyba, postanowiłem nic do niej nie czuć po za przyjaźnią. I tak mnie to pochłonęło, że zamknąłem się na jakiekolwiek inne opcje. Po prostu nie przyjmowałem do wiadomości, że może nas łączyć "coś więcej".
A czy teraz to się zminiło?
Rydel zaczęłaby chyba latać.
Ze szcęścia.
No, że Raura i takie tam.
O yeach.
Naprawdę nie wiem. Nie wiem czy coś czułem podczas pocałunku. Nie wiem czy czułem coś wcześniej. Nie wiem czy czuję coś teraz.
I co najgorsze, nie wiem co czuje Lau.
*wielki powrót perspektywy Lau*
Wzięłam głęboki wdech i nacisnęłam klamkę
-Puk, puk, nie przeszkadzam? - spytałam Rossa, który w tej chwili miał minę jak by zobaczył kosmitę. Tuż po tym jak przejechał go traktor.
Nie wnikam!
-Nieeee... No jasne, że wchodź! Siadaj! Nie wcale mi nie przeszkodziłaś. Co ty mówisz, nie zachowuję się dziwnie! Eee, tam! Wydaje ci się! Zimno ci? A może chcesz coś do pi...
-ROSS! Nie chcę cię martwić, ale właśnie przeprowadzasz konwersację z kanapą!-powiedziałam powstrzymując uśmiech. Co jak co, ale Ross zwierzający się kanapie to ciekawy widok.
Kiedy to usłyszał, natychmiast się otrząsnął. Spojrzał zszokowany najpierw na mnie a potem na kanapę. Potem jeszcze raz na mnie.
-Co ty tu robisz?-spytał zdumiony do granic możliwości
-Stoję i czekam aż przestaniesz gadać z meblami. A skoro już przestałeś to czy my możemy pogadać?
-Co? Jak to gadałem z meblami?
-No normalnie. Wpuściłeś mnie a potem zacząłeś nawijać do kanapy.
Jego mina wyrażała wszystko.
Takie" WTF, coś mnie ominęło? "
W tej chwili nie wytrzymałam i wybuchnęłam śmiechem. Spojrzał na mnie zdziwiony. Wyciągnęłam zza pleców lusterko (wtf, skąd ono tam było) i pokazałam mu jego minę. Momentalnie przestał być zdziwiony i zaczął turlać się ze śmiechu na widok własnej miny.
¬¬¬¬¬¬¬¬¬¬¬¬¬¬¬¬¬¬¬¬¬¬¬¬¬¬¬¬¬ ¬¬¬¬
SKOŃCZYŁAM
BRAWOOO!
SORRY, NIE ZABIJAJCIE MNIE, OKEJ?
CHCIAŻ MOŻECIE TO ZROBIĆ.
ALE BŁAGAM, NIE NASYŁAJCIE NA MNIE GOŁĘBI.
GOŁĘBIE TO ZUO!!!
ZAPAMIĘTAJCIE!!
GOŁĘBIE SĄ ZŁE!!
JEDEN TAKI NASRAŁ MI DZISIAJ NA DESKOROLKĘ!
A TO SHYNKA JEDNA, NO!
NIEWAŻNE.
PROSZĘ NIE ZWRACAĆ NA MNIE UWAGI.
JA TAK TYLKO NA CHWILĘ.
ŻEBY WAM POWIEDZIEĆ COŚ W STYLU:
"NIE BIJCIE I NIE NASYŁAJCIE NA MNIE. GOŁĘBIÓW!!!"
I JESZCZE PRZEPROSIĆ Z TAKI KRÓTKI ROZDZIAŁ.
O, I JESZCZE JEDNA WAŻNA SPRAWA!
KOCHAM DWIE OSÓBKI KTÓRE SKOMENTOWAŁY POPRZEDNI ROZDZIAŁ!
WIELBIĘ WAS!
NO, TO TYLE.
JESZCZE RAZ SORRY
I ZA BŁĘDY TEŻ
~dogłębnie zryty psychol popijający siódmy kubeł kawy aka Ktoś.~
Ooo, jaka mi długa notka wyszła '-'
-No powtórka! Ruchy, ruchy! Nie mamy wieczności!
Spojrzeliśmy się na siebie z Rossem. Chyba oboje byliśmy zakłopotani tym co się przed chwilą stało.
-Aaaa... Aach...aaa... - wydusiłam z siebie z trudem. Albert (bo kazał nam mówić do siebie po imieniu) spojrzał na nas z politowaniem po czym roześmiał się.
-Żartowałem! Było świetnie! Al...
-Niech mnie pan nie straszy! - krzyknął Ross. No nie powiem, trochę mi się przykro zrobiło. Ja tu odkrywam, że może, małoprawdopodobnie coś do niego czuję, a on... No nic.
-Ale, nie przerywaj mi chłopcze, i tak będzie nagrać to jeszcze raz
-Co?-wykrztusiliśmy
-To nie wiecie, że każde ujęcie trzeba nagrać przynajmniej dwa razy? Dzieci drogie! Rozumiem, Laura jest pierwszy raz na planie, ale ty Ross?
-No tak...
-No to do roboty! Raz dwa! Wszyscy na stano... Albo nie! Pół godziny przerwy!
Weszłam do swojej garderoby jak najszybciej, żeby uniknąć spotkania z Rossem. Udało się.
Wiem, że uciekanie od problemów nie jest rozwiązaniem, ale nie umiałam inaczej. Chociaż, jak by na to spojrzeć, to nie było żadnego problemu. W końcu to film, a my jesteśmy aktorami. Właściwie, to powinniśmy zachowywać się normalnie. Bo nic się nie stało. Powinnam teraz do niego iść i normalnie pogadać.
Bo przecież nie musimy rozmawiać o tej całej sytuacji. Zwłaszcza, że przecież umówiliśmy się, że nic się nie zmieni.
Więc powinnam do niego iść.
Tak, zrobię to!
Wstałam i już, już miałam wyjść, kiedy ogarnęły mnie wątpliwości.
Ale co mam mu niby powiedzieć?
Heej, ziom?
Odpada.
A jak będzie dziwnie? Jak się okaże, że już nie umiemy ze sobą gadać? I co wtedy?
Nie, STOP!
Ogarnij się, Laura!
Wzięłam głęboki wdech.
Okej, Lau! Cycki do przodu, głowa do góry i idziemy podbijać świat!
Tsa, coś mnie chyba za bardzo poniosło...
*oczami narratora* >wow, nowość! <
W czasie kiedy Laura zmagała się z wątpliwościami, Ross siedział w swojej garderobie. No pozór wyglądał spokojnie i właściwie nie było widać po nim, że myśli o czymś bardzo intensywnie.
Rzeczywistość była jednak zupełnie inna.
Chłopak leżał właśnie na kanapie. Kładąc się na meblu (XD~od aut.), miał zamiar wypocząć, lecz jego plany nie za bardzo się sprawdziły.
Dręczyła go jedna, lecz bardzo ważna rzecz.
*oczami Rossa* >kolejna nowość :)<
Leżałem na kanapie w mojej garderobie. Tak, leżałem, bo aktualnie chodzę w kółko. A miałem tylko odpocząć...
Jak to zwykle bywa z moim pechem, musiałem wpaść w kłopoty. Chociaż, jak by na to spojrzeć to nie żadne kłopoty. Przecież to film, a my jesteśmy aktorami.
To czemu się dziwnie czułem? To było takie... NIE NO, ZARAZ ZGŁUPIEJĘ!! Pewnie gdyby był tu Riker, stwierdził by, że to i tak dawno się już stało.
Nieważne.
Najważniejsza jest teraz Lau. I to co się wydarzyło przed chwilą na planie.
Ale to przecież nic. To tylko udawany pocałunek.
Kogo ja oszukuję?!
Nigdy się tak nie czułem. Przy nikim.
I chodzi mi o wszystkie chwile spędzone Lau. To takie... Nie umiem się wysłowić, no!
Zacząłem przypominać wszystkie żeczy które wydarzyły od naszego spotkania.
Jak rozpoznałem ją w tłumie. Jak potem niezbyt kulturalnie zacząłem znajomość, pytając się po prostu jak ma na nazwisko. Jak odprowadzilśmy ją do auta, a jej siostra obraziła nasz zespół.
Jak zadzwoniłem następnego dnia, i właściwie zmusiłem do zjedzenia śniadania. Jak uczyłem ją jeździć na desce, a potem poszliśmy do mnie do domu.
Ta, dużo tego było.
I w sumie na początku nie zwracałem uwagi na to, że przy niej czuję się wyjątkowo. A było tak chyba od samego początku.
Kiedy mi powiedzia, że jej rodzice nie żyją. Byłem taki szczęśliwy, że mogę ją pocieszać. I po raz pierwszy ktoś skutecznie MNIE pocieszył. Ale w sumie, od początku chyba, postanowiłem nic do niej nie czuć po za przyjaźnią. I tak mnie to pochłonęło, że zamknąłem się na jakiekolwiek inne opcje. Po prostu nie przyjmowałem do wiadomości, że może nas łączyć "coś więcej".
A czy teraz to się zminiło?
Rydel zaczęłaby chyba latać.
Ze szcęścia.
No, że Raura i takie tam.
O yeach.
Naprawdę nie wiem. Nie wiem czy coś czułem podczas pocałunku. Nie wiem czy czułem coś wcześniej. Nie wiem czy czuję coś teraz.
I co najgorsze, nie wiem co czuje Lau.
*wielki powrót perspektywy Lau*
Wzięłam głęboki wdech i nacisnęłam klamkę
-Puk, puk, nie przeszkadzam? - spytałam Rossa, który w tej chwili miał minę jak by zobaczył kosmitę. Tuż po tym jak przejechał go traktor.
Nie wnikam!
-Nieeee... No jasne, że wchodź! Siadaj! Nie wcale mi nie przeszkodziłaś. Co ty mówisz, nie zachowuję się dziwnie! Eee, tam! Wydaje ci się! Zimno ci? A może chcesz coś do pi...
-ROSS! Nie chcę cię martwić, ale właśnie przeprowadzasz konwersację z kanapą!-powiedziałam powstrzymując uśmiech. Co jak co, ale Ross zwierzający się kanapie to ciekawy widok.
Kiedy to usłyszał, natychmiast się otrząsnął. Spojrzał zszokowany najpierw na mnie a potem na kanapę. Potem jeszcze raz na mnie.
-Co ty tu robisz?-spytał zdumiony do granic możliwości
-Stoję i czekam aż przestaniesz gadać z meblami. A skoro już przestałeś to czy my możemy pogadać?
-Co? Jak to gadałem z meblami?
-No normalnie. Wpuściłeś mnie a potem zacząłeś nawijać do kanapy.
Jego mina wyrażała wszystko.
Takie" WTF, coś mnie ominęło? "
W tej chwili nie wytrzymałam i wybuchnęłam śmiechem. Spojrzał na mnie zdziwiony. Wyciągnęłam zza pleców lusterko (wtf, skąd ono tam było) i pokazałam mu jego minę. Momentalnie przestał być zdziwiony i zaczął turlać się ze śmiechu na widok własnej miny.
¬¬¬¬¬¬¬¬¬¬¬¬¬¬¬¬¬¬¬¬¬¬¬¬¬¬¬¬¬ ¬¬¬¬
SKOŃCZYŁAM
BRAWOOO!
SORRY, NIE ZABIJAJCIE MNIE, OKEJ?
CHCIAŻ MOŻECIE TO ZROBIĆ.
ALE BŁAGAM, NIE NASYŁAJCIE NA MNIE GOŁĘBI.
GOŁĘBIE TO ZUO!!!
ZAPAMIĘTAJCIE!!
GOŁĘBIE SĄ ZŁE!!
JEDEN TAKI NASRAŁ MI DZISIAJ NA DESKOROLKĘ!
A TO SHYNKA JEDNA, NO!
NIEWAŻNE.
PROSZĘ NIE ZWRACAĆ NA MNIE UWAGI.
JA TAK TYLKO NA CHWILĘ.
ŻEBY WAM POWIEDZIEĆ COŚ W STYLU:
"NIE BIJCIE I NIE NASYŁAJCIE NA MNIE. GOŁĘBIÓW!!!"
I JESZCZE PRZEPROSIĆ Z TAKI KRÓTKI ROZDZIAŁ.
O, I JESZCZE JEDNA WAŻNA SPRAWA!
KOCHAM DWIE OSÓBKI KTÓRE SKOMENTOWAŁY POPRZEDNI ROZDZIAŁ!
WIELBIĘ WAS!
NO, TO TYLE.
JESZCZE RAZ SORRY
I ZA BŁĘDY TEŻ
~dogłębnie zryty psychol popijający siódmy kubeł kawy aka Ktoś.~
Ooo, jaka mi długa notka wyszła '-'
Subskrybuj:
Posty (Atom)