Tylko takie małe zapytanko. Szczerze i bardzo poważnie zastanawiam się nad zakończeniem tego bloga. I nie piszę tego po to żebyście teraz zapewniali mnie że ten blog jest wspaniały.
Tylko ta historia tak jakoś od początku nie ma sensu.
Po za tym, bądźmy szczerzy, faza na Raurę mi się skończyła.
Bardzo lubię i Laure i Rossa, ale serio, nie shippuje ich.
No i teraz zbliżamy się do bardzo delikatnego tematu.
Przynajmniej dla niektórych.
Kto oprócz mnie (i może Kaliny pewnie) shippuje Rourtney?
Ja ich serio uwielbiam.
Ale do czego zmierzam.
Gdybym napisałam inny fanfic?
O Rourtney?
Czytalibyście?
Mam taki powiedzmy zarys tej historii.
To wasza decyzja czy będziecie to czytać.
Tutaj pewnie wymyślę jakieś klarowne zakończenie.
(nie mylić z hepiendem)
No i tyle
Nie wiem serio czemu to piszę
Ale tak jak mówiłam.
To raczej nieuniknione
No
To
Papa
Ktoś.
Ps. Druga część rozdziału powinna się pojawić w przyszłym tygodniu
Easy love by Raura
piątek, 6 listopada 2015
poniedziałek, 2 listopada 2015
Rozdział 24 'boże kobieto, jak my się dawno nie widzieliśmy!'
BYŁAM NA KONCERCIE HELOŁ JA TAM BYŁAM I TĘSKNIĘ ZA MOIMI MISIAMI BOSZE PRZYTULIŁAM RY PIĘĆ CHCE TAM WRÓCIĆ JUŻ
!!!!!Uwaga wszyscy, mam dezorientację psychiczną, dlatego rozdział jest dopiero teraz i w dodatku taki...ekhem...cudowny
-------///***@*!?!($)---
No ja rozumiem
W życiu każdego człowieka czasami jest tak, że ma ochotę zawinąć się w bezpieczny kokon z kołdry i nie wychodzić do końca życia.
Ja mam teraz tak samo
To wszystko mnie męczy, nie mam pojęcia na czym stoję.
Ross mnie całuje-super tylko nie robi nic poza tym, i zaczynam podejżewć, że traktuje mnie jak zabawkę
Nie wiem czy straciłm pracę, bo kiedy poszliśmy po dwóch dniach siedzenia w szpitalu do studia, było zamknięte. Może Albert się zdenerwował i nas wylał.
Nie wiem kim jest Rocky:czy po...kręconym wariatem uzależnionym od żelków, wesołym, pełnym energii, czy poważnym, dorosłym człowiekiem który mnóstwo rozumie.
Nie wiem czy coś jest czarne czy białe, mam ochotę kopać i wrzeszczeć na myśl o aktywnym spędzaniu czasu i codziennie skaczę z dywanów licząc, że każdy następny raz będzie ostatni.
Od wyjścia Rydel ze szpitala minął okrąglutki tydzień, a ja od tego czasu nie robię nic innego po za wpędzaniem się coraz głębszą depresję.
Nie spotkałam się z nią, ani jej rodzeństwem (i chłopakiem) ani razu, mimo, że Van biega do nich codziennie i czasami nawet nie wraca, co jest trochę irytujące bo nigdy mnie nie iformuje o swoich planach.
Zresztą, w ogóle się do mnie nie odzywa.
Chyba uznała, że jestem bezduszną poczwarą myślącą tylko o sobie i doszła do wniosku, że będzie mnie ignorować.
No cóż, tak widać miało być.
Nie, nie prawda
Ten głupi argument nie mający żadnego realnego poparcia zawsze służy ludziom do marnych prób pocieszenia innych, a w gruncie rzeczy jest kompletnie denny i nie przydatny.
Może rzeczywiście powinnam się ogarnąć.
Nie stało się nic szczegulnie specjalnego, żebym musiała zacząć się zachowywać tak a nie inaczej. Poprostu wróciłam ze szpitala, walnęłam się na łóżko i tyle.
Wyłączyłam telefon, z komputera korzystam tylko wtedy kiedy oglądam filmy, bez logowania się na rzadne serwisy społecznościowe. Tak na wszelki wypadek, jak by ktokolwiek się mną przejmował.
Czy chcę być dziewczyną Rossa?
Tak
Czy Ross chce być moim chłopakiem?
Nie wiem
Czy zaniedbałam przyjaciół?
Tak. Z całą pewnością.
Ale czy oni robili cokolwiek, żeby się ze mną skontaktować?
Nie
No właśnie.
Caaały tydzień zadaję sobie te pytania
I w sumie wszystkie oprócz tego pierwszego cały czas mają inne odpowiedzi.
Z drugiej strony, czy ja chcę być dziewczyną Rossa? Czuję się z nim bezpiecznie, uwielbiam jego poczucie chumoru, jest strasznie wygodną poduszką i świetnie całuje.
Z drugiej strony, to pierwszy chłopak z którym moje relacje są tak zażyłe, więc w sumie nie mam pojęcia na czym stoję.
No to wracamy do punktu wyjścia. Albo raczej wejścia, ale nie ważne.
Ja jestem na serio porąbana. Przez chwilę byłam gotowa wstać i wyjść na dwór, tylko dlatego, że miałam ochotę wypróbować skoki z krawężnika, ale zaniechałam, bo jestem za bardzo leniwa
Postanowiłam jeszcze bardziej się zdołować, więc zaczęłam przeglądać zdjęcia w telefonie. Do tego celu włączyłam go po raz pierwszy w tygodniu (tak, jestem w stanie wytrzymać tydzień bez telefonu).
Kiedy tylko się włączył, zalało mnie tyle powiadomień, wiadomości, przypomnień, że mnie wgniotło w materac.
Zrezygnowałam więc z pierwotnego pomysłu i zajęłam się ogarnianiem tego wszystkiego.
Sprawdziłam powiadomienia z gier, Facebooka i Tweetera i tych wszystkich głupot. Potem nieodebrane połączenia. No tutaj to mnie zamurowało
Van:47
Rydel:54
Riker:38
Rocky:32
Ell:42
Ryland:18
A Ross... No jak to on, nie poddał się tak łatwo :143
Może jednak się starali...
Ale nie, jak by im zależało to by do mnie przyszli.
Nawet Van która ze mną mieszka, nie ma ochoty na moje towarzystwo.
Kiedy ochłonęłam po ilości prób skontaktowania się ze mną, przeszłam do sms-ów.
Tych już było trochę mniej
Van, Rocky, Ell i Ryland sobie odpóścili. Wsumie nic dziwnego.
Rydel i Ross jednak się nie poddali i zasypali mnie wiadomościami od :
''wszystko ok?''
''halo, odezwij się!!?''
Przez
''LAURA, MARTWIĘ SIĘ!!!''
Do:
''Odezwij się, proszę. Strasznie się o ciebie martwimy. Pamiętaj, że zawsze możesz na mnie liczyć''
Westchnęłam.
Czemu ja właściwie jestem na nich zła?
A no tak. Nie przyszli do mnie.
Ale z drugiej strony wcale się nie dziwię. Też nie miałabym ochoty na spędzanie czasu z kimś takim jak ja, zwłaszcza w tej odsłonie.
Więc może powinnam do nich iść?
Przeprosić?
Bo przecież najbardziej byłam zła na Van. I tu mi się wydaje, że miałam realne powody.
Bo ona się mną nie interesowała, mimo że jestem jej siostrą. Halo, mieszkamy razem! Tak trudna było wejść po schodach i zapukać?!
Efekt jest taki, że całą złość i frustrację wyładowywałam na Lynchach (i Ellu).
To był błąd.
Najwyższy czas coś z tym zrobić.
Stałam sobie spokojnie [aha, jasne xD] przed domem mych przyjaciół i rozważałam dwie opcje. Mianowicie:
a) uciec, zanim się zorientują, że tu byłam
czy
b) pokazać klasę i jednak wejść
Po rozważeniu wszystkich możliwych wariantów doszłam do wniosku, że ostatnio nie było mi dane cieszyć się czynami chwalebmymi więc skorzystam z okazjii i wykarzę się w tej dziedzinie [przeczytaj to zdanie jeszcze raz a potem o nim zapomnij, bo jescze ci się pogorszy].
Zebrałam się więc na odwagę i zapukałam.
Otworzył mi Ross którego na mój widok najwyraźniej zamurowało.
No co jest? Włosy umyłam i nawet uczesałam, umalowałam się, jestem w ubraniu (a nie w piżamie, jak to mi się ostatnimi czasy zdarzało)
O co chodzi?
Nagle Ross się zerwał jak oparzony.
Przylgnął do mnie i mocno mnie pocałował, co nie powiem, zaskoczyło mnie.
Nie żebym narzekała. [proszę bardzo, dla wszystkich raurzątek ^-^]
Nagle się odsunął i spojrzał na mnie uważnie, jak by sprawdzał czy to na pewno ja. Po dłuższym namyśle, doszedł chyba do wniosku, że to jednak ja, więc rzucił mi się na szyję.
-O boże, to ty, jak ja się o ciebie martwiłem
A no tak, przecież od tygodnia prawie nie wychodziłam z łóżka, nie mówiąc już o dalszych dystansach.
-Jak widzisz, jednak żyję-niedobrze, to miało zabrzmieć bardziej miło
Na szczęściel Ross chyba nie usłyszał jadu w moim głosie, bo wepchnął mnie do środka, wołając coś w stylu ''LUDZIE NA DÓŁ HALO LAURA TU JEST TYM RAZEM PRAWDZIWA PRZYSIĘGAM STOI OBOK MNIE NO CHODŹCIE!!!!''
Po chwili na schodach pojawiła się Rydel z gaśnicą.
-Ogarnij się człowieku, bo ci to w łeb wpakuję. Ile razy mam ci mówić, że masz zwidy, ty idio... O MÓJ BOŻE, LAURA, TO NAPRAWDĘ TY?!?
-Chyba tak-odparłam nie pewnie, bo tak na prawdę sama nie miałam pojęcia.
Rydel walnęła gaśnicę na bok, poczym podbiegła żeby mnie uściskać.
Ledwo jednak się wydostałam, przygniotło mnie stado słoni złożone z Rikera, Rocklifa i Rylanda, którzy zaalarmowani wrzaskami Rossa i Rydel przybiegli pędem, by ratować ich z opresji.
Nie wnikam
-Boże kobito, jak my się dawno nie widzieliśmy! Postarzałaś się trochę!-walnął Rocky.
Błeeeeeeeeee
BŁEEEEEEEEE.
Też żygcie?
To się zgadzamy
To jest pierwsza część tego gónwa
Druga może w środę, może w piątek.
Mam nadzieję że jednak daliście radę to przeczytać.
Mimo wszystko
Moje życie powiem wam nie wygląda zbyt różowo.
Nie żebym teraz miała się nad tym rozwodzić
...
...
A TAK W OGÓLE TO KTO BYŁ NA KONCERCIE CO
Ja wiem że to było dawno i w ogóle.
I nikt tego już nie przeżywa
Walić
W każdym razie ja byłam i było zajebiście, tyle powiem.
Spotkałam wszystkich moich menżuf
I tak dalej
I pozdrawiam pewną osóbkę która dała radę zawiązać buty (na stojąco!) w tym tłumie który zgniatał nas ze wszystkich stron
Ona się chyba domyśla o kogo chodzi :3
No także papa
I miłego wieczoru jeśli ktoś to czyta.
Kocham was i R5
Bardziej niż jednorożce
Ktoś.
No i sorry za błędy jak cuś :3
środa, 26 sierpnia 2015
Rozdział 23 "Nie liżecie się w miejscach publicznych!"
Kocham was i oddaję w wasze ręce rozdział
***************
W szpitalu panował spokój. To znaczyy Rockliff tam był. A przecież wiemy chyba co to znaczy. Ale nie będę się teraz zajmować tymi wszystkimi głupotami które już zdążyli zrobić.
W każdym razie, każdy siedział na krześle i zajmował się swoim życiem.
Nagle z sali w której leżała Rydel wyjrzał lekarz. Ten co tak radośnie oświadczył nam, że Ratliff nie może spotkać się z Delly. Nie lubię gościa.
-Panna...-zawachał się, bo przecież Ell oznajmił mu niedawno że jest Ryde jest jego żoną - Pani Rydel chce się spotkać z Laurą-zakończył szukając mnie wzrokiem.
Ale jak to zemną?
Nie chce się spotkać z rodzeństwem, czy nawet z Elinghtonem, tylko zemną?!
Stałam tak, rozmyślając, do czasu kiedy Ross mnie szturchnął.
-Laura?
A no tak, przecież mam się z nią zobaczyć!
Weszłam do sali, i odrazu przestałam się nad wszystkim zastanawiać i po prostu zajęłam się przyjaciółką.
Rydel leżała na łóżku, jak zawsze uśmiechnięta, podłączona do kroplówki. Przysiadłam na skraju łóżka
-Hej Deluś, jak tam?
-Och cudownie, oprócz tego, że czuję się jak balon z którego uszło powietrze - powiedziała i na dowód tego, jak bardzo dobrze się czuje, uśmiechnęła się jeszcze szerzej.
-Och, to rzeczywiście cudownie-zgodziłam się - powiedz mi tylko proszę, czemu Cię tak długo tu trzymają?
W jednej chwili Rydel spoważniała.
No ale w sumie tylko spadła ze schodów, a z tego co wiem, to nie złamała sobie niczego przy tym, więc wydawało mi się to dziwne, że cały czas robią jej jakieś badania.
-Noo... Oprócz tego, że jestem trochę poobijana to.... - wzięła głęboki wdech-mam zwichnięty nadgarstek-momentalnie zauważyłam, że rzeczywiście ma bandaż w tym miejscu-i jestem wycieńczona, oraz w momencie przewiezienia na oddział miałam alkohol we krwi.
Oddetchnęła głęboko i zapatrzyła się w sufit.
Siedziałm tak, i nie do końca wiedziałam co powiedzieć
Więc powiedziałam po prostu :
-Okej
Ona przeniosła swój wzrok na mnie, wyraźnie ucieszona, że nie robię jej wyrzutów, albo coś.
-A teraz - kontynuowałam-czas na drugie pytanie-spojrzałam na nią, jakbym chciała się upewnić czy mnie słucha-czemu chciałaś, że bym to ja weszła?
Rydel siedziała chwilkę cicho, jakby zastanawiając się nad odpowiedzią. W końcu wyznała cicho:
-Niegshgchciałhmmmżebymnirobbihhhliwyrzuty
-Co?!
-Niechciałamżebymirobiliwyrzuty-powiedziała szybko.
-Wolniej - poprosiłam
-NIE. CHCIAŁAM. ŻEBY. MI. ROBILI. WYRZUTY-powiedziała głośno i wyraźnie
-I słusznie założyłaś, że ja nie będę ci ich robiła?
-Mhm - odpowiedziała, nadal wpatrując się w swoje dłonie. Miała śliczny lakier do paznokci.
-No dobra, okej
-Okej?-spytała, jakby chciała się upewnić, czy się nie przesłyszała.
-Jasne-zapewniłam ją-i teraz najważniejsze pytanie-widzę jak Delly się skupia-co to ma znaczyć, że nie chcesz widzieć Ellingtona?!-wyglądała na mega zdziwioną-no co?! Ja chcę moje Rydellinghton!
Rydel zatkała mi usta po czym wyjaśniła:
-Zaraz ktoś cię wyprosi
Uspokoiłam się więc, ale nadal na nią groźnie patrzyłam.
-No więc słucham?!
-Zacznijmy od tego, że nie rozumiem o czym mówisz...
-Co?! No przecież nie chciałaś widzieć się z Elinghtonem!!
-Ja?!-upewniła się
-No ty!
-Ja wcale... W sensie... UGH, napewno ten doktorek coś pomieszał!
No to teraz już nic nie rozumiałam. Może dlatego, że była godzina 18.48 a ja tego dnia DWA razy całowałam się z Rossem, dostałam zawału serca, spowodowanym spadnięciem mojej przyjaciółki ze schodów, zostałam PRAWIE porwana, na obiad wypiłam jedynie cztery kawy, a w dodatku martwiłam się tym, że mój ukochany parring się rozpadnie.
Tak, myślę, że to któraś z tych rzeczy.
-No to o co chodzi?
-No bo ja chciałam żebyś najpierw ty do mnie weszła, no i uprzedziłam lekarza, że może być tak, że Ell będzie się chciał za wszelką cenę się do mnie dostać, i żeby narazie go nie wpuszczał.
-E? - pisnęłam zdezorientowana
Rydel popatrzyła na mnie zrezygnowana poczym zaczęła opowiadać od początku
-Ja chciałam, żebyś tylko ty weszła, i uprzedziłam leka....
-Wiem co powiedziałaś, tylko to trochę niezgodne z tym co powiedział lekarz...-wytłumaczyłam jej
Zobaczyłam jak Rydel robi sę zła (i mam nadzieję, że na lekarza, a nie na mnie, bo jak Rydel się na kogoś zdenerwuje,to ten ktoś ma przechlapane)
-A co on wam do cholery naopowiadał?!
-Że pann... Pani Rydel nie życzy sobie spotkań z Ratliffem
-Jak go spotkam to mu nogi z dupy powyrywam!!-wrzasnęła i zaczęłam się poważnie obawiać o stan jej zdrowia, bo wyglądało to tak, że jakby spotkała tego doktorka, to by się naprawdę nie powstrzymała...
-Spokojnie, Delly... Nie denerwuj się...
-Ależ ja dopiero mogę zacząć się denerwować!-oznajmiła zdziwiona-a tak poza tym...-spojrzała na mnie pytająco
-Co?-przestraszyłam się
-Przecież ja nie jestem zamężna!-zdecydowała po namyśle
No cudownie.....
Opowiedziałam jej wszystkie wydarzenia z dnia dzisiejszego, nie pomijając mojej prywatnej telenoweli. Oczywiście Rydel zareagowała na to piskiem, a potem zażądała prywatnego spotkania z Elinghtonem, żeby poważnie porozmawiać z nim na temat tego, że nie wolno porywać (nawet na niby) przyjaciół, ani żartować na temat ślubów przy jej starszym bracie, bo on zawsze bierze wszystko na poważnie.
Pożegnałam się więc, wyszłam na korytarz, zaprosiłam Ella do środka, po czym usiadłam obok Rossa, który znowu uparcie maltretował kabelek biednych słuchawek Vanessy, jednocześnie zawzięcie bazgrając sobie po ręce.
-Ross?
Brak sygnału
-Ro-os?
Nic
-ROSS!
Ross drgnął i popatrzył na mnie.
-O HEJ LAURA!-wrzasnął-CZEMU KRZYCZYMY?!
-ĆŚŚŚ!!! - uciszyła nas reszta.
Załamałam ręce. Serio?! Za co?!
Postanowiłam jednak, że zamiast się obrazić, albo go zwymyślać, zrobię coś czego się nie spodziewa.
Nachyliłam się w jego stronę i pocałowałam w policzek. Właściwie to w sam kącik ust.
Jak on mnie całował, to ja też mogę!
Ross drgnął, uśmiechnął się, po czym bez żadnej zapowiedzi pocałował mnie w usta.
Całowaliśmy się przez chwilę, dopóki nie poczułam jak ktoś nas rozdziela. Spojrzałam groźnie na Rocky'ego, bo to właśnie on wpadł na ten głupi pomysł.
-No bardzo przepraszam Laura! Ale wyjaśnijmy sobie coś: nie liżecie się w miejscach publicznych!-wrzasnął
Siedzieliśmy chwilę w ciszy, podczas kiedy Rocky wpatrywał się w nas uważnie, żeby sprawdzić, czy na pewno zrozumieliśmy.
W końcu Ross spokojnie spytał
-Dlaczego?
Rocky wyraźnie się zdenerwował
-Dlaczego?!-wrzasnął-Dlaczego?! Dlatego, mój drogi, że A, to obleśne, a B, już we wszystkich gazetach o was piszą!-rzucił w naszą stronę pismo-Nie dadzą nam spokoju! Naprawdę, raduję się waszym szczęściem, serio! Ale wolałbym, przynajmniej teraz, kiedy nagrywamy nowy album, mieć trochę spokoju!-sciszył głos i się uspokoił-życzę wam szczęścia na nowej drodzie życie i tak dalej, ale powstrzymajcie swoje hormony przy świadkach-powiedział i uśmiechnął się z politowaniem-i przeczytajcie to-wskazał na gazetę po czym usiadł z powrotem na swoim miejscu
Siedzieliśmy tak chwilę jak otępiali, a potem rzuciliśmy się na gazetę.
Już na okładce wielki napis głosił "Nowa dziewczyna Rossa Lyncha?!" (tutaj Ross się zdenerwował, bo to wyglądało tak jakby cały czas zmieniał dziewczyny) a pod spodem: "wielka miłość, czy niewinny flirt?" i nasze zdjęcie kiedy siedzimy na ławce przytulając się, a niżej jakaś nieznana mi fotka z imprezy.
W środku znajdowało się mnóstwo ujęć nas na spacerze, nas jadących do studia i nas na tej imprezie. Za nic nie mogłam sobie jej przypomnieć, zwłaszcza, że wyglądałam na nieźle wstawioną. Na jednej fotce nawet tańczyłam z Rossem (a raczej, z tego co widać, ocieram się o niego) wymachując przy tym czerwonym jednorazowym kubkiem w którym podejrzewam, znajdował się alkohol. Spytałam w końcu Rossa
-Kiedy my byliśmy razem na imprezie?
Ross nie odpowiedział, tylko sprawdził datę wydania na okładce. Dzisiaj. To jeden z tych tanich brukowców, który publikuje fakty (a raczej plotki) z dnia na dzień.
-Pamiętasz jak wyglądał nasz dom kiedy się obudziliśmy?
O ku*wa
No to wszystko jasne...
______________________________________
No cześć!
***************
W szpitalu panował spokój. To znaczyy Rockliff tam był. A przecież wiemy chyba co to znaczy. Ale nie będę się teraz zajmować tymi wszystkimi głupotami które już zdążyli zrobić.
W każdym razie, każdy siedział na krześle i zajmował się swoim życiem.
Nagle z sali w której leżała Rydel wyjrzał lekarz. Ten co tak radośnie oświadczył nam, że Ratliff nie może spotkać się z Delly. Nie lubię gościa.
-Panna...-zawachał się, bo przecież Ell oznajmił mu niedawno że jest Ryde jest jego żoną - Pani Rydel chce się spotkać z Laurą-zakończył szukając mnie wzrokiem.
Ale jak to zemną?
Nie chce się spotkać z rodzeństwem, czy nawet z Elinghtonem, tylko zemną?!
Stałam tak, rozmyślając, do czasu kiedy Ross mnie szturchnął.
-Laura?
A no tak, przecież mam się z nią zobaczyć!
Weszłam do sali, i odrazu przestałam się nad wszystkim zastanawiać i po prostu zajęłam się przyjaciółką.
Rydel leżała na łóżku, jak zawsze uśmiechnięta, podłączona do kroplówki. Przysiadłam na skraju łóżka
-Hej Deluś, jak tam?
-Och cudownie, oprócz tego, że czuję się jak balon z którego uszło powietrze - powiedziała i na dowód tego, jak bardzo dobrze się czuje, uśmiechnęła się jeszcze szerzej.
-Och, to rzeczywiście cudownie-zgodziłam się - powiedz mi tylko proszę, czemu Cię tak długo tu trzymają?
W jednej chwili Rydel spoważniała.
No ale w sumie tylko spadła ze schodów, a z tego co wiem, to nie złamała sobie niczego przy tym, więc wydawało mi się to dziwne, że cały czas robią jej jakieś badania.
-Noo... Oprócz tego, że jestem trochę poobijana to.... - wzięła głęboki wdech-mam zwichnięty nadgarstek-momentalnie zauważyłam, że rzeczywiście ma bandaż w tym miejscu-i jestem wycieńczona, oraz w momencie przewiezienia na oddział miałam alkohol we krwi.
Oddetchnęła głęboko i zapatrzyła się w sufit.
Siedziałm tak, i nie do końca wiedziałam co powiedzieć
Więc powiedziałam po prostu :
-Okej
Ona przeniosła swój wzrok na mnie, wyraźnie ucieszona, że nie robię jej wyrzutów, albo coś.
-A teraz - kontynuowałam-czas na drugie pytanie-spojrzałam na nią, jakbym chciała się upewnić czy mnie słucha-czemu chciałaś, że bym to ja weszła?
Rydel siedziała chwilkę cicho, jakby zastanawiając się nad odpowiedzią. W końcu wyznała cicho:
-Niegshgchciałhmmmżebymnirobbihhhliwyrzuty
-Co?!
-Niechciałamżebymirobiliwyrzuty-powiedziała szybko.
-Wolniej - poprosiłam
-NIE. CHCIAŁAM. ŻEBY. MI. ROBILI. WYRZUTY-powiedziała głośno i wyraźnie
-I słusznie założyłaś, że ja nie będę ci ich robiła?
-Mhm - odpowiedziała, nadal wpatrując się w swoje dłonie. Miała śliczny lakier do paznokci.
-No dobra, okej
-Okej?-spytała, jakby chciała się upewnić, czy się nie przesłyszała.
-Jasne-zapewniłam ją-i teraz najważniejsze pytanie-widzę jak Delly się skupia-co to ma znaczyć, że nie chcesz widzieć Ellingtona?!-wyglądała na mega zdziwioną-no co?! Ja chcę moje Rydellinghton!
Rydel zatkała mi usta po czym wyjaśniła:
-Zaraz ktoś cię wyprosi
Uspokoiłam się więc, ale nadal na nią groźnie patrzyłam.
-No więc słucham?!
-Zacznijmy od tego, że nie rozumiem o czym mówisz...
-Co?! No przecież nie chciałaś widzieć się z Elinghtonem!!
-Ja?!-upewniła się
-No ty!
-Ja wcale... W sensie... UGH, napewno ten doktorek coś pomieszał!
No to teraz już nic nie rozumiałam. Może dlatego, że była godzina 18.48 a ja tego dnia DWA razy całowałam się z Rossem, dostałam zawału serca, spowodowanym spadnięciem mojej przyjaciółki ze schodów, zostałam PRAWIE porwana, na obiad wypiłam jedynie cztery kawy, a w dodatku martwiłam się tym, że mój ukochany parring się rozpadnie.
Tak, myślę, że to któraś z tych rzeczy.
-No to o co chodzi?
-No bo ja chciałam żebyś najpierw ty do mnie weszła, no i uprzedziłam lekarza, że może być tak, że Ell będzie się chciał za wszelką cenę się do mnie dostać, i żeby narazie go nie wpuszczał.
-E? - pisnęłam zdezorientowana
Rydel popatrzyła na mnie zrezygnowana poczym zaczęła opowiadać od początku
-Ja chciałam, żebyś tylko ty weszła, i uprzedziłam leka....
-Wiem co powiedziałaś, tylko to trochę niezgodne z tym co powiedział lekarz...-wytłumaczyłam jej
Zobaczyłam jak Rydel robi sę zła (i mam nadzieję, że na lekarza, a nie na mnie, bo jak Rydel się na kogoś zdenerwuje,to ten ktoś ma przechlapane)
-A co on wam do cholery naopowiadał?!
-Że pann... Pani Rydel nie życzy sobie spotkań z Ratliffem
-Jak go spotkam to mu nogi z dupy powyrywam!!-wrzasnęła i zaczęłam się poważnie obawiać o stan jej zdrowia, bo wyglądało to tak, że jakby spotkała tego doktorka, to by się naprawdę nie powstrzymała...
-Spokojnie, Delly... Nie denerwuj się...
-Ależ ja dopiero mogę zacząć się denerwować!-oznajmiła zdziwiona-a tak poza tym...-spojrzała na mnie pytająco
-Co?-przestraszyłam się
-Przecież ja nie jestem zamężna!-zdecydowała po namyśle
No cudownie.....
Opowiedziałam jej wszystkie wydarzenia z dnia dzisiejszego, nie pomijając mojej prywatnej telenoweli. Oczywiście Rydel zareagowała na to piskiem, a potem zażądała prywatnego spotkania z Elinghtonem, żeby poważnie porozmawiać z nim na temat tego, że nie wolno porywać (nawet na niby) przyjaciół, ani żartować na temat ślubów przy jej starszym bracie, bo on zawsze bierze wszystko na poważnie.
Pożegnałam się więc, wyszłam na korytarz, zaprosiłam Ella do środka, po czym usiadłam obok Rossa, który znowu uparcie maltretował kabelek biednych słuchawek Vanessy, jednocześnie zawzięcie bazgrając sobie po ręce.
-Ross?
Brak sygnału
-Ro-os?
Nic
-ROSS!
Ross drgnął i popatrzył na mnie.
-O HEJ LAURA!-wrzasnął-CZEMU KRZYCZYMY?!
-ĆŚŚŚ!!! - uciszyła nas reszta.
Załamałam ręce. Serio?! Za co?!
Postanowiłam jednak, że zamiast się obrazić, albo go zwymyślać, zrobię coś czego się nie spodziewa.
Nachyliłam się w jego stronę i pocałowałam w policzek. Właściwie to w sam kącik ust.
Jak on mnie całował, to ja też mogę!
Ross drgnął, uśmiechnął się, po czym bez żadnej zapowiedzi pocałował mnie w usta.
Całowaliśmy się przez chwilę, dopóki nie poczułam jak ktoś nas rozdziela. Spojrzałam groźnie na Rocky'ego, bo to właśnie on wpadł na ten głupi pomysł.
-No bardzo przepraszam Laura! Ale wyjaśnijmy sobie coś: nie liżecie się w miejscach publicznych!-wrzasnął
Siedzieliśmy chwilę w ciszy, podczas kiedy Rocky wpatrywał się w nas uważnie, żeby sprawdzić, czy na pewno zrozumieliśmy.
W końcu Ross spokojnie spytał
-Dlaczego?
Rocky wyraźnie się zdenerwował
-Dlaczego?!-wrzasnął-Dlaczego?! Dlatego, mój drogi, że A, to obleśne, a B, już we wszystkich gazetach o was piszą!-rzucił w naszą stronę pismo-Nie dadzą nam spokoju! Naprawdę, raduję się waszym szczęściem, serio! Ale wolałbym, przynajmniej teraz, kiedy nagrywamy nowy album, mieć trochę spokoju!-sciszył głos i się uspokoił-życzę wam szczęścia na nowej drodzie życie i tak dalej, ale powstrzymajcie swoje hormony przy świadkach-powiedział i uśmiechnął się z politowaniem-i przeczytajcie to-wskazał na gazetę po czym usiadł z powrotem na swoim miejscu
Siedzieliśmy tak chwilę jak otępiali, a potem rzuciliśmy się na gazetę.
Już na okładce wielki napis głosił "Nowa dziewczyna Rossa Lyncha?!" (tutaj Ross się zdenerwował, bo to wyglądało tak jakby cały czas zmieniał dziewczyny) a pod spodem: "wielka miłość, czy niewinny flirt?" i nasze zdjęcie kiedy siedzimy na ławce przytulając się, a niżej jakaś nieznana mi fotka z imprezy.
W środku znajdowało się mnóstwo ujęć nas na spacerze, nas jadących do studia i nas na tej imprezie. Za nic nie mogłam sobie jej przypomnieć, zwłaszcza, że wyglądałam na nieźle wstawioną. Na jednej fotce nawet tańczyłam z Rossem (a raczej, z tego co widać, ocieram się o niego) wymachując przy tym czerwonym jednorazowym kubkiem w którym podejrzewam, znajdował się alkohol. Spytałam w końcu Rossa
-Kiedy my byliśmy razem na imprezie?
Ross nie odpowiedział, tylko sprawdził datę wydania na okładce. Dzisiaj. To jeden z tych tanich brukowców, który publikuje fakty (a raczej plotki) z dnia na dzień.
-Pamiętasz jak wyglądał nasz dom kiedy się obudziliśmy?
O ku*wa
No to wszystko jasne...
______________________________________
No cześć!
No to teraz wypadałoby powiedzieć co nieco
Zacznijmy od tego, że to nie jest odwieszka
To poprostu, trochę szczęścia.
WIWAT POCIĄGOWE WIFI!
No więc tak.
Rozdziały będą się pojawiać kiedy uda mi się złapać internet
Przepraszam też za wszelkie błędy.
Ten rozdział został napisany w telefonowych notatkach, w różnych momentach mojego życia, więc błędy są nieuniknione
I mam nadzieję, że ktoś tu jeszcze jest
I chcę zadedykować ten rozdział cudownym osobą:
Kinga R5er
EmiDemi Raura
Karcia Lynch
No i oczywiście
Pinni Pay
I moja
Kalina
Mam nadzieję, że jeszcze tu jesteście
Kinga R5er
EmiDemi Raura
Karcia Lynch
No i oczywiście
Pinni Pay
I moja
Kalina
Mam nadzieję, że jeszcze tu jesteście
Do napisania, mam nadzieję nie długo :*
Ktoś.
środa, 15 lipca 2015
Zawieszka D':
No więc... Hej
Szybki post
Badzo mi przykro
Ale zawieszam
Nie wiem na ile. Moi rodzice odcięli mi internet
Do odwołania
Więc może nawet na kilka miesięcy
Ryczę...
Bo może jestem leniwa i tak dalej, ale lubię pisać tego bloga, i w sumie zastanawiałam się nad następnym
Także tak
Może uda mi się do września wrócić
Ale nie obiecuję
Buziaki
Bardzooo, baardzo mocno was kocham
Ktoś.
Ps. Pozdrawiam rozumiejące mnie morderczynie, które skomentowały poprzednią notkę. Kocham was kobitki:*
Szybki post
Badzo mi przykro
Ale zawieszam
Nie wiem na ile. Moi rodzice odcięli mi internet
Do odwołania
Więc może nawet na kilka miesięcy
Ryczę...
Bo może jestem leniwa i tak dalej, ale lubię pisać tego bloga, i w sumie zastanawiałam się nad następnym
Także tak
Może uda mi się do września wrócić
Ale nie obiecuję
Buziaki
Bardzooo, baardzo mocno was kocham
Ktoś.
Ps. Pozdrawiam rozumiejące mnie morderczynie, które skomentowały poprzednią notkę. Kocham was kobitki:*
wtorek, 14 lipca 2015
Coś.
No okej....
Po wakacyjnej mnie (mimo, iż wakacje się dopiero co zaczęły) ni ma już ani śladu.
Być może wydaje wam się, że jestem osobą pełną energii i chęci do życia.
Otóż nic bardziej mylnego
Nie napiszę teraz jakiejś mega smutnej notki "od serca", że mam depresję czy inne bzdury (bez obrazy dla osób z depresją)
Lubię się śmiać, zachowuję się jak taka "inna" umysłowo, mam swoje głupawe odpały (co owocuje rozdziałami) i tak dalej.
Serio
Ale z natury jestem osobą raczej leniwą, uzależnioną od internetu (znaczy to nie jest to niebezpieczne uzależnienie od internetu, o którym piszą te wszystkie "psychologiczne" gazety), czytającą ciągle tą samą książkę i nałogowo pochłaniającą kawy mrożone w trybie RIGHT NOW.
I tak jak mówię
Nie mam depresji ani nic. Po prostu taka jestem. Koniec
Jak się już za coś wezmę to to zrobię, serio.
Lubię tańczyć, śpiewać, grać (w teatrze), pływać i robić mnóstwo innych fajnych rzeczy
Gorzej jest z motywacją
Ale do czego zmierzam i dlaczego zmuszam Cię do czytania tego całego chłamu o mnie?
Otóż.
Ponieważ w sobotę wyjeżdżam na obóz, a wracam ostatniego dnia lipca, przez ten czas rozdziałów nie będzie.
No fajnie.
Tylko przed obozem też go nie będzie (już widzę Pinni i jej długopis 'o')
UPS
Nooo chyyybaaa, że zbiorę to moje grube dupsko i coś naskrobię.
Ale to się raczej nie wydarzy...
Bardzo mi przykro, serio.
Ale za każdym razem kiedy nie będzie rozdziału zajrzyj do tej notki i wszystko będzie jasne
I to nie jest tak, że was olewam
Really
Tylko.... No
Z mojej strony to tyle
Dziękuję, skończyłam
Cześć.
Ktoś.
------edit------
A! I wielkie, naprawdę ogromne dzięki za 3000wyświetleń
Aż się dziwię, że nie szkoda wam czasu...
Cały czas myślę o tym, że Kalina i Pinni mnie zabiją...
Po wakacyjnej mnie (mimo, iż wakacje się dopiero co zaczęły) ni ma już ani śladu.
Być może wydaje wam się, że jestem osobą pełną energii i chęci do życia.
Otóż nic bardziej mylnego
Nie napiszę teraz jakiejś mega smutnej notki "od serca", że mam depresję czy inne bzdury (bez obrazy dla osób z depresją)
Lubię się śmiać, zachowuję się jak taka "inna" umysłowo, mam swoje głupawe odpały (co owocuje rozdziałami) i tak dalej.
Serio
Ale z natury jestem osobą raczej leniwą, uzależnioną od internetu (znaczy to nie jest to niebezpieczne uzależnienie od internetu, o którym piszą te wszystkie "psychologiczne" gazety), czytającą ciągle tą samą książkę i nałogowo pochłaniającą kawy mrożone w trybie RIGHT NOW.
I tak jak mówię
Nie mam depresji ani nic. Po prostu taka jestem. Koniec
Jak się już za coś wezmę to to zrobię, serio.
Lubię tańczyć, śpiewać, grać (w teatrze), pływać i robić mnóstwo innych fajnych rzeczy
Gorzej jest z motywacją
Ale do czego zmierzam i dlaczego zmuszam Cię do czytania tego całego chłamu o mnie?
Otóż.
Ponieważ w sobotę wyjeżdżam na obóz, a wracam ostatniego dnia lipca, przez ten czas rozdziałów nie będzie.
No fajnie.
Tylko przed obozem też go nie będzie (już widzę Pinni i jej długopis 'o')
UPS
Nooo chyyybaaa, że zbiorę to moje grube dupsko i coś naskrobię.
Ale to się raczej nie wydarzy...
Bardzo mi przykro, serio.
Ale za każdym razem kiedy nie będzie rozdziału zajrzyj do tej notki i wszystko będzie jasne
I to nie jest tak, że was olewam
Really
Tylko.... No
Z mojej strony to tyle
Dziękuję, skończyłam
Cześć.
Ktoś.
------edit------
A! I wielkie, naprawdę ogromne dzięki za 3000wyświetleń
Aż się dziwię, że nie szkoda wam czasu...
poniedziałek, 6 lipca 2015
Rozdział 22 "Boimy się o swoją przyszłość!"
ZA WSZYSTKIE BŁĘDY I WULGARYZMY PRZEPRASZAM!
_________________________________________
No ja zaraz komuś przywalę! Chyba nie da się być bardziej wściekłym. Niestety, Riker zabronił mi cokolwiek rozwalać.
Więc.
W świetle prawa, Rydellinghton nie łączy związek małżeński, więc Riker z powrotem lubi Rata. Siedzi z nim na przodzie samochodu i jakby nigdy nic śmieje się z jego żartów. My (czyt. Wkurwiona trójka prawie porwanych ludzi) siedzimy z tyłu i tylko rzycamy nienawistne spojrzenia w stronę "prawie męża" i bagażnika w którym siedzi drugi niedoszły porywacz. Bo to było tak...
>retrospekcja<
Ja pier*piiiiip*! Czy to normalne, że dwójka twoich przyjaciół cię porywa?! Czy mam się bać?! Najśmieszniejsze jest to, że te dwa barany zatrzymały się pod własnym domem! Wynieśli nas z samochodu i zanieśli do piwnicy. Odklejili nam taśmę z ust, bo oczywiście wcześniej za bardzo się wydzieraliśmy.
-KURWA, CO WAM DA TYCH ŁBÓW STRZELIŁO!!?! - wrzasnęła Vanka. My z Rossem jeszcze dochodziliśmy do siebie.
-Uwaga, to jest porwanie...-Zaczął spokojnie Ell. Tym razem wydarł się Ross
-KURWA, MYŚLISZ, ŻE NIE WIEMY?!!
-Proszę nie stawiać oporu, albo podniesiecie konsekwencje-kontynuował Rocky. Spojrzałam na niego z niedowierzaniem. Czy on do końca zgłupiał?!
-Po jaką cholerę to zrobiliście?-spytała już spokojniej Vanessa. Rocky momentalnie zmienił się z, w jego mniemaniu, "twardego bandziora", w prawdziwego siebie, czyli "jestem na żelkowym haju i fikam koziołki" - Bo my... No wiesz...
-Boimy się o swoją przyszłość!-dokończył za niego Ratliff
-CO-zdziwił się Ross z głupią miną. Słodki jest. To znaczy... Eeee... Tego nie było!
-Nie żeby coś, ale wydaje mi się, że porywanie przyjaciół nie wróży wam dobrej przyszłości, chłopaki - wtrąciłam swoje trzy grosze. No ale chyba mam rację?!
Ell zrobił wielkie oczy Jakby sobie coś uświadomił. Nachylił się do Rocky'ego, wyszeptał mu coś do ucha. Rocky po chwili miał przerażoną minę. Oboje spojrzeli na nas ze strachem.
-Co?-spytała nadal zirytowana Ness
-No bo my... - zaczął Rocky
-No my ten.... No... Przepraszamy...? - dokończył za niego Ratliff
-CO?!-tym razem wrzasnęliśmy wszyscy
-Prze...prasza...my? - spytał mało entuzjastycznie Ell
-Ja ci dam, kurwa przepraszam! - wrzasnęła Van-już kompletnie wam na mózg padło?! Porwaliście swoich przyjaciół, i teraz kurwa przepraszam?!?!
Obaj bruneci byli konkretnie przetażeni. Widziałam, że ledwo powstrzymóją się od ucieczki. No ale sorry bardzo, jak im się zachciało takie głupoty robić, to niech się teraz tłumaczą!
-No bo my... No ten...-Ellington chyba za bardzo stresował się tym, że Van chce go zjeść. Rocky był trochę bardziej odważny.
-Chodzi o to... Że, no wiesz. Jesteśmy już dorośli i tak dalej, i nie wiemy co chcemy robić w życiu i...
Ell nabrał odwagi, więc się odezwał, tym samym przerywając Rocky'emu
-Więc postanowiliśmy wypróbowywać różne zawody i zobaczyć co nam najbardziej pasuje. Byliśmy już sprzedawcami skarpe...
-PRZECIEŻ GRACIE W ZESPOLE, GŁĄBY!!!-wrzasnął do granic możliwości zdenerwowany Ross. Nie dziwię się, właśnie jego najlepszy przyjaciel razem z jego bratem, porwali go, a potem oświadczają, że nie pamiętają o rodzinnym zespole, który dla niego jest bardzo ważny, w dodatku informują go, że pracowali jako sprzedawcy skarpetek. (uff, to było ciężkie do napisania...~od aut.)
Oczy niedoszłych porywaczy powiększyły się do granic możliwości po czym wypadły im z orbit. Gdy chłopaki pozbierali już swoje paczadła z podłogi i umieścili na miejscu, dosłownie rzucili się na nas i zaczęli rozwiązywać sznury, którymi byłiśmy skrępowani.
Ulga.
No świetnie.
Nagle do piwnicy wpadł Riker i po chwili on również musiał zbierać swoje oczy z podłogi.
No kurde, może jako najstarszy zachowałby powagę?!
-Co wy tu...?
-TE DWA PATAFIANY NAS ZWIĄZAŁY!!!!-wydarła się Vanessa, poczym podbiegła do Rika i rzuciła mu się na szyję.
Riker zagotował się ze złości i kiedy tylko Van go póściła, natychmiast znalazł się przy porywaczach.
Na szczęście obyło się bez większych szkód.
>koniec retrospekcji<
I tak właśnie znaleźliśmy się w samochodzie Rikera jadąc z powrotem do szpitala.
Tylko nadal nie wiem, czemu jedziemy jednym samochodem, a drugi zostawiliśmy w garażu...
Van siedzi mocno zdenerwowana na swojego (jeszcze nie, bo Riker oczywiście nie może się zdobyć na wyznanie jej uczuć) chłopaka, który bezczelnie ją olał i nie zgodził się na demolowanie czegokolwiek.
Ross jest zdenerwowany, że chłopaki zapomnieli o zespole, a ja trzymam go za rękę, żeby przypadkiem czegoś nie rozwalił.
Rocky leży w bagażniku, i z tego co słychać to chyba usnął.
Za to Riker i Ratliff zajęli się śpiewaniem disco polo.
Jak widać wszyscy mamy bardzo inteligentne zajęcia.
Dojechaliśmy pod szpital i nagle uświadomiłam sobie straszną rzecz. Mianowicie, nadal nie powiedzieliśmy Ellowi, że Rydel go nie chce. Swoją drogą, muszę z nią poważnie porozmawiać. No co to jest, żeby tak się w stosunku do swojego chłopaka zachowywać?!
Zwłaszcza, że serio nie mam pojęcia co mogło ją skłonić do takiej decyzji.
W każdym razie.
Kiedy wysiedliśmy z samochodu złapałam Rossam za rękę i odciągnęłam go od reszty
-Co jest?-spytał przyciszonym głosem, rozumiejąc, że ta wymiana zdań nie jest przeznaczona dla wszystkich.
Jak my się dobrze rozumiemy...
Ugh, nie teraz!
-Co zrobimy z Ratliffem? -spytałam, mqjąc nadzieję, że może on będzie miał jakiś pomysł.
-Co?
-Pamiętasz, co mówił lekarz?
-Że Ell nie może.... A dobra, dobra, rozumiem
-No-o..!
-Noo... I co...?-zdziwił się
-Jak mu to powiemy?
-Pójdziemy na żywioł
-No dobra
Stwierdziłam, że nie mam lepszego pomysłu. Odwróciłam się i chciałam wracać, ale coś mi przeszkodziło.
Mianowicie Ross złapał mnie za rękę i przyciągnął do siebie. Jeszcze bardziej zdziwiło mnie to co zrobił potem.
Pocałował mnie.
Drugi raz tego dnia.
To było takie...naturalne.....?
Ledwo odwzajemniłam pocałunek usłuszałam przeraźliwy wrzask Rocky'ego
-AAAA! OŚLEPŁEM!! ONI SIĘ LIŻĄ W MIEJSCU PUBLICZNYM!!!
No to się od siebie oderwaliśmy.
Spojrzałam na Rossa, na którego twarzy widniał łobuzerski uśmieszek. Też się uśmiechnęłam. Objął mnie ramieniem i ruszyliśmy w stronę wejścia.
Mamy dziwną relacje.
No bo się całujemy, przytulamy, trzymamy za rękę, ale w sumie jesteśmy przyjaciółmi.
Ale nie miałam teraz czasu się nad tym zastanawiać.
--------------------
NO HEJ HEJ!!
WITAM WAS PO WAKACJACH!
OPALIŁAM SIĘ JAK NIE WIEM.
MAM WZGLĘDNIE DOBRY HUMOR I W OGÓLE.
ROZDZIAŁ MOŻE NIE POWALA, ALE W SUMIE TO WYDAJE MI SIĘ, ŻE JEST CAŁKIEM CAŁKIEM.
ZNACZY DU... TYŁKA NIE URYWA, ALE JEST OKEJ.
PISZCIE CO SĄDZICIE
OGÓLNIE PRZEPRASZAM ZA TE WSZYSTKIE WULGARYZMY, ALE POMYŚLCIE JAK WY BYŚCIE ZAREAGOWALI JAK KTOŚ BY WAS PORWAŁ?
TO W SUMIE TEŻ MOŻECIE NAPISAĆ.
A TAK W OGÓLE TO POCAŁOWAŁ JĄ!!!!
CIESZYCIE SIĘ?
MAM NADZIEJĘ, ŻE TAK
NO°1
TAJEMNICA PORWANIA SIĘ ROZWIĄZAŁA.
PISZCIE CZEGO SIĘ SPODZIEWALIŚCIE.
tak wiem, to ja tu powinnam pisać, ale chcę poznać wasze opinnie.
TAKŻE
ENDŻOJ BAJ CZAPTER
ŻEGNAM SIĘ, CZEŚĆ.
KTOŚ.
_________________________________________
No ja zaraz komuś przywalę! Chyba nie da się być bardziej wściekłym. Niestety, Riker zabronił mi cokolwiek rozwalać.
Więc.
W świetle prawa, Rydellinghton nie łączy związek małżeński, więc Riker z powrotem lubi Rata. Siedzi z nim na przodzie samochodu i jakby nigdy nic śmieje się z jego żartów. My (czyt. Wkurwiona trójka prawie porwanych ludzi) siedzimy z tyłu i tylko rzycamy nienawistne spojrzenia w stronę "prawie męża" i bagażnika w którym siedzi drugi niedoszły porywacz. Bo to było tak...
>retrospekcja<
Ja pier*piiiiip*! Czy to normalne, że dwójka twoich przyjaciół cię porywa?! Czy mam się bać?! Najśmieszniejsze jest to, że te dwa barany zatrzymały się pod własnym domem! Wynieśli nas z samochodu i zanieśli do piwnicy. Odklejili nam taśmę z ust, bo oczywiście wcześniej za bardzo się wydzieraliśmy.
-KURWA, CO WAM DA TYCH ŁBÓW STRZELIŁO!!?! - wrzasnęła Vanka. My z Rossem jeszcze dochodziliśmy do siebie.
-Uwaga, to jest porwanie...-Zaczął spokojnie Ell. Tym razem wydarł się Ross
-KURWA, MYŚLISZ, ŻE NIE WIEMY?!!
-Proszę nie stawiać oporu, albo podniesiecie konsekwencje-kontynuował Rocky. Spojrzałam na niego z niedowierzaniem. Czy on do końca zgłupiał?!
-Po jaką cholerę to zrobiliście?-spytała już spokojniej Vanessa. Rocky momentalnie zmienił się z, w jego mniemaniu, "twardego bandziora", w prawdziwego siebie, czyli "jestem na żelkowym haju i fikam koziołki" - Bo my... No wiesz...
-Boimy się o swoją przyszłość!-dokończył za niego Ratliff
-CO-zdziwił się Ross z głupią miną. Słodki jest. To znaczy... Eeee... Tego nie było!
-Nie żeby coś, ale wydaje mi się, że porywanie przyjaciół nie wróży wam dobrej przyszłości, chłopaki - wtrąciłam swoje trzy grosze. No ale chyba mam rację?!
Ell zrobił wielkie oczy Jakby sobie coś uświadomił. Nachylił się do Rocky'ego, wyszeptał mu coś do ucha. Rocky po chwili miał przerażoną minę. Oboje spojrzeli na nas ze strachem.
-Co?-spytała nadal zirytowana Ness
-No bo my... - zaczął Rocky
-No my ten.... No... Przepraszamy...? - dokończył za niego Ratliff
-CO?!-tym razem wrzasnęliśmy wszyscy
-Prze...prasza...my? - spytał mało entuzjastycznie Ell
-Ja ci dam, kurwa przepraszam! - wrzasnęła Van-już kompletnie wam na mózg padło?! Porwaliście swoich przyjaciół, i teraz kurwa przepraszam?!?!
Obaj bruneci byli konkretnie przetażeni. Widziałam, że ledwo powstrzymóją się od ucieczki. No ale sorry bardzo, jak im się zachciało takie głupoty robić, to niech się teraz tłumaczą!
-No bo my... No ten...-Ellington chyba za bardzo stresował się tym, że Van chce go zjeść. Rocky był trochę bardziej odważny.
-Chodzi o to... Że, no wiesz. Jesteśmy już dorośli i tak dalej, i nie wiemy co chcemy robić w życiu i...
Ell nabrał odwagi, więc się odezwał, tym samym przerywając Rocky'emu
-Więc postanowiliśmy wypróbowywać różne zawody i zobaczyć co nam najbardziej pasuje. Byliśmy już sprzedawcami skarpe...
-PRZECIEŻ GRACIE W ZESPOLE, GŁĄBY!!!-wrzasnął do granic możliwości zdenerwowany Ross. Nie dziwię się, właśnie jego najlepszy przyjaciel razem z jego bratem, porwali go, a potem oświadczają, że nie pamiętają o rodzinnym zespole, który dla niego jest bardzo ważny, w dodatku informują go, że pracowali jako sprzedawcy skarpetek. (uff, to było ciężkie do napisania...~od aut.)
Oczy niedoszłych porywaczy powiększyły się do granic możliwości po czym wypadły im z orbit. Gdy chłopaki pozbierali już swoje paczadła z podłogi i umieścili na miejscu, dosłownie rzucili się na nas i zaczęli rozwiązywać sznury, którymi byłiśmy skrępowani.
Ulga.
No świetnie.
Nagle do piwnicy wpadł Riker i po chwili on również musiał zbierać swoje oczy z podłogi.
No kurde, może jako najstarszy zachowałby powagę?!
-Co wy tu...?
-TE DWA PATAFIANY NAS ZWIĄZAŁY!!!!-wydarła się Vanessa, poczym podbiegła do Rika i rzuciła mu się na szyję.
Riker zagotował się ze złości i kiedy tylko Van go póściła, natychmiast znalazł się przy porywaczach.
Na szczęście obyło się bez większych szkód.
>koniec retrospekcji<
I tak właśnie znaleźliśmy się w samochodzie Rikera jadąc z powrotem do szpitala.
Tylko nadal nie wiem, czemu jedziemy jednym samochodem, a drugi zostawiliśmy w garażu...
Van siedzi mocno zdenerwowana na swojego (jeszcze nie, bo Riker oczywiście nie może się zdobyć na wyznanie jej uczuć) chłopaka, który bezczelnie ją olał i nie zgodził się na demolowanie czegokolwiek.
Ross jest zdenerwowany, że chłopaki zapomnieli o zespole, a ja trzymam go za rękę, żeby przypadkiem czegoś nie rozwalił.
Rocky leży w bagażniku, i z tego co słychać to chyba usnął.
Za to Riker i Ratliff zajęli się śpiewaniem disco polo.
Jak widać wszyscy mamy bardzo inteligentne zajęcia.
Dojechaliśmy pod szpital i nagle uświadomiłam sobie straszną rzecz. Mianowicie, nadal nie powiedzieliśmy Ellowi, że Rydel go nie chce. Swoją drogą, muszę z nią poważnie porozmawiać. No co to jest, żeby tak się w stosunku do swojego chłopaka zachowywać?!
Zwłaszcza, że serio nie mam pojęcia co mogło ją skłonić do takiej decyzji.
W każdym razie.
Kiedy wysiedliśmy z samochodu złapałam Rossam za rękę i odciągnęłam go od reszty
-Co jest?-spytał przyciszonym głosem, rozumiejąc, że ta wymiana zdań nie jest przeznaczona dla wszystkich.
Jak my się dobrze rozumiemy...
Ugh, nie teraz!
-Co zrobimy z Ratliffem? -spytałam, mqjąc nadzieję, że może on będzie miał jakiś pomysł.
-Co?
-Pamiętasz, co mówił lekarz?
-Że Ell nie może.... A dobra, dobra, rozumiem
-No-o..!
-Noo... I co...?-zdziwił się
-Jak mu to powiemy?
-Pójdziemy na żywioł
-No dobra
Stwierdziłam, że nie mam lepszego pomysłu. Odwróciłam się i chciałam wracać, ale coś mi przeszkodziło.
Mianowicie Ross złapał mnie za rękę i przyciągnął do siebie. Jeszcze bardziej zdziwiło mnie to co zrobił potem.
Pocałował mnie.
Drugi raz tego dnia.
To było takie...naturalne.....?
Ledwo odwzajemniłam pocałunek usłuszałam przeraźliwy wrzask Rocky'ego
-AAAA! OŚLEPŁEM!! ONI SIĘ LIŻĄ W MIEJSCU PUBLICZNYM!!!
No to się od siebie oderwaliśmy.
Spojrzałam na Rossa, na którego twarzy widniał łobuzerski uśmieszek. Też się uśmiechnęłam. Objął mnie ramieniem i ruszyliśmy w stronę wejścia.
Mamy dziwną relacje.
No bo się całujemy, przytulamy, trzymamy za rękę, ale w sumie jesteśmy przyjaciółmi.
Ale nie miałam teraz czasu się nad tym zastanawiać.
--------------------
NO HEJ HEJ!!
WITAM WAS PO WAKACJACH!
OPALIŁAM SIĘ JAK NIE WIEM.
MAM WZGLĘDNIE DOBRY HUMOR I W OGÓLE.
ROZDZIAŁ MOŻE NIE POWALA, ALE W SUMIE TO WYDAJE MI SIĘ, ŻE JEST CAŁKIEM CAŁKIEM.
ZNACZY DU... TYŁKA NIE URYWA, ALE JEST OKEJ.
PISZCIE CO SĄDZICIE
OGÓLNIE PRZEPRASZAM ZA TE WSZYSTKIE WULGARYZMY, ALE POMYŚLCIE JAK WY BYŚCIE ZAREAGOWALI JAK KTOŚ BY WAS PORWAŁ?
TO W SUMIE TEŻ MOŻECIE NAPISAĆ.
A TAK W OGÓLE TO POCAŁOWAŁ JĄ!!!!
CIESZYCIE SIĘ?
MAM NADZIEJĘ, ŻE TAK
NO°1
TAJEMNICA PORWANIA SIĘ ROZWIĄZAŁA.
PISZCIE CZEGO SIĘ SPODZIEWALIŚCIE.
tak wiem, to ja tu powinnam pisać, ale chcę poznać wasze opinnie.
TAKŻE
ENDŻOJ BAJ CZAPTER
ŻEGNAM SIĘ, CZEŚĆ.
KTOŚ.
czwartek, 18 czerwca 2015
Rozdział 21
NO TO JA
ZAPRASZAM NA KOLEJNE KRÓTKIE GÓWN... W MOIM WYKONANIU
.
KRZYK
Odrywam się od Rossa i biegnę na dół.
To brzmiało zupełnie jak... Rydel
Jestem już w salonie.
Nie zwracam uwagi na powszechny bałagan, tylko gorączkowo szukam osoby która krzyknęła.
Jestem jak w amoku.
Nagle ktoś łapie mnie za ramiona.
To Ross.
Z trudem obraca mnie w kierunku schodów.
Pod nimi, tak, że nie widziałam wcześniej leży ona.
Rydel.
Nie rusza się.
Z nosa cieknie jej krew.
Podbiegam do niej i sprawdzam puls.
Słaby.
Ale żyje.
Nie jestem w stanie zadzwonić po pogotowie.
Nie jestem nawet w stanie się ruszyć.
Ross odbiera mi telefon i dzwoni.
Nie wiem po jakim czasie do domu wbiegli ratownicy.
Nie jestem w stanie nic powiedzieć.
Ale mówię
Spadła.
Wiem to.
Nie wiem skąd, ale wiem, że tak było
Zabierają ją
Nie pozwalają jechać ze sobą
Siedzimy wszyscy w poczekalni. Cała rodzina Rydel+ja z Van.
Rocky zwisa głową w dół i tępo patrzy przed siebie.
Ell chodzi w kółko.
Ross próbuje przegryść sobie kabelek od słuchawek które właśnie ma w uszach.
Van obgryza paznokcie.
Ja i Riker na zmianę chodzimy do automatu po coraz to nowszą kawę.
Chyba się uzależniłam
Siedzę właśnie na krześle popijając siedemnastą kawę w przeciągu dwóch ostatnich godzin.
Wszyscy nagle wytrzeźwieli i tylko tępo patrzą przed siebie. (i robią czynności opisane powyżej)
No bo jak się okazało nie wszyscy rano byli trzeźwi. Rocky na przykład wyciągnął kanapę na dwór, ustawił przy basenie i bawił się w Titanic. Kanapa była owym statkiem a basen morzem. Więc mebel razem z Rockym regularnie lądował w basenie. Bardzo interesująca zabawa, ale może nie teraz.
I jak by tak na to spojrzeć, to nie jestem pewna, czy Rocky nie był trzeźwy....
Nieważne.
Siedzimy tu tak od dwóch godzin i czekamy na jakieś wieści. Bo najpierw muszą zrobić jej jakieś super dziwne badania i oczywiście nie mogą nas o niczym poinformować.
Lekarze...
Znaczy, nic do nich nie mam. Tylko mogliby okazać się bardziej ludźmi i łaskawie informować nas o przebiegu zdarzeń raz na jakiś czas.
O wilku mowa.
Zza zakrętu wyszedł właśnie facet w białym (czyt. lekarz). Wszyscy rzuciliśmy się na niego jak za przeproszeniem Rocky.
Facet tak się przestraszył, że zamiast uraczyć nas jakimiś informacjami, jak na porządnego obywatela przystało, po prostu uciekł.
Po prostu bezczelnie zwiał.
Nie lubię go.
Taki jakiś dziwny jest.
No bo kto ucieka przed bandą nastolatków?
Znaczy, rzuciliśmy się na niego, ale to go nie usprawiedliwia.
Po prostu go nie lubię.
*****
Siedzimy tu już cztery godziny i oczywiście dalej nic nie wiemy!
No kurwa (raz na jakiś czas będą pojawiać się przekleństwa~od aut.), za przeproszeniem!
Wypiłam łącznie czterdzieści osiem kubków kawy.
Riker wypił pięćdziesiąt dwa.
Ross musiał pożyczyć słuchawki od Ness, wcześniej solennie obiecując, że tych nie zje.
Rocky zasnął i spadł z krzesła na łeb, a nawet nie mruknął. Śpi dalej.
Van nie zostało nic z paznokci, więc teraz obgryza ołówki (co oni mają z tym gryzieniem?! Zęby im rosną?!)
Ellinghton przeszedł osiemnaście razy w zdłóż i wszerz cały szpital. Raz goniła go jakaś kobieta, bo wszedł do damskiej łazienki, a cztery razy uciekał przed jakimś doktorkiem, bo wszedł do pomieszczeń opatrzonych plakietką wstęp surowo wzbroniony. Lekarz natomiast nie był z tego powodu szczególnie zachwycony.
Takie życie.
Świat nie jest instytucją do spełniania życzeń.
Nagle z sali wyszedł lekarz.
Ten sam przed którym uciekał Ell. Kiedy wspomniany wyżej zobaczył ową osobę wychodzącą z sali (OMG, co to jest?!~od aut.) skulił się na krześle, chowając się za wciąż śpiącym Rockym.
-Spokojnie młodzieńcze, nie przyszedłem tu do Ciebie, tylko do szanownego Ellinghtona Ratliffa (to się odmienia, czy nie?!~od aut.)
W tym momencie wszyscy spojrzeliśmy na niego jak na idiotę
-To ja... - podniósł rękę rzeczony osobnik
Wiem, że to nie jest najlepszy moment, ale parsknęłam śmiechem. Mina lekarza była tak przerażona i zszokowana zarazem, że nie mogłam się powstrzymać. Kryło się w niej też sporo obrzydzenia.
Nie wnikam.
-Panna Ryd... Bo jest jeszcze niezamężna?-chciał się upewnić.
Jednak, Ell, jak to on, niezależnie od tego w jakiej sytuacji się znajduje, lubi żartować. Dlatego, zanim ktoś zdążył cokolwiek powiedzieć, on zaczął wrzeszczeć:
-Jak to!? Zgubiła obrączkę?! A taki byłem szczęśliwy?! A po za tym, oczywiście, że jest zamężna!! Kobiety w jej wieku powinny już znaleźć sobie partnerów! Piękno przemija, i znim się obejrzysz, możesz zostać starą panną!-zdezorientowane spojrzenie lekarza mówiące "ja!?"-Tak, tak! Oczywiście, że jest zamężna! Jest zamężna ze mną!
-CO?! PRZECIEŻ TO JESZCZE DZIECKO!!!!-wydarł się Riker, i tym razem to on rzucił się w pogoń za Ellinghtonem-to, że zgodziłem się na wasze spotykanie się, nie oznacza, że wyrażam zgodę na ślub!!!-wrzeszczał, goniąc dalej Ella i jednocześnie dopijając swój pięćdziesiąty trzeci kubek kawy. Celnie rzucił pustym już pojemnikiem do kosza i kontynuował gonitwę.
Przez tą kawę ma za dużo energii....
Podczas, gdy tamci się ganiali, lekarz nadal miał nam coś do przekazania. Zwrócił się do Rocky'ego... Po którym został tylko kłęby kurzu i zarys oddalającej się sylwetki.
A no tak.
Team Rockliff
Nieważne.
Doktorek, coraz bardziej zdziwiony, zwrócił się do Rossa, króry też chciał uciekać, ale złapałam go zo rękę i nie pozwoliłam na to.
Westchnął
-Więc.... Ekhem! Panna... Pani Rydel się wybudziła-chwila ogromnego szczęścia, ja rzucam się na Rossa, zapominając o całej niezręczności związanej z porannymi wydarzeniami-i można ją odwiedzić-jeszcze więcej szczęścia-tylko z pewnym wyjątkiem...
-Jakim?!-wrzasnęliśmy, a Vanessa, która bezczelnie ignorowała poprzednie wydarzenia, spadła z krzesła i w tempie natychmiastowym znalazła się przy nas
-Co jest?!
-Nic, co ciebie dotyczy-odgryzłam się złośliwe, bo miałam zrypany humor i ogólnie nie chciało mi się tłumaczyć wszystkiego od nowa
Pokazała mi język i wróciła na swoje miejsce.
-To nic groźnego. Chodzi o to, że....ekhem.... Mąż pani Rydel ma być nie wpuszczony....
-Ale to będzie dla niego wielki cios!-próbował bronić przyjaciela Ross - mógłby pan mu ten jeden raz odpuścić? Obiecuję, że już nie będzie wchodził tam gdzie nie trzeba...
-Ale pani Rydel go sobie nie życzy... - powiedział i odszedł
Zaraz, co?! Jak to?!
Nie rozumiałam co powiedział
-CO-zdziwił się Ross. My chyba jakimiś klonami jesteśmy... (wtajemniczeni wiedzą o co cho :P~od aut.)
-Nie wiem....
Już chcieliśmy wejść do sali w której leżała Ryd, ale oczywiście coś nam przeszkodziło.
A mianowicie Rockliff.
Złapali nas i Van, i wynieśli do samochodu. Nie pytać jak, bo sama nie wiem.
Rocky usiadł za kietownicą, a Ell nas przepiął pasami.
Gdyż wcześniej zwiącali nam ręce.
Kiedy tylko Ellinghton zobaczył, że Rocky chce prowadzić, natychmiast interweniował, i po chwili to on siedział za kierownicą, a Rock na miejscu pasażera.
Wszystko fajnie, ale czemu do cholery jestem związana i Ross i Van też, i czemu w ogóle odjeżdżamy, i.... WUOU! Ellinghton wcale nie prowadzi lepiej od Rocky'ego!
//////////////////////////////////////////////////////////////////
NO, CZEŚĆ.
TAK JAK MÓWIŁAM, SORRY ZA TO.... COŚ
ALE NIE MOGŁAM SIĘ W OGÓLE ZEBRAĆ DO NAPISANIA
PRZEPRASZAM :(
W CZASIE WAKACJI COŚ NASKROBIĘ I JAK TYLKO WRÓCĘ TO SZYBKO BĘDZIE NOWY ROZDZIAŁ :)
I TAK ROZDZIAŁ JEST DZIĘKI DWÓM MIŁYM OSOBOM (znaczy jednej chyba się boję...)
MOJEJ KOCHANEJ Kal :*
DZIEWCZYNO KOCHAM CĘ NORMALNIE!!
I SPECJALNIE DLA CIEBIE ELL ŻYJE :)
I DLA Pinni Pay
TAK, TO CIEBIE SIĘ BOJĘ :D
NO, WIĘC TE DWIE DZIEWOJE (XD) ZMOTYWOWAŁY MNIE (no i jeszcze ten długopis) DO NAPISANIA TEGO GÓW.. ROZDZIAŁU.
TAKŻE, MAM NADZIEJĘ, ŻE UNIKNĘ ZEMSTY ITD.
ENJOY BY CHAPTER
Ktoś aka Anabell aka ja
WIĘC TEN
UDANYCH WAKACJI
A, I SORRY ZA BŁĘDY, NIE MIAŁAM JAK SPRAWDZIĆ...
ZAPRASZAM NA KOLEJNE KRÓTKIE GÓWN... W MOIM WYKONANIU
.
KRZYK
Odrywam się od Rossa i biegnę na dół.
To brzmiało zupełnie jak... Rydel
Jestem już w salonie.
Nie zwracam uwagi na powszechny bałagan, tylko gorączkowo szukam osoby która krzyknęła.
Jestem jak w amoku.
Nagle ktoś łapie mnie za ramiona.
To Ross.
Z trudem obraca mnie w kierunku schodów.
Pod nimi, tak, że nie widziałam wcześniej leży ona.
Rydel.
Nie rusza się.
Z nosa cieknie jej krew.
Podbiegam do niej i sprawdzam puls.
Słaby.
Ale żyje.
Nie jestem w stanie zadzwonić po pogotowie.
Nie jestem nawet w stanie się ruszyć.
Ross odbiera mi telefon i dzwoni.
Nie wiem po jakim czasie do domu wbiegli ratownicy.
Nie jestem w stanie nic powiedzieć.
Ale mówię
Spadła.
Wiem to.
Nie wiem skąd, ale wiem, że tak było
Zabierają ją
Nie pozwalają jechać ze sobą
Siedzimy wszyscy w poczekalni. Cała rodzina Rydel+ja z Van.
Rocky zwisa głową w dół i tępo patrzy przed siebie.
Ell chodzi w kółko.
Ross próbuje przegryść sobie kabelek od słuchawek które właśnie ma w uszach.
Van obgryza paznokcie.
Ja i Riker na zmianę chodzimy do automatu po coraz to nowszą kawę.
Chyba się uzależniłam
Siedzę właśnie na krześle popijając siedemnastą kawę w przeciągu dwóch ostatnich godzin.
Wszyscy nagle wytrzeźwieli i tylko tępo patrzą przed siebie. (i robią czynności opisane powyżej)
No bo jak się okazało nie wszyscy rano byli trzeźwi. Rocky na przykład wyciągnął kanapę na dwór, ustawił przy basenie i bawił się w Titanic. Kanapa była owym statkiem a basen morzem. Więc mebel razem z Rockym regularnie lądował w basenie. Bardzo interesująca zabawa, ale może nie teraz.
I jak by tak na to spojrzeć, to nie jestem pewna, czy Rocky nie był trzeźwy....
Nieważne.
Siedzimy tu tak od dwóch godzin i czekamy na jakieś wieści. Bo najpierw muszą zrobić jej jakieś super dziwne badania i oczywiście nie mogą nas o niczym poinformować.
Lekarze...
Znaczy, nic do nich nie mam. Tylko mogliby okazać się bardziej ludźmi i łaskawie informować nas o przebiegu zdarzeń raz na jakiś czas.
O wilku mowa.
Zza zakrętu wyszedł właśnie facet w białym (czyt. lekarz). Wszyscy rzuciliśmy się na niego jak za przeproszeniem Rocky.
Facet tak się przestraszył, że zamiast uraczyć nas jakimiś informacjami, jak na porządnego obywatela przystało, po prostu uciekł.
Po prostu bezczelnie zwiał.
Nie lubię go.
Taki jakiś dziwny jest.
No bo kto ucieka przed bandą nastolatków?
Znaczy, rzuciliśmy się na niego, ale to go nie usprawiedliwia.
Po prostu go nie lubię.
*****
Siedzimy tu już cztery godziny i oczywiście dalej nic nie wiemy!
No kurwa (raz na jakiś czas będą pojawiać się przekleństwa~od aut.), za przeproszeniem!
Wypiłam łącznie czterdzieści osiem kubków kawy.
Riker wypił pięćdziesiąt dwa.
Ross musiał pożyczyć słuchawki od Ness, wcześniej solennie obiecując, że tych nie zje.
Rocky zasnął i spadł z krzesła na łeb, a nawet nie mruknął. Śpi dalej.
Van nie zostało nic z paznokci, więc teraz obgryza ołówki (co oni mają z tym gryzieniem?! Zęby im rosną?!)
Ellinghton przeszedł osiemnaście razy w zdłóż i wszerz cały szpital. Raz goniła go jakaś kobieta, bo wszedł do damskiej łazienki, a cztery razy uciekał przed jakimś doktorkiem, bo wszedł do pomieszczeń opatrzonych plakietką wstęp surowo wzbroniony. Lekarz natomiast nie był z tego powodu szczególnie zachwycony.
Takie życie.
Świat nie jest instytucją do spełniania życzeń.
Nagle z sali wyszedł lekarz.
Ten sam przed którym uciekał Ell. Kiedy wspomniany wyżej zobaczył ową osobę wychodzącą z sali (OMG, co to jest?!~od aut.) skulił się na krześle, chowając się za wciąż śpiącym Rockym.
-Spokojnie młodzieńcze, nie przyszedłem tu do Ciebie, tylko do szanownego Ellinghtona Ratliffa (to się odmienia, czy nie?!~od aut.)
W tym momencie wszyscy spojrzeliśmy na niego jak na idiotę
-To ja... - podniósł rękę rzeczony osobnik
Wiem, że to nie jest najlepszy moment, ale parsknęłam śmiechem. Mina lekarza była tak przerażona i zszokowana zarazem, że nie mogłam się powstrzymać. Kryło się w niej też sporo obrzydzenia.
Nie wnikam.
-Panna Ryd... Bo jest jeszcze niezamężna?-chciał się upewnić.
Jednak, Ell, jak to on, niezależnie od tego w jakiej sytuacji się znajduje, lubi żartować. Dlatego, zanim ktoś zdążył cokolwiek powiedzieć, on zaczął wrzeszczeć:
-Jak to!? Zgubiła obrączkę?! A taki byłem szczęśliwy?! A po za tym, oczywiście, że jest zamężna!! Kobiety w jej wieku powinny już znaleźć sobie partnerów! Piękno przemija, i znim się obejrzysz, możesz zostać starą panną!-zdezorientowane spojrzenie lekarza mówiące "ja!?"-Tak, tak! Oczywiście, że jest zamężna! Jest zamężna ze mną!
-CO?! PRZECIEŻ TO JESZCZE DZIECKO!!!!-wydarł się Riker, i tym razem to on rzucił się w pogoń za Ellinghtonem-to, że zgodziłem się na wasze spotykanie się, nie oznacza, że wyrażam zgodę na ślub!!!-wrzeszczał, goniąc dalej Ella i jednocześnie dopijając swój pięćdziesiąty trzeci kubek kawy. Celnie rzucił pustym już pojemnikiem do kosza i kontynuował gonitwę.
Przez tą kawę ma za dużo energii....
Podczas, gdy tamci się ganiali, lekarz nadal miał nam coś do przekazania. Zwrócił się do Rocky'ego... Po którym został tylko kłęby kurzu i zarys oddalającej się sylwetki.
A no tak.
Team Rockliff
Nieważne.
Doktorek, coraz bardziej zdziwiony, zwrócił się do Rossa, króry też chciał uciekać, ale złapałam go zo rękę i nie pozwoliłam na to.
Westchnął
-Więc.... Ekhem! Panna... Pani Rydel się wybudziła-chwila ogromnego szczęścia, ja rzucam się na Rossa, zapominając o całej niezręczności związanej z porannymi wydarzeniami-i można ją odwiedzić-jeszcze więcej szczęścia-tylko z pewnym wyjątkiem...
-Jakim?!-wrzasnęliśmy, a Vanessa, która bezczelnie ignorowała poprzednie wydarzenia, spadła z krzesła i w tempie natychmiastowym znalazła się przy nas
-Co jest?!
-Nic, co ciebie dotyczy-odgryzłam się złośliwe, bo miałam zrypany humor i ogólnie nie chciało mi się tłumaczyć wszystkiego od nowa
Pokazała mi język i wróciła na swoje miejsce.
-To nic groźnego. Chodzi o to, że....ekhem.... Mąż pani Rydel ma być nie wpuszczony....
-Ale to będzie dla niego wielki cios!-próbował bronić przyjaciela Ross - mógłby pan mu ten jeden raz odpuścić? Obiecuję, że już nie będzie wchodził tam gdzie nie trzeba...
-Ale pani Rydel go sobie nie życzy... - powiedział i odszedł
Zaraz, co?! Jak to?!
Nie rozumiałam co powiedział
-CO-zdziwił się Ross. My chyba jakimiś klonami jesteśmy... (wtajemniczeni wiedzą o co cho :P~od aut.)
-Nie wiem....
Już chcieliśmy wejść do sali w której leżała Ryd, ale oczywiście coś nam przeszkodziło.
A mianowicie Rockliff.
Złapali nas i Van, i wynieśli do samochodu. Nie pytać jak, bo sama nie wiem.
Rocky usiadł za kietownicą, a Ell nas przepiął pasami.
Gdyż wcześniej zwiącali nam ręce.
Kiedy tylko Ellinghton zobaczył, że Rocky chce prowadzić, natychmiast interweniował, i po chwili to on siedział za kierownicą, a Rock na miejscu pasażera.
Wszystko fajnie, ale czemu do cholery jestem związana i Ross i Van też, i czemu w ogóle odjeżdżamy, i.... WUOU! Ellinghton wcale nie prowadzi lepiej od Rocky'ego!
//////////////////////////////////////////////////////////////////
NO, CZEŚĆ.
TAK JAK MÓWIŁAM, SORRY ZA TO.... COŚ
ALE NIE MOGŁAM SIĘ W OGÓLE ZEBRAĆ DO NAPISANIA
PRZEPRASZAM :(
W CZASIE WAKACJI COŚ NASKROBIĘ I JAK TYLKO WRÓCĘ TO SZYBKO BĘDZIE NOWY ROZDZIAŁ :)
I TAK ROZDZIAŁ JEST DZIĘKI DWÓM MIŁYM OSOBOM (znaczy jednej chyba się boję...)
MOJEJ KOCHANEJ Kal :*
DZIEWCZYNO KOCHAM CĘ NORMALNIE!!
I SPECJALNIE DLA CIEBIE ELL ŻYJE :)
I DLA Pinni Pay
TAK, TO CIEBIE SIĘ BOJĘ :D
NO, WIĘC TE DWIE DZIEWOJE (XD) ZMOTYWOWAŁY MNIE (no i jeszcze ten długopis) DO NAPISANIA TEGO GÓW.. ROZDZIAŁU.
TAKŻE, MAM NADZIEJĘ, ŻE UNIKNĘ ZEMSTY ITD.
ENJOY BY CHAPTER
Ktoś aka Anabell aka ja
WIĘC TEN
UDANYCH WAKACJI
A, I SORRY ZA BŁĘDY, NIE MIAŁAM JAK SPRAWDZIĆ...
Subskrybuj:
Posty (Atom)