- Dzwonię w sprawie filmu...
-Tak, słucham?
-Czy dałabyś radę przyjechać (tu podał adres)?
-Jasne!
-To świetnie. Poznasz innych aktorów i ustalimy najważniejsze żeczy. Myślę, że aktorzy ci się spodobają.
-A mogłabym wiedzieć co to za aktorzy?-specjalnie zadałam to pytanie
-Dowiesz się w swoim czasie. Bądź o 18.00, dobrze?
-Dobrze, będę
-Do widzenia.
-Do widzenia.
~KONIEC ROZMOWY~
-Ross!
-Dzięki! Nareszcie mogę opieprzyć Ratliffa!-podbiegł do mnie i pocałował mnie w policzek
-To za chwilę zrobimy razem, a teraz słuchaj...
Zadzwonił telefon.
-Halo?... Tak.... Dobrze.... O której?.... Mhm.... Dobra.... Do widzenia.
-Kto?
-Reżyser. Powiedział, że mam być w studiu o 18.00
-Właśnie o tym miałam ci powiedzieć
-Okej. To idziemy się zemścić na Ellu?
-Jasne! Odechce mu się głupich zabaw!
-Właśnie! Nie zadziera się z Lynchami i Marano!
-Dobra, dobra nie gorączkuj się tak.
-Okej... DELLY, DAWAJ PATELNIE NA IDIOTÓW!
-Ross, uspokój się! Żeby od razu patelnią?!-byłam już trochę zaniepokojona.
-Ale czemu, ale czemu!? Chce, żeby popłynęła krew! Albo nie, krew jest brzydka! Damy mu za dużo czekolady. Niech się zasłodzi i puści pawia! Chociaż nie, nie będziemy marnować czekolady. Za dobra jest! A wiesz co?! Chodźmy do wesołego miasteczka! Zamkniemy go w domu strachów i się posika w gacie! Ale wtedy szkoda mi domu. Bo dla gaci i tak nie ma już ratunku. Co tak stoisz?! Wymyśl coś zemną!-teraz ta na prawdę zaczęłam się bać!
-Eee... Ross? Dobrze się czujesz?
-Nie martw się, on tak ma odczasu do czasu-powiedziała Rydel stojąc obok nas-teraz musi tylko się przespać i wszystko wróci do normy.
-Przespać!? Dopiero wstałem! Nie chce spać! Chce iść do wesołego miasteczka! Ja jestem już duży! Duże dzieci nie chodzą tak wcześnie spać!
-Dobrze, Rossiu. Pójdziesz grzecznie spać i pójdziemy do wesołego miasteczka. Tylko najpierw się wyśpisz-do akcji wkroczyła Rydel-może nawet dostaniesz lizaczka!
-Serio!? Idę spać! Tylko ja sam nie usnę....
-Laura pójdzia z tobą-że co słucham!?
-Eeemmm....
-Laura, proszę...
-No dobra... Chdź, Ross!
Weszliśmy do pokoju, a tam Ross przykleił się do szyby i zaczął wrzeszczeć:
-Lau, zobacz! Tam jest las z lizaków! Chodźmy tam, proszę! Mi na prawdę nie chce się spać!
-Ross, pójdziemy tam jak się wyśpisz
-Czemu!? Ja nie chcę spać!-myślałam jak by tu ho zwabić do spania
-Jak pójdziesz spać, to obiecuję, że spadnie śnieg z cukru pudru i będziesz mógł się w nim bawić
-Naprawdę!? Idę spać!-wskoczył pod kołdrę. Oczywiście musiałam położyć się z nim. On na dobranoc dał mi buziaka w policzek i się do mnie przytulil. Nawet nie wiedziałam kiedy usnęłam.
****
Obudził mnie dźwięk budzika. Jak to dobrze, że go nastawiłam! Wstałam i szybko się ogarnęłam. Ross jeszcze spał,
więc postanowilam go obudzić.
-Ross, wstawaj!
-Rydel, jescze pięć minut!
-Jestem Laura
-Miło mi, a ja Ross
-Ross, ogarnij się
-Ledwo się znamy, a ty już na mnie krzyczysz!?
-Człowieku, za 30.min musimy być w studiu!
-Co!?-krzyknął odrywając się od poduszki
-No to!
-Czekaj, ja cię znam!
-No wiem!
-To ty jesteś tą ładną aktorką, która gra ze mną w filmie!
-Uznajmy, że jast tak jak mówisz
-Daj mu z liścia-powiedziała Rydel, która jak się okazało, przyglądała się wszystkiemu
-Hę?
-Czasami jak się obudzi, nie zawsze od razu przytomnieje, więc to idealny sposób
Zamknęłam oczy i przymierzyłam się do plaskacza. Nie udało się. W końcu nie będę bić swojego przyszłego męża!
---------
Hej! Sorry, że taki krótki, ale z telefonu.
Komentujcie!
:*
czwartek, 19 lutego 2015
piątek, 13 lutego 2015
Rozdział 9
No heeej! Ważna notka na dole!!
+++++++++++++++++++++++++++++++++Po chwili siedzenia i przytulaniu się na wzajem uspokoiłam się. Nadal byłam smutna, ale świadomość, że mam taką osobę jak Ross pomagała mi.
-Chodź spać-usłyszałam tuż nad uchem
-Dobra, chociaż nie jestem pewna czy usnę
-Spokojnie, pomogę ci-powiedział i położył się obok mnie. Przytuliłam się do niego. Byłam już spokojniejsza.
-Ross?
-Hm?
-Zostaniesz ze mną?
-Tak. Pomożemy sobie nawzajem
-Dziękuję
Przykrył mnie kołdrą i jeszcze mocniej przytulił. W ten sposób zawarliśmy niepisany pakt. BEST FRIENDS FOREVER. Od teraz byliśmy przyjaciómi. Cieszyłam się z tego. Mimo, że był facetem delikatnie mówiąc, zarozumiłym. Mimo wszystko się cieszyłam. Bo był po prostu świadomy swoich aututów, ale nie był egoistą. Dla tego się cieszyłam. Szczęśliwa i o wiele spokojniejsza usnęłam.
***
Rano obudziłam się wtulona w tors blondyna. Uśmiechnęłam się.
-Nie wiedziałem, że moje mięśnie cię pocieszą-uśmiechnął się
-Ha-ha-ha
-No co!? Zaprzeczasz?
-Nie, no co ty!
-Wiedziałem. Jestem atrakcyjny, nie?
-Jesteś. Ale myślałam, że jesteś tego świadomy
-Jestem tego świadomy. Chciałem tylko to usłyszeć
-Ty zdrajco! To ja się męczę żebyś nie miał kompleksów, a ty co!?
-Oj, nie gniewaj się...
-Nie gniewam się
-To dobrze
***
Zeszliśmy, a właściwie sturlaliśmy (ze śmiechu, Ross jest taki zabawny) się do salonu. Była tam cała rodzina.
-O, cześć Laura! Jak pewnie wiesz, to jest Ryland-przywitała się Rydel
-Hej, Ryland
-Hej Laura
Poszliśmy wszyscy do kuchni, a tam okazało się, że oczekiwały na nas naleśniki. Mniam!
-Hej, słuchaj Laura. Ja chciałbym cię prze...
-Nic się nie stało, Rocky. Tak naprawdę to dzięki temu zyskałam przyjaciela-spojrzałam znacząco na Rossa
-UUUU!!
-Co "uuu"?-spytaliśmy razem z Rossem
-Orzeszek!-wrzasnął Ell (taka porąbana zabawa w mojej szkole~od aut.)
-Coo?
-Teraz nie możecie się odzywać dopóki ktoś nie wypowie waszego imienia-że co słucham!?. Na nieszczęście ni mogłam go opieprzyć, bo musiałam siedzieć cicho. Ugh! Nagle zadzwonił telefon.
~ROZMOWA~
-Dzień dobry Lauro-HA! Liczy się? Liczy.
-Dzień dobry
-Dzwonię w sprawie filmu.......
%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%
Hej, przepraszam, że taki krótkie.. Chciałam dziś dodać rozdział. A wiecie czemu krótki!? Bo znów mi się blogger spieprzył! Mogę pisać komy (czasami) ale nie mogę pisać postów, bo co chwila wyskakuje mi jakiś błąd! Nosz, do cholery jasnej! Ten rozdział pisałam na baaaaardzo dużo rat. I dopóki nie uda mi się naprawić tego czegoś, nie dodam rozdziału. Mam nadzieję, że uda mi się w trzy dni (tyle zajeło "naprawianie" komów)
Ale może uda się szybciej.
Buźki!
Ktoś. pozdrawia:)
PS: sorry z błędy!
+++++++++++++++++++++++++++++++++Po chwili siedzenia i przytulaniu się na wzajem uspokoiłam się. Nadal byłam smutna, ale świadomość, że mam taką osobę jak Ross pomagała mi.
-Chodź spać-usłyszałam tuż nad uchem
-Dobra, chociaż nie jestem pewna czy usnę
-Spokojnie, pomogę ci-powiedział i położył się obok mnie. Przytuliłam się do niego. Byłam już spokojniejsza.
-Ross?
-Hm?
-Zostaniesz ze mną?
-Tak. Pomożemy sobie nawzajem
-Dziękuję
Przykrył mnie kołdrą i jeszcze mocniej przytulił. W ten sposób zawarliśmy niepisany pakt. BEST FRIENDS FOREVER. Od teraz byliśmy przyjaciómi. Cieszyłam się z tego. Mimo, że był facetem delikatnie mówiąc, zarozumiłym. Mimo wszystko się cieszyłam. Bo był po prostu świadomy swoich aututów, ale nie był egoistą. Dla tego się cieszyłam. Szczęśliwa i o wiele spokojniejsza usnęłam.
***
Rano obudziłam się wtulona w tors blondyna. Uśmiechnęłam się.
-Nie wiedziałem, że moje mięśnie cię pocieszą-uśmiechnął się
-Ha-ha-ha
-No co!? Zaprzeczasz?
-Nie, no co ty!
-Wiedziałem. Jestem atrakcyjny, nie?
-Jesteś. Ale myślałam, że jesteś tego świadomy
-Jestem tego świadomy. Chciałem tylko to usłyszeć
-Ty zdrajco! To ja się męczę żebyś nie miał kompleksów, a ty co!?
-Oj, nie gniewaj się...
-Nie gniewam się
-To dobrze
***
Zeszliśmy, a właściwie sturlaliśmy (ze śmiechu, Ross jest taki zabawny) się do salonu. Była tam cała rodzina.
-O, cześć Laura! Jak pewnie wiesz, to jest Ryland-przywitała się Rydel
-Hej, Ryland
-Hej Laura
Poszliśmy wszyscy do kuchni, a tam okazało się, że oczekiwały na nas naleśniki. Mniam!
-Hej, słuchaj Laura. Ja chciałbym cię prze...
-Nic się nie stało, Rocky. Tak naprawdę to dzięki temu zyskałam przyjaciela-spojrzałam znacząco na Rossa
-UUUU!!
-Co "uuu"?-spytaliśmy razem z Rossem
-Orzeszek!-wrzasnął Ell (taka porąbana zabawa w mojej szkole~od aut.)
-Coo?
-Teraz nie możecie się odzywać dopóki ktoś nie wypowie waszego imienia-że co słucham!?. Na nieszczęście ni mogłam go opieprzyć, bo musiałam siedzieć cicho. Ugh! Nagle zadzwonił telefon.
~ROZMOWA~
-Dzień dobry Lauro-HA! Liczy się? Liczy.
-Dzień dobry
-Dzwonię w sprawie filmu.......
%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%
Hej, przepraszam, że taki krótkie.. Chciałam dziś dodać rozdział. A wiecie czemu krótki!? Bo znów mi się blogger spieprzył! Mogę pisać komy (czasami) ale nie mogę pisać postów, bo co chwila wyskakuje mi jakiś błąd! Nosz, do cholery jasnej! Ten rozdział pisałam na baaaaardzo dużo rat. I dopóki nie uda mi się naprawić tego czegoś, nie dodam rozdziału. Mam nadzieję, że uda mi się w trzy dni (tyle zajeło "naprawianie" komów)
Ale może uda się szybciej.
Buźki!
Ktoś. pozdrawia:)
PS: sorry z błędy!
czwartek, 12 lutego 2015
Rozdział 8
Nowy rozdział. WoW! Znowu dwa rozdziały na dzień. Matko, dziewczyno opanuj się!
&&&&&&&&&&&&&&&&&&&&&&&&&&&&&&
-Hmmmm.... Mam! Pocałuj Mańkę!
-Eeemm... Kim jest Mańka?
-Pająkiem
-A, no dobr... Co?!?! PAJĄKIEM?! Nigdy, powtarzam NIGDY nie pocałuję pająka!
-Musisz!
-Nic nie muszę!
I nagle zobaczyłam przed sobą pająka. Wielkiego, włochatego pająka!
-No, dawaj!-ponagla mnie Rocky, wyciągając do mnie ręce w których trzyma pająka.
-Aaa! Pogieło cię? NIE!
-Oj, nie bądź baba!
-Jakbyś nie zauważył, jestem babą
-Dobra nie ważne, pospiesz się!- powiedział i...podstawił mi pająka przed twarz.
Nie wytrzymałam. Wyszłam z salonu i wybiegłam na ulicę. Nagle usłyszałam wołanie. Ten dłos poznam wszędzie. Nie, to nie głos Van. Głos Rossa.
-Laura, stój!
-Nie! Też mi będziesz wciskał pająka w twarz!?
-Nie!
-To co chcesz?!-krzyknęłam zwalniając
-Pogadać
-Fajnie. To idź do rodzeństwa, dziewczyny, rodziców. Nie mam ochoty na rozmowy.
-Nie mam dziewczyny.
-A ja nie mam chłopaka! I co z tego!?
-Mnie to cieszy
-To, że nie masz dziewczyny?!
-To, że ty nie masz chłopaka
-Super. O tym chciałeś pogadać?
-Nie
-To o czym?
-Usiądź-pokazał na ławkę
-Siedzę. I?
-Czemu tak wybiegłaś?
-Bo ten pacan kazał pocałować mi pająka.
-A nie ma innego powodu? Byłaś przerażona.
-Po prostu boję się pająków i tyle.
-A czemu się boisz?
-Bo tak
-Powiedz
-Dobra. Zauważyłeś może, że mieszkamy bez rodziców?
-Taak...
-A wiesz czemu? Bo nasi rodzice byli podróżnikami. I na jednej z tych swoich wypraw mamę zaatakował pająk. To była samotna wyprawa. Tata nie umiał jej pomóc. Umarła. Jakiś pająk wstrzyknął jej swój jad i umarła. Nie żyje. Rozumiesz?!
-A co z tatą?
-Tata kiedy wrócił był załamany. Popadł w alkocholizm. Pewnego dnia wpadł do domu, zabrał większość pieniędzy i wyjechał. Jego też nie ma. Zamordowali go podczas jakiejś bójki. On też nie żyje!
-Idę zaraz skopać tyłek Rocky'emu
-Nie musisz. On nie wiedział
Chwila milczenia.
-Lau?
-Hm?
-Ja też wiem jak to jest nie mieć rodziców.
-Jak to?
-Zginęli w katastrowie lotniczej
-O boże, Ross! Jak mi przykro!
-Czemu? Jesteśmy w podobnej sytuacji. Lubisz jak się nad tobą użalają?
-Nie nawidzę!
-No właśnie
Myślałam chwilę. On też nie ma rodziców. Tak samo jak ja. Oni wszyscy nie żyją. Czemu?!
Pamiętam pierwsze dni, tygodnie, misiące od śmierci mamy. To było okropne. Od tego czasu panicznie boję się pająków. Alkocholu unikam jak ognia. Tak bardzo wtedy cierpiałam. Bo dlaczego odeszły odemnie osoby które tak bardzo kochałam!? Mimo, że tata pił i zostawiał nas same ze wszystkim to za nim też tęskniłam. Kochałam go! Nadal go kocham! Dlaczego już do nie ma?!
-Idziemy do mnie?
-Jasne, przeciż dzisiaj u ciebie śpię-uśmiechnęłam się. Wstaliśmy i poszliśmy do domu Rossa. Przez całą drogę Ross mnie obejmował. Ale o tym nie myślałam. Myślałam o moich i jego rodzicach. To nie dawało mi spokoju. Chciało mi się płakać. To chyba nie jest takie dziwne. Wtuliłam się mocniej w Rossa. To mnie trochę uspokoiło.
-Już jesteśmy
-Wiem
Weszliśmy do domu. Było cicho. Wszyscy spali. Nic dziwnego, było koło pierwszej w nocy. Dopiero teraz uświadomiłam sobie, że na dworze jest ciemno. Tu robi się ciemno koło 21.30. Poszliśmy do pokoju Rossa. Miałam już rozłożone posłanie.
-Gdzie jest łazienka, chciałabym się przebrać?
Ross zaprowadził mnie do łazienki. Oporządziłam się i wróciłam do pokoju Rossa. To co zobaczyłam zdziwiło mnie. Ross leżał na posłaniu a dla mnie było przygotowane łóżko.
-Ro...
-Ty śpisz na łóżku! Jesteś moim gościem!
-No dobra...
-Dobranoc
-Dobranoc-odpowiedziałam. Ale nie mogłam spać. Kręciłam się na łóżku przez jakąś godzinę.
-Lau?
-Hm?
-Wszystko dobrze?
-Nie mogę spać. Ciągle o tym myślę.
-Ja też. To straszne
-Masz rację
Własnie sobie to uświadomiłam. To było straszne. Nie mam już rodziców! Zaczęłam cicho płakać. Nagle poczułam jak ktoś mnie przytula. To był Ross. Ja też go przytuliłam. Płakaliśmy razem. Dwie osoby które doświadczyły praktycznie tego samego. Które dzięki tragedii tak dobrze się rozumiały. To było straszne.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Hejka! Taki przygnębiający rozdział. Ale cóż. Myślę, że mimo wszystko jest okej. Nie mogę przecież cały czs pisać jakiś psychicznych i głupkowatych rozdziałów.
Buziaki!
Ktoś.
PS:mój blogger wariuje. Czasami mogę pisać komy a czasami nie. Łeee...:(
&&&&&&&&&&&&&&&&&&&&&&&&&&&&&&
-Hmmmm.... Mam! Pocałuj Mańkę!
-Eeemm... Kim jest Mańka?
-Pająkiem
-A, no dobr... Co?!?! PAJĄKIEM?! Nigdy, powtarzam NIGDY nie pocałuję pająka!
-Musisz!
-Nic nie muszę!
I nagle zobaczyłam przed sobą pająka. Wielkiego, włochatego pająka!
-No, dawaj!-ponagla mnie Rocky, wyciągając do mnie ręce w których trzyma pająka.
-Aaa! Pogieło cię? NIE!
-Oj, nie bądź baba!
-Jakbyś nie zauważył, jestem babą
-Dobra nie ważne, pospiesz się!- powiedział i...podstawił mi pająka przed twarz.
Nie wytrzymałam. Wyszłam z salonu i wybiegłam na ulicę. Nagle usłyszałam wołanie. Ten dłos poznam wszędzie. Nie, to nie głos Van. Głos Rossa.
-Laura, stój!
-Nie! Też mi będziesz wciskał pająka w twarz!?
-Nie!
-To co chcesz?!-krzyknęłam zwalniając
-Pogadać
-Fajnie. To idź do rodzeństwa, dziewczyny, rodziców. Nie mam ochoty na rozmowy.
-Nie mam dziewczyny.
-A ja nie mam chłopaka! I co z tego!?
-Mnie to cieszy
-To, że nie masz dziewczyny?!
-To, że ty nie masz chłopaka
-Super. O tym chciałeś pogadać?
-Nie
-To o czym?
-Usiądź-pokazał na ławkę
-Siedzę. I?
-Czemu tak wybiegłaś?
-Bo ten pacan kazał pocałować mi pająka.
-A nie ma innego powodu? Byłaś przerażona.
-Po prostu boję się pająków i tyle.
-A czemu się boisz?
-Bo tak
-Powiedz
-Dobra. Zauważyłeś może, że mieszkamy bez rodziców?
-Taak...
-A wiesz czemu? Bo nasi rodzice byli podróżnikami. I na jednej z tych swoich wypraw mamę zaatakował pająk. To była samotna wyprawa. Tata nie umiał jej pomóc. Umarła. Jakiś pająk wstrzyknął jej swój jad i umarła. Nie żyje. Rozumiesz?!
-A co z tatą?
-Tata kiedy wrócił był załamany. Popadł w alkocholizm. Pewnego dnia wpadł do domu, zabrał większość pieniędzy i wyjechał. Jego też nie ma. Zamordowali go podczas jakiejś bójki. On też nie żyje!
-Idę zaraz skopać tyłek Rocky'emu
-Nie musisz. On nie wiedział
Chwila milczenia.
-Lau?
-Hm?
-Ja też wiem jak to jest nie mieć rodziców.
-Jak to?
-Zginęli w katastrowie lotniczej
-O boże, Ross! Jak mi przykro!
-Czemu? Jesteśmy w podobnej sytuacji. Lubisz jak się nad tobą użalają?
-Nie nawidzę!
-No właśnie
Myślałam chwilę. On też nie ma rodziców. Tak samo jak ja. Oni wszyscy nie żyją. Czemu?!
Pamiętam pierwsze dni, tygodnie, misiące od śmierci mamy. To było okropne. Od tego czasu panicznie boję się pająków. Alkocholu unikam jak ognia. Tak bardzo wtedy cierpiałam. Bo dlaczego odeszły odemnie osoby które tak bardzo kochałam!? Mimo, że tata pił i zostawiał nas same ze wszystkim to za nim też tęskniłam. Kochałam go! Nadal go kocham! Dlaczego już do nie ma?!
-Idziemy do mnie?
-Jasne, przeciż dzisiaj u ciebie śpię-uśmiechnęłam się. Wstaliśmy i poszliśmy do domu Rossa. Przez całą drogę Ross mnie obejmował. Ale o tym nie myślałam. Myślałam o moich i jego rodzicach. To nie dawało mi spokoju. Chciało mi się płakać. To chyba nie jest takie dziwne. Wtuliłam się mocniej w Rossa. To mnie trochę uspokoiło.
-Już jesteśmy
-Wiem
Weszliśmy do domu. Było cicho. Wszyscy spali. Nic dziwnego, było koło pierwszej w nocy. Dopiero teraz uświadomiłam sobie, że na dworze jest ciemno. Tu robi się ciemno koło 21.30. Poszliśmy do pokoju Rossa. Miałam już rozłożone posłanie.
-Gdzie jest łazienka, chciałabym się przebrać?
Ross zaprowadził mnie do łazienki. Oporządziłam się i wróciłam do pokoju Rossa. To co zobaczyłam zdziwiło mnie. Ross leżał na posłaniu a dla mnie było przygotowane łóżko.
-Ro...
-Ty śpisz na łóżku! Jesteś moim gościem!
-No dobra...
-Dobranoc
-Dobranoc-odpowiedziałam. Ale nie mogłam spać. Kręciłam się na łóżku przez jakąś godzinę.
-Lau?
-Hm?
-Wszystko dobrze?
-Nie mogę spać. Ciągle o tym myślę.
-Ja też. To straszne
-Masz rację
Własnie sobie to uświadomiłam. To było straszne. Nie mam już rodziców! Zaczęłam cicho płakać. Nagle poczułam jak ktoś mnie przytula. To był Ross. Ja też go przytuliłam. Płakaliśmy razem. Dwie osoby które doświadczyły praktycznie tego samego. Które dzięki tragedii tak dobrze się rozumiały. To było straszne.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Hejka! Taki przygnębiający rozdział. Ale cóż. Myślę, że mimo wszystko jest okej. Nie mogę przecież cały czs pisać jakiś psychicznych i głupkowatych rozdziałów.
Buziaki!
Ktoś.
PS:mój blogger wariuje. Czasami mogę pisać komy a czasami nie. Łeee...:(
Rozdział 7
-Okej,Od teraz Laura jest narratorką tego opowiadania. WSZYSTKO jest "oczami Laury". A teraz rozdział.
##############################
Wyszliśmy. Poczekaliśmy jeszcze tylko na Rikessę i udaliśmy się do domu Lynchów. Kiedy weszliśmy od progu było słychać wrzask Delly
-DO SZREGU ZBIÓRKA!!!
Chłopcy rzucili wszystko (dosłownie) i staneli na baczność przed Rydel.
-Druga sprawa, głąby jest taka, że dziewczyny nie mają wolnych pokoi i ktoś musi je przygarnąć.
-Laura śpi u mnie!-krzyknęły....dwa głosy!?
-Ona jest moją opiekunką odwykową, więc śpi u mnie!
-Ale jest MOIM gościem, pacanie!
-A kto ci to powiedział?
-To chyba oczywiste, żadna dziewczyna nie przyszła by do ciebie!
-Spadaj, baranie!
-Nawzajem, pacanie!
-Ej, ej! Miło mi kiedy dwóch przystojnych facetów...
-Oj nie wiem czy są facetami...-powiedziała z powątpiewaniem Rydel
-Ekhem...się o mnie kłóci, ale może przyszłam do Rydel?!
-Co!? To ja zrobiłem ci naleśniki i nauczyłem jeździć na desce, a ty przychodzisz spać u RYDEL!?
-Oj, nie gniewaj się Ross-widać, że Rydel jest zadowolona z obrotu sprawy-w końcu to ja tu żądzę. I zażądzam następującą żecz: Van u Rika, Lau u Rossa!
-A ja!?-krzyknął obórzony Rocky
-A ty jak się nie pogodzisz, to będziesz spał na tarasie!-zapamiętaj, Rydel nie lubi sprzeciw!
-To idziemy do mnie-krzyknął uradowany Ross
-Nie tak szybko. I tak przyszłam też do Rydel, więc przed snem idę z nią pogadać
-Ugh! No dobra!
*****
-I co to za próba?
-Nie domyśliłaś się? Zastanawiałam się czy Ross zacznie o ciebie walczyć. I zaczął. Moło brakował, a żuciłby się na Rocky'ego!
-Miło, ale nie chce mi się teraz myśleć. Zróbmy coś...bardziej rozrywkowego?
-BUTELKA!
***
-Wszystkie głąby z wielkim ego, natychmiast na dół!!-zatkałam sobie uszy-nie patrz się tak na mnie Laura, jakbyś mieszkała z tymi gorylami, też byś tak umiała
-Na szcęście nie miałam takiej okazji
-Gramy w butelkę. A teraz grzecznie do kułeczka i zaczynamy!
Wszyscy usiedli wygodnie. Gra się rozpoczęła. Pierwsza kręciła Rydel (a jakże by inaczej?!)
-Uuu, Ell...
-Wyzwanie
-Weź butelkę z wodą, wyjdź na ulicę i wylej wodę na siebie krzycząc"boska woda jest najlepsza"
-Ehh...
Ell zrobił co mu kazano i sam zakręcił.
-O, cześć Ross
-Cześć, już się dzisiaj witaliśmy
-Co bierzesz?
-Wyzwanie
-Ołkej... Podejć do pierwszego-lepszego krzaka na ulicy i wyznaj mu miłość
-WTF!?
-No dajesz...
-UGH!
Był niezadowolony, ale zadanie wykonał. No nie powiem, trochę śmiechu przy tym było. Na szczęście Ross jestd dobrym aktorem i jakoś sobie poradził. Kiedy wrócił, zakręcił.
-Oo, Riker...
-Wyzwanie
-Załóż spódniczkę Rydel i zacznij tańczyć przed przechodniami wrzeszcząc "jestem teraz prawie Madonną!"
-Już nie żyjesz!
-No nic, zaryzykuję
Przy wyzwaniu Rika wszyscy mieliśmy taką bekę, że leżeliśmy ze śmiechu na podłodze. Widzę, że wymyślanie takich zadań jest u nich rodzinne. Na szczęście mnie i Van butelki omijały.
-Okej, teraz ja kręcę!
-Wiemy, Riker!
Zakręcił.
-Co bierzesz, panno Rydel?
-Wyzwanie
-Idź teraz do swojego kolegi i powiedz, że się w nim zakochałaś
-Ehh... No dobra...
-Ale do kolegi trzy domy dalej...
-Co!? Przecież to mój wróg nr.1! Nienawidzimy się z wzajemnością!
-Musisz
-Ugh! Laura, możesz poszukać w kuchni petelnie na idiotów?
-Jasne.
Poszłam do kuchni i znalazłam patelnie. To znaczy Rozz znalazł, bo ja kompletnie nie wiedziałam gdzie co jest. Ale uznajmy, że to byłam ja.
Potem kiedy Delly wróciła była cała czerwona ze złości (bo Rocky poszedł za nią i nagrywał wszystko z ukrycia). Złapała za patelnie i zaczęła gonić Rika po całym domu. Potem wszyscy zqczeli gonić wszystkich i zrobił się z tego ogólny harmider.
Po godzinie gonitwy postanowiliśmy, że się ogarniemy i zaczęliśmy grać dalej.
-No, Rocky! Co bierzesz?-Rydel była zadowolona, że może się zemścić
-Uhhh... Wyzwanie
-Z własnej woli ograniczysz limit przysługujących ci żelków.
-Do ilu?
-Do trzech
-Nieeeee!
-Tak
-Jesteś niemiła
-Wiem
-Rocky, kręć pacanie!-Ross się niecierpliwi
Rocky zakręcił. Wypadło na mnie
-Wyzwanie
-Okej...Hmmm.... Mam! Pocałuj.............
@@@@@@@@@@@@@@@@@@@@
Hej! Sorki za błędy.
Buźki!
##############################
Wyszliśmy. Poczekaliśmy jeszcze tylko na Rikessę i udaliśmy się do domu Lynchów. Kiedy weszliśmy od progu było słychać wrzask Delly
-DO SZREGU ZBIÓRKA!!!
Chłopcy rzucili wszystko (dosłownie) i staneli na baczność przed Rydel.
-Druga sprawa, głąby jest taka, że dziewczyny nie mają wolnych pokoi i ktoś musi je przygarnąć.
-Laura śpi u mnie!-krzyknęły....dwa głosy!?
-Ona jest moją opiekunką odwykową, więc śpi u mnie!
-Ale jest MOIM gościem, pacanie!
-A kto ci to powiedział?
-To chyba oczywiste, żadna dziewczyna nie przyszła by do ciebie!
-Spadaj, baranie!
-Nawzajem, pacanie!
-Ej, ej! Miło mi kiedy dwóch przystojnych facetów...
-Oj nie wiem czy są facetami...-powiedziała z powątpiewaniem Rydel
-Ekhem...się o mnie kłóci, ale może przyszłam do Rydel?!
-Co!? To ja zrobiłem ci naleśniki i nauczyłem jeździć na desce, a ty przychodzisz spać u RYDEL!?
-Oj, nie gniewaj się Ross-widać, że Rydel jest zadowolona z obrotu sprawy-w końcu to ja tu żądzę. I zażądzam następującą żecz: Van u Rika, Lau u Rossa!
-A ja!?-krzyknął obórzony Rocky
-A ty jak się nie pogodzisz, to będziesz spał na tarasie!-zapamiętaj, Rydel nie lubi sprzeciw!
-To idziemy do mnie-krzyknął uradowany Ross
-Nie tak szybko. I tak przyszłam też do Rydel, więc przed snem idę z nią pogadać
-Ugh! No dobra!
*****
-I co to za próba?
-Nie domyśliłaś się? Zastanawiałam się czy Ross zacznie o ciebie walczyć. I zaczął. Moło brakował, a żuciłby się na Rocky'ego!
-Miło, ale nie chce mi się teraz myśleć. Zróbmy coś...bardziej rozrywkowego?
-BUTELKA!
***
-Wszystkie głąby z wielkim ego, natychmiast na dół!!-zatkałam sobie uszy-nie patrz się tak na mnie Laura, jakbyś mieszkała z tymi gorylami, też byś tak umiała
-Na szcęście nie miałam takiej okazji
-Gramy w butelkę. A teraz grzecznie do kułeczka i zaczynamy!
Wszyscy usiedli wygodnie. Gra się rozpoczęła. Pierwsza kręciła Rydel (a jakże by inaczej?!)
-Uuu, Ell...
-Wyzwanie
-Weź butelkę z wodą, wyjdź na ulicę i wylej wodę na siebie krzycząc"boska woda jest najlepsza"
-Ehh...
Ell zrobił co mu kazano i sam zakręcił.
-O, cześć Ross
-Cześć, już się dzisiaj witaliśmy
-Co bierzesz?
-Wyzwanie
-Ołkej... Podejć do pierwszego-lepszego krzaka na ulicy i wyznaj mu miłość
-WTF!?
-No dajesz...
-UGH!
Był niezadowolony, ale zadanie wykonał. No nie powiem, trochę śmiechu przy tym było. Na szczęście Ross jestd dobrym aktorem i jakoś sobie poradził. Kiedy wrócił, zakręcił.
-Oo, Riker...
-Wyzwanie
-Załóż spódniczkę Rydel i zacznij tańczyć przed przechodniami wrzeszcząc "jestem teraz prawie Madonną!"
-Już nie żyjesz!
-No nic, zaryzykuję
Przy wyzwaniu Rika wszyscy mieliśmy taką bekę, że leżeliśmy ze śmiechu na podłodze. Widzę, że wymyślanie takich zadań jest u nich rodzinne. Na szczęście mnie i Van butelki omijały.
-Okej, teraz ja kręcę!
-Wiemy, Riker!
Zakręcił.
-Co bierzesz, panno Rydel?
-Wyzwanie
-Idź teraz do swojego kolegi i powiedz, że się w nim zakochałaś
-Ehh... No dobra...
-Ale do kolegi trzy domy dalej...
-Co!? Przecież to mój wróg nr.1! Nienawidzimy się z wzajemnością!
-Musisz
-Ugh! Laura, możesz poszukać w kuchni petelnie na idiotów?
-Jasne.
Poszłam do kuchni i znalazłam patelnie. To znaczy Rozz znalazł, bo ja kompletnie nie wiedziałam gdzie co jest. Ale uznajmy, że to byłam ja.
Potem kiedy Delly wróciła była cała czerwona ze złości (bo Rocky poszedł za nią i nagrywał wszystko z ukrycia). Złapała za patelnie i zaczęła gonić Rika po całym domu. Potem wszyscy zqczeli gonić wszystkich i zrobił się z tego ogólny harmider.
Po godzinie gonitwy postanowiliśmy, że się ogarniemy i zaczęliśmy grać dalej.
-No, Rocky! Co bierzesz?-Rydel była zadowolona, że może się zemścić
-Uhhh... Wyzwanie
-Z własnej woli ograniczysz limit przysługujących ci żelków.
-Do ilu?
-Do trzech
-Nieeeee!
-Tak
-Jesteś niemiła
-Wiem
-Rocky, kręć pacanie!-Ross się niecierpliwi
Rocky zakręcił. Wypadło na mnie
-Wyzwanie
-Okej...Hmmm.... Mam! Pocałuj.............
@@@@@@@@@@@@@@@@@@@@
Hej! Sorki za błędy.
Buźki!
środa, 11 lutego 2015
Rozdział 6
Hmmm... Mam tak zajebisty humor, że zaraz się zrzygam.
Dlatego dziękuję każdej osobie która daje mi chociaż trochę pozytywnej energii
Buziaki!
*******************************************
~oczami Laury*
-Mam pewien plan, jak sprawdzić czy chociaż trochę podobasz się Rossowi.
-Trochę się boję, ale dawaj!
Delly wszystko mi opowiedziała. Trochę banalne, (zgadzam się z tym, ale nie za bardzo miałam pomysł~od aut.) ale może być.
-Trochę to oklepane, Delly...
-A masz inny pomysł?!
-...ale w to wchodzę.
-Super! To jak, do dzieła?
-Jasne!
***
Zaczęłyśmy wcielać nasz plan w życie. Zażądziłyśmy seans filmowy. Po drodze do salonu zachaczyłyśmy tylko o hall, a tam co!? Riker i Van nadal tam stoją i się na siebie gapią. Obie miałyśmy miny typu "ja nic nie mówię, to przecież caaałkiem normalne". Zostawiłyśmy ich, niech nadal....robią to co robią. NIE WAŻNE!
Weszłyśmy do salonu z jakimś filmem w którym grał Ross (specjalnie taki wziełam), rozsiadłyśmy się na kanapie obok chłopców i włączyłyśmy film.
-Musimy to oglądać?- spytał zawiedziony Ross
-Tak, w tym filmie gra taaakie ciacho-powiedziałam
-No miło mi, ale macie mnie na żywo więc czy musicie puszczać ten film?-widać, że było mu miło
-Ale ja nie mówiłam o tobie, tylko o tym brunecie-oczywyście, że mówiłam o Rossie, ale taki był plan.-oj, no weź...
-No dobra, ale nie zgadzam się z tym, że Peter jest większym ciachem odemnie-chciał udawać, że moja uwaga go nie dotknęła. Tym razem jednak nie był tak dobrym aktorem.
-No to start!-powiedziała Rydel
****
No nie powiem, trochę mnie to bawiło. Musiałam wgapiać się w telewizor udając, że podoba mi się ten drugi aktor. Musiałam wzdychać kiedy był bez koszulki i takie tam. Za to nie mogłam robić tego wtedy gdy chciałam, czyli kiedy bez koszulki był Ross. To było takie trudne! Ale sobie poradziłam sobie. Na szczęście!
Teraz siedziałam w kuchni z Rydel i obgadywałam całe wydarzenie.
-I jak myślisz...
-Kobieto, podobasz mu się to mało powiedziane! On... Ja nie wiem jak to nazwać! Wiesz jaki on był zazdrosny?! Jak nigdy!
-Myślisz...?-byłam przeszczęśliwa
-Ja to wiem! A teraz czas na drugą próbę dla Rossa-uśmiechnęła się złowieszczo
-Ryd, tylko ja nie chcę żeby on ucierpiał!
-Co? Aaa, nic mu się nie stanie. Będzie wręcz zadowolony!
-Okej, bo miałaś dziwną minę...
-Ćwiczyłam mimikę.
-Dobra... To co to za próba?
****$*****
-Orangutany w trybie natychmiastowym do mnie!!-ta to ma głosik!
Ledwo się obejżałam, a już przedemną sformował się szereg złożony z Ella, Rocky'ego, Rossa i Rikera. Widzę, że Delly ma niepodwarzalny autorytet, skoro dała radę oderwać Rikera od Van.
-OKEJ! Rozmawiałam z Laurą i dziewczyny zostają na noc! Teraz idą do domu po żeczy więc potrzebujemy dwóch, sama nie wieżę, że to mówię, dżentelmenów! Kto chętny?
-JA!-krzykneli jednocześnie Ross i Riker
-Mamy zwycięsców! A resztę wam powiem jak wrócicie. Wynocha!
Wyszliśmy i poszliśmy do naszego domu.
-My idziemy się pakować, a wy możecie iść do kuchni napić się czy coś. Ross wie gdzie jest kuchnia-powiedziałam
-Ja już byłem w kuchni
-No wiem, Ross sama cię tam zaprowadziłam
-To mogę iść z tobą?
-Po co?
-Żeby ci pomóc.
-Noo doobra-zgodziłam się. Właściwie, czemu nie?
-To Rikessa zostaje w salonie, a ja z Rossem idziemy na górę!
-Coś ty powiedziała?-Van, proszę bez nerwów!
-Że idziemy na górę!
-O Rikessie!?
-A, no tak! No wiesz, połączyłam imię Vanessa z imieniem Riker i wyszło tak.
-Uduszę cię!
-Ross, wiejemy!-krzyknęłam w stronę Rossa i zaczęliśmy uciekać. Wpadliśmy do mnie do pokoju, a ja zamknęłam drzwi na klucz. Uff. Teraz RACZEJ nam nic nie grozi.
-Wow, fajnie masz w pokoju-uśmiechnął się. Teraz zorientowałam się dlaczego. Bo mój pokój może uchodzić za świątynię R5, a w szczegulności Rossa. U mnie nie widać jaki mam kolor ścian, bo w całości są pokryte plakatami. Łóżko i dywan są czarno-różowe, tak samo jak moja szafa i lampa.
-Podoba ci się?-spytałam z delikatną ironią
-Jeszcze nigdy nie widziałem tyle siebie w jednym pomieszczeniu
-To nie podoba ci się?-zrobiłam minę zbitego pieska
-Nie! Yyy.. To znaczy tak! W sensie nie jest źle!
-Okej, okej... Nie pogrążaj się.
-Dobra, to gdzie są te walizki?
-Jakie wlizki, człowieku idę do ciebie na jedną na noc!
-To co kolwiek to jest daj mi to, chce już stąd wyjść.
-Jednak ci się nie podoba...
-Podoba, tylko nie jestem przyzwyczajony do tylu przystojnych buziek naraz-zrobił "brewki"
-Co ty, wcale nie mam tak dużo plakatów z Rocky'm
-Ha-ha-ha. Mówiłem o sobie.
-No wiem, masz duże ego
-Coo!?
-Nic, nic. Zbieramy się.
Wyszliśmy.
------$----------------------------------
Dwa rozdziały jednego dnia. Juhuu!
Wiem, że krótkie. Ale dwa. Docenić. Chociaż wiem, że dupne. Bez polotu. Bez pomysłu. Wiem.
Jak już mówiłam(pisałam) mam tak zajebisty chumor, że..... no właśnie.
Buźka!
Ktoś.
Dlatego dziękuję każdej osobie która daje mi chociaż trochę pozytywnej energii
Buziaki!
*******************************************
~oczami Laury*
-Mam pewien plan, jak sprawdzić czy chociaż trochę podobasz się Rossowi.
-Trochę się boję, ale dawaj!
Delly wszystko mi opowiedziała. Trochę banalne, (zgadzam się z tym, ale nie za bardzo miałam pomysł~od aut.) ale może być.
-Trochę to oklepane, Delly...
-A masz inny pomysł?!
-...ale w to wchodzę.
-Super! To jak, do dzieła?
-Jasne!
***
Zaczęłyśmy wcielać nasz plan w życie. Zażądziłyśmy seans filmowy. Po drodze do salonu zachaczyłyśmy tylko o hall, a tam co!? Riker i Van nadal tam stoją i się na siebie gapią. Obie miałyśmy miny typu "ja nic nie mówię, to przecież caaałkiem normalne". Zostawiłyśmy ich, niech nadal....robią to co robią. NIE WAŻNE!
Weszłyśmy do salonu z jakimś filmem w którym grał Ross (specjalnie taki wziełam), rozsiadłyśmy się na kanapie obok chłopców i włączyłyśmy film.
-Musimy to oglądać?- spytał zawiedziony Ross
-Tak, w tym filmie gra taaakie ciacho-powiedziałam
-No miło mi, ale macie mnie na żywo więc czy musicie puszczać ten film?-widać, że było mu miło
-Ale ja nie mówiłam o tobie, tylko o tym brunecie-oczywyście, że mówiłam o Rossie, ale taki był plan.-oj, no weź...
-No dobra, ale nie zgadzam się z tym, że Peter jest większym ciachem odemnie-chciał udawać, że moja uwaga go nie dotknęła. Tym razem jednak nie był tak dobrym aktorem.
-No to start!-powiedziała Rydel
****
No nie powiem, trochę mnie to bawiło. Musiałam wgapiać się w telewizor udając, że podoba mi się ten drugi aktor. Musiałam wzdychać kiedy był bez koszulki i takie tam. Za to nie mogłam robić tego wtedy gdy chciałam, czyli kiedy bez koszulki był Ross. To było takie trudne! Ale sobie poradziłam sobie. Na szczęście!
Teraz siedziałam w kuchni z Rydel i obgadywałam całe wydarzenie.
-I jak myślisz...
-Kobieto, podobasz mu się to mało powiedziane! On... Ja nie wiem jak to nazwać! Wiesz jaki on był zazdrosny?! Jak nigdy!
-Myślisz...?-byłam przeszczęśliwa
-Ja to wiem! A teraz czas na drugą próbę dla Rossa-uśmiechnęła się złowieszczo
-Ryd, tylko ja nie chcę żeby on ucierpiał!
-Co? Aaa, nic mu się nie stanie. Będzie wręcz zadowolony!
-Okej, bo miałaś dziwną minę...
-Ćwiczyłam mimikę.
-Dobra... To co to za próba?
****$*****
-Orangutany w trybie natychmiastowym do mnie!!-ta to ma głosik!
Ledwo się obejżałam, a już przedemną sformował się szereg złożony z Ella, Rocky'ego, Rossa i Rikera. Widzę, że Delly ma niepodwarzalny autorytet, skoro dała radę oderwać Rikera od Van.
-OKEJ! Rozmawiałam z Laurą i dziewczyny zostają na noc! Teraz idą do domu po żeczy więc potrzebujemy dwóch, sama nie wieżę, że to mówię, dżentelmenów! Kto chętny?
-JA!-krzykneli jednocześnie Ross i Riker
-Mamy zwycięsców! A resztę wam powiem jak wrócicie. Wynocha!
Wyszliśmy i poszliśmy do naszego domu.
-My idziemy się pakować, a wy możecie iść do kuchni napić się czy coś. Ross wie gdzie jest kuchnia-powiedziałam
-Ja już byłem w kuchni
-No wiem, Ross sama cię tam zaprowadziłam
-To mogę iść z tobą?
-Po co?
-Żeby ci pomóc.
-Noo doobra-zgodziłam się. Właściwie, czemu nie?
-To Rikessa zostaje w salonie, a ja z Rossem idziemy na górę!
-Coś ty powiedziała?-Van, proszę bez nerwów!
-Że idziemy na górę!
-O Rikessie!?
-A, no tak! No wiesz, połączyłam imię Vanessa z imieniem Riker i wyszło tak.
-Uduszę cię!
-Ross, wiejemy!-krzyknęłam w stronę Rossa i zaczęliśmy uciekać. Wpadliśmy do mnie do pokoju, a ja zamknęłam drzwi na klucz. Uff. Teraz RACZEJ nam nic nie grozi.
-Wow, fajnie masz w pokoju-uśmiechnął się. Teraz zorientowałam się dlaczego. Bo mój pokój może uchodzić za świątynię R5, a w szczegulności Rossa. U mnie nie widać jaki mam kolor ścian, bo w całości są pokryte plakatami. Łóżko i dywan są czarno-różowe, tak samo jak moja szafa i lampa.
-Podoba ci się?-spytałam z delikatną ironią
-Jeszcze nigdy nie widziałem tyle siebie w jednym pomieszczeniu
-To nie podoba ci się?-zrobiłam minę zbitego pieska
-Nie! Yyy.. To znaczy tak! W sensie nie jest źle!
-Okej, okej... Nie pogrążaj się.
-Dobra, to gdzie są te walizki?
-Jakie wlizki, człowieku idę do ciebie na jedną na noc!
-To co kolwiek to jest daj mi to, chce już stąd wyjść.
-Jednak ci się nie podoba...
-Podoba, tylko nie jestem przyzwyczajony do tylu przystojnych buziek naraz-zrobił "brewki"
-Co ty, wcale nie mam tak dużo plakatów z Rocky'm
-Ha-ha-ha. Mówiłem o sobie.
-No wiem, masz duże ego
-Coo!?
-Nic, nic. Zbieramy się.
Wyszliśmy.
------$----------------------------------
Dwa rozdziały jednego dnia. Juhuu!
Wiem, że krótkie. Ale dwa. Docenić. Chociaż wiem, że dupne. Bez polotu. Bez pomysłu. Wiem.
Jak już mówiłam(pisałam) mam tak zajebisty chumor, że..... no właśnie.
Buźka!
Ktoś.
Rozdział 5
-----------------------------------------
Dedyk dla Szylwi.
Kocham twojego bloga i miło mi że wpadłaaś na mojego:) Reszta na dole=]
-----------------------------------------
~oczętami Laury~
-Lau, co ty na to żeby pójść do mnie na obiad? (hehehe. Pewnie spodziewaliście się czegoś EXTRA. Niedobra ja:)~od aut.)
-Okej. Chwila, człowieku jest... 20.00!?
-No dobra nie na obiad, ale...czekaj 20.00!?
-Noo... Zasiedzieliśmy się.
-No nic, idziesz?-...podał mi rękę!?
-Jasne, przy okazji sprawdzę jak tam Ell i Rocky mają się na tym waszym odwyku.
-Myślę, że dobrze. Pozytywnie na nich działasz.
-Czyli jak?
-No dzisiaj przy śniadaniu oświadczyli, że postarają się ograniczyć cukier bo Ty tak powiedziałaś po koncercie.
-Noo to chyba mi miło...?
-Im chyba nie. To dla nich tortury. Ale Ty tak na nich działasz. Z resztą nie tylko na nich.
-A na kogo jeszcze?
-Na mnie...eemm...to znaczy na Rikera!
-Zakładam, że na Rikera działa Van.
-Aaaaaa.... No tak! Żeczywiście, myślę że to jednak Van.
-Ona cały czas wczoraj o nim gadała. To się męczące robiło.
-No to witaj w klubie. Riker tak nawijał o tej "ślicznej siostrze Laury".
-A jest świadomy, że ona nazywa się Vanessa?
-Nie wiem, chyba tak ale mówi o niej "ślicznotka".
-Ona mówi "słodziak", lub "blondynek". Kiedy zauważyłam, że nigdy ni lubiła blondynów, to się obraziła. A to JEJ chciało się rzygać gdy widziała was na plakatach.
-A co ty na to żeby wziąć też Van?
-Padne ze szczęścia jak się dowie że jedzie do Rika.
-A ty lubisz blondynów?-spytał z tym swoim uśmieszkiem
-Jasne, przecież Ross jest blondynem-powiedziałam machinalnie i dopiero po chwili się zorientowałam co palnęłam-eee... To znaczy...
-No to mi miło. Ja lubię brunetki.-uśmiechnął się rozbawiony. Ja tu się pogrążam a on się świetnie bawi. I jeszcze lubi brunetki. Ale szczęściarku. STOOP!! Laura, ogrnij się jesteś brunetką!
-No to też mi miło.-powiedziałam z głupią miną.
****
Dojechaliśmy pod dom Lynchów. No nie powiem, wrażenie robi. Van cały czas kręci się w miejscu z podniecenia (bez skojarzeń, proszęXD~od aut.).
-Van, ogarnj się, słoniu!
-A idź się przejść!
-A idź się lecz!
-Spadaj!
-Sama się zbadaj!
-UGH!
-UGH!
I tak właśnie wyglądała nasza inteligentna wymiana zdań. Ross stał i się nam przyglądał z takim bananem na twarzy, że aż trudno to sobie wyobrazić.
-Na co się tak patrzysz?
-Na ciebie.
Momentalnie się zarumieniłam.
-Mam coś na twarzy?
-Nie.
-To o co chodzi?
-Nic.
-A moglibyśmy wejść, bo mi trochę zimno...
-A, tak jasne!
Weszliśmy do domu, a tam od progu żucili się na mnie Rocky i Ell.
-Laura!-wrzeszczeli i zaczeli mnie przytulać-Co Ross, zazdrosny?
Spojrzałam na Rossa który stał przyglądając się nam ze zmarszczonymi brwiami. Interesujące...
-Zwolnij nas z odwyku! Prosimy-zaceli mnie mocniej ściskać.
-Chło...paki..du..sz....ę się..-serio niemogłam oddychać
-Sorki!-puścili mnie
-Co to za chała.... LAURA!
-Haj, Delly-chciałam jej podać rękę, ale ona podbiegła do mnie i mnie przytuliła. Na szczęście była bardziej delikatna
-Ludzie, ciszej bo... LAU!!
-Hej, Riker. Widzę, że duszenie ludzi jest u was rodzinne.
-Emmm... Sorki. Słuch... O cześć Van!!
Czyli ich mamy z głowy.
-Ja nie mogę tak żyć! Cały dzień nie jadłem nic słodkiego! Nawet kawę musiałem pić bez cukru!-wrzeszczał Rocky. No nie powiem, było mi go żal.
-No dobra. Pozwalam ci na kawę z cukrem i pięć żelków dziennie. Tak Ell, ciebie też to dotyczy.
-JUHUU!!!
-Chodź do kuchni Lau.-powiedziała Delly-mam ci coś do powiedzenia
-Idę
Weszłyśmy do wieeeelkiej kuchni
-Co cię łączy z Rossem?
-Eee... Mam na jego punkcie obsesję i go ubóstwiam, a on chyba mnie lubi
-Chyba?! Dziewczyno, on cię baardzo lubi, to widać z daleka!
-Okejj... Do zego zmierzasz?
-Mam pewien plan................
_________________________________________
No siemka! Taki krótkie coś. Gónwo chce się powiedzieć. No ale nic.
Miłego dnia. Może nawet dziś dodam dziś next, więc się nie obrażajcie, że takie krótkie.
Z całego serca dziękuję osobie która skomentowała poprzedni rozdział. Nie stety nie mogłam odpisać bo mi się blogger popie****elił i nie mogę w ogóle pisać komentarzy
Buziaki!
Dedyk dla Szylwi.
Kocham twojego bloga i miło mi że wpadłaaś na mojego:) Reszta na dole=]
-----------------------------------------
~oczętami Laury~
-Lau, co ty na to żeby pójść do mnie na obiad? (hehehe. Pewnie spodziewaliście się czegoś EXTRA. Niedobra ja:)~od aut.)
-Okej. Chwila, człowieku jest... 20.00!?
-No dobra nie na obiad, ale...czekaj 20.00!?
-Noo... Zasiedzieliśmy się.
-No nic, idziesz?-...podał mi rękę!?
-Jasne, przy okazji sprawdzę jak tam Ell i Rocky mają się na tym waszym odwyku.
-Myślę, że dobrze. Pozytywnie na nich działasz.
-Czyli jak?
-No dzisiaj przy śniadaniu oświadczyli, że postarają się ograniczyć cukier bo Ty tak powiedziałaś po koncercie.
-Noo to chyba mi miło...?
-Im chyba nie. To dla nich tortury. Ale Ty tak na nich działasz. Z resztą nie tylko na nich.
-A na kogo jeszcze?
-Na mnie...eemm...to znaczy na Rikera!
-Zakładam, że na Rikera działa Van.
-Aaaaaa.... No tak! Żeczywiście, myślę że to jednak Van.
-Ona cały czas wczoraj o nim gadała. To się męczące robiło.
-No to witaj w klubie. Riker tak nawijał o tej "ślicznej siostrze Laury".
-A jest świadomy, że ona nazywa się Vanessa?
-Nie wiem, chyba tak ale mówi o niej "ślicznotka".
-Ona mówi "słodziak", lub "blondynek". Kiedy zauważyłam, że nigdy ni lubiła blondynów, to się obraziła. A to JEJ chciało się rzygać gdy widziała was na plakatach.
-A co ty na to żeby wziąć też Van?
-Padne ze szczęścia jak się dowie że jedzie do Rika.
-A ty lubisz blondynów?-spytał z tym swoim uśmieszkiem
-Jasne, przecież Ross jest blondynem-powiedziałam machinalnie i dopiero po chwili się zorientowałam co palnęłam-eee... To znaczy...
-No to mi miło. Ja lubię brunetki.-uśmiechnął się rozbawiony. Ja tu się pogrążam a on się świetnie bawi. I jeszcze lubi brunetki. Ale szczęściarku. STOOP!! Laura, ogrnij się jesteś brunetką!
-No to też mi miło.-powiedziałam z głupią miną.
****
Dojechaliśmy pod dom Lynchów. No nie powiem, wrażenie robi. Van cały czas kręci się w miejscu z podniecenia (bez skojarzeń, proszęXD~od aut.).
-Van, ogarnj się, słoniu!
-A idź się przejść!
-A idź się lecz!
-Spadaj!
-Sama się zbadaj!
-UGH!
-UGH!
I tak właśnie wyglądała nasza inteligentna wymiana zdań. Ross stał i się nam przyglądał z takim bananem na twarzy, że aż trudno to sobie wyobrazić.
-Na co się tak patrzysz?
-Na ciebie.
Momentalnie się zarumieniłam.
-Mam coś na twarzy?
-Nie.
-To o co chodzi?
-Nic.
-A moglibyśmy wejść, bo mi trochę zimno...
-A, tak jasne!
Weszliśmy do domu, a tam od progu żucili się na mnie Rocky i Ell.
-Laura!-wrzeszczeli i zaczeli mnie przytulać-Co Ross, zazdrosny?
Spojrzałam na Rossa który stał przyglądając się nam ze zmarszczonymi brwiami. Interesujące...
-Zwolnij nas z odwyku! Prosimy-zaceli mnie mocniej ściskać.
-Chło...paki..du..sz....ę się..-serio niemogłam oddychać
-Sorki!-puścili mnie
-Co to za chała.... LAURA!
-Haj, Delly-chciałam jej podać rękę, ale ona podbiegła do mnie i mnie przytuliła. Na szczęście była bardziej delikatna
-Ludzie, ciszej bo... LAU!!
-Hej, Riker. Widzę, że duszenie ludzi jest u was rodzinne.
-Emmm... Sorki. Słuch... O cześć Van!!
Czyli ich mamy z głowy.
-Ja nie mogę tak żyć! Cały dzień nie jadłem nic słodkiego! Nawet kawę musiałem pić bez cukru!-wrzeszczał Rocky. No nie powiem, było mi go żal.
-No dobra. Pozwalam ci na kawę z cukrem i pięć żelków dziennie. Tak Ell, ciebie też to dotyczy.
-JUHUU!!!
-Chodź do kuchni Lau.-powiedziała Delly-mam ci coś do powiedzenia
-Idę
Weszłyśmy do wieeeelkiej kuchni
-Co cię łączy z Rossem?
-Eee... Mam na jego punkcie obsesję i go ubóstwiam, a on chyba mnie lubi
-Chyba?! Dziewczyno, on cię baardzo lubi, to widać z daleka!
-Okejj... Do zego zmierzasz?
-Mam pewien plan................
_________________________________________
No siemka! Taki krótkie coś. Gónwo chce się powiedzieć. No ale nic.
Miłego dnia. Może nawet dziś dodam dziś next, więc się nie obrażajcie, że takie krótkie.
Z całego serca dziękuję osobie która skomentowała poprzedni rozdział. Nie stety nie mogłam odpisać bo mi się blogger popie****elił i nie mogę w ogóle pisać komentarzy
Buziaki!
piątek, 6 lutego 2015
Rozdział 4
~oczami Laury~
-Ten twój piosenkarz? Hahaha!! Jebłam!!
-Co!? Nie wierzysz!? A kogo przed chwilą ze mną widziałaś!?
-Nooo.. Tego fajnego Rikera...
-Uuuu... Nieźle, nieźle... Czekaj! Mi chodziło o Rossa!-no rozumiem, Riker jest ładny, ale bez przesady...
-Kolejny lalusiowaty blondasek...
-Riker też jest blondynem... Czekaj, Ross nie jest lalusiowaty!
-Riker jest blondynem, prawda ale ten twój Koss...
-ROSS!!!
-Ross, no przecież mówię! Więc Riker nie jest taki wypindrzony...
-Jak ma więcej mięśni to od razu "wypindrzony"!
-Więcej mięśni!? Phi!
Cisza. Nie na długo.
Musiałam przerwać.
-Van, jesteś zakochana?
-Skąd ten pomysł?
-No bo jak się jest zakochanym, i jakaś osoba obraża tą osobę, no tą w której jest się zakochanym, to się jej broni. W sensie tej osoby w której jest się zakochanym...
-Nie do końca zrozumiałam..
-No kiedy jest się zako...
-Okej, okej, rozumiem. Ale co sugerujesz?
-Rikera...
-No fajny jest... Ej, czekaj sugerujesz, że kocham Rikera?!
-Oj tam, od razu "kocham", ale...
-Nie jestem w nim zakochana!
-To dobrze, bo usłyszał o tobie co nie co.
-Na przykład!?
-No wiesz, że jesteś agresywna w stosunku własnej siostry...-z tym akurat trafiłam, bo idąc Van złapała mnie za bluzkę i zaczeła tarmosić-Van dusisz..
-CO MU NAGADAŁAŚ!?!?
-Że mnie zjesz...
-Ha-ha-ha
-Ale śmieszne
-Lecz się Laura...
*****
Dopiero kiedy weszłam do mojego pokoju, emocje puściły.
-Oł em dżi!! AAAAAAAAAA!!!!!!!
-Co jest!?-wrzasnęła Van wpadając do mojego pokoju z maczugą. Zaraz, skąd ona ma maczugę?!
-Niii-iiic!!
-To co się wydzierasz!?
-A tak jakoś. Zuupeełnie beez poowoduu.....
-Weź się ogarnij, Laura... Idź spać.
-Ołkej...
Oczywiście nie poszłam spać.
~następnego dnia~
Obudził mnie dźwięk telefonu. Ross. Odłożyłam telefon i chciałam dalej spać. Chwila, ROSS?!
-Cześć, z tej strony Ro...
-Cześć, wyświetliło mi się...
-Hej, Lau. Obudziłem Cię?
-Nieee...*ziew* wcale...
-Bo tak sobie pomyślałem, że może pójdziemy na spacer do parku...?
-Okej, z chęcią. O której?
-Za godzinę?
-Dobra, gdzie się spotkamy?
-Przyjadę do Ciebie do domu.
-Dobra. Czekaj, skąd wiesz gdzie mieszkam?
-No właśnie nie wiem, powiedz mi.
Podałam adres
-To będę za godzinę.
-Okej, to pa.
-Pa.
Rozłączyłam się. Mam jeszcze godzinę. Jest spoko. Chwila, godzinę!?!? To za mało!! Przecież muszę wyglądać cool, ale tak aby nie było widać, że bardzo się starałam.
Ross zadzwonił o 12:15, a jest 13:00 nawet się tak długo nie ubierałam. W dodatku zostało mi 15min. na śniadanie.
Już szłam do lodówki, kiedy usłyszałam dzwonek do drzwi. Posłam otworzyć, i na produ zobaczyłam Rossa.
-Hej Lau. Sorry, że przyszedłaem wcześniej. Mam nadzieję, że jesteś już gotowa?
-Tak, tylko miałam jeszcze zjeść śniadanie. Ale to nic. Najwyżej zjem jabłko po drodze.
-O nie! Masz zjeść porządne śniadanie!
-Ale Ross...
-Nie!
-Al..
-E!
-Ro...
-E-e!
-Ale naprawd...
-Żadnych ale! Zaraz usmażę Ci naleśniki.
-Nie musisz, napra...
-Ale ja chcę!
-No dobra...
-A wpuścisz mnie?
A no tak, przecież cały czas staliśmy w drzwiach!
-Jasne, wejdź-powiedziałam zmieszana
Ross wpakował mi się do domu, i natychmiast zażądał zaprowadzenia go do kuchni. Tak też zrobiłam.
Po 15min. blondyn postawił przedemną tależ naleśników, sam chwytając jednego.
-I jak tam z opanowaniem Ella i Rocky'ego?-spytałam
-Łatwo nie było, bo niewiadomo skąd wzieli namiot, rozstawili w salonie i się w nim schowali.
-No nieźle...
-Tak. Od dzisiaj są na odwyku cukrowym.
-Przynajmniej tyle...
Jedliśmy w milczeniu. Miałam ochotę wybuchnąć ze szczęścia. No heloł, siedziałam z Rossem Lynchem, który przed chwilą zrobił mi naleśniki! ZROBIŁ MI NALEŚNIKI!! Zdecydowanie najlepszy dzień życia.
Kiedy zjedliśmy wziełam torebkę, zamnkęłam dom i poszliśmy do samochodu Rossa.
-To gdzie jedziemy?-spytałam
-No chyba się umówiliśmy do parku...?-Ross zrobił wielkie oczy.
-Hahahahaha!!-śmiałam się jak głupia z jego miny.
-Laura, co jest?! Halo?!
-Hahaha...ni..hahahah...nic!
Spojrzał na mnie jak na wariatkę
-Lau, na pewno wszystko dobrze?
-Tak... to znaczy nie... to znaczy chyba...-plątałam się-jejku, przez ciebie do końca zgłupłam!!!
Ross chyba żeczywiście się przestraszył. Nachylił się do mnie i... pocałował mnie w policzek. Mhm... Moment, CO?!
Natychmiast się uspokoiłam. No za taką cenę?!
-To o czym chciałeś pogadać?-spytałam zmieszana.
-O filmie.
-Dobra.
-Już jesteśmy.
Wyszedł z samochodu, obszedł go do okoła i otworzył mi dzrwi. Potem podszedł do bagarznika i wyjął z niego deskorolkę. Chwila, wyjął DWIE!?
-Jedziemy?
-Ale Ross, ja nie umiem jeździć...
-A no tak, zapomniałem się spytać czy umiesz. To nic, nauczę cię.
-Serio!? Dziękuję!
Włożył z powrotem jedną deskorolkę, wskoczył na drugą i zaczął powoli jechać obok mnie. Kiedy doszliśmy do betonowego placu na środku parku, zszedł z deski i kazał wejść mi. Spędziłam ten czas cudownie. Cały czas się śmialiśmy. Było świetnie.
~dwie godziny później~
-Lau co ty na to żeby...
-----------------------------------------
No heeej. Wiem, że w takim momencie. Wiem.
Ale cóż. Krótkie. Sorki.
Jestem uzależniona od używania kropek. Wiem.
Buziaki, miśki.
Ktoś.
PS.komujcie!!
-Ten twój piosenkarz? Hahaha!! Jebłam!!
-Co!? Nie wierzysz!? A kogo przed chwilą ze mną widziałaś!?
-Nooo.. Tego fajnego Rikera...
-Uuuu... Nieźle, nieźle... Czekaj! Mi chodziło o Rossa!-no rozumiem, Riker jest ładny, ale bez przesady...
-Kolejny lalusiowaty blondasek...
-Riker też jest blondynem... Czekaj, Ross nie jest lalusiowaty!
-Riker jest blondynem, prawda ale ten twój Koss...
-ROSS!!!
-Ross, no przecież mówię! Więc Riker nie jest taki wypindrzony...
-Jak ma więcej mięśni to od razu "wypindrzony"!
-Więcej mięśni!? Phi!
Cisza. Nie na długo.
Musiałam przerwać.
-Van, jesteś zakochana?
-Skąd ten pomysł?
-No bo jak się jest zakochanym, i jakaś osoba obraża tą osobę, no tą w której jest się zakochanym, to się jej broni. W sensie tej osoby w której jest się zakochanym...
-Nie do końca zrozumiałam..
-No kiedy jest się zako...
-Okej, okej, rozumiem. Ale co sugerujesz?
-Rikera...
-No fajny jest... Ej, czekaj sugerujesz, że kocham Rikera?!
-Oj tam, od razu "kocham", ale...
-Nie jestem w nim zakochana!
-To dobrze, bo usłyszał o tobie co nie co.
-Na przykład!?
-No wiesz, że jesteś agresywna w stosunku własnej siostry...-z tym akurat trafiłam, bo idąc Van złapała mnie za bluzkę i zaczeła tarmosić-Van dusisz..
-CO MU NAGADAŁAŚ!?!?
-Że mnie zjesz...
-Ha-ha-ha
-Ale śmieszne
-Lecz się Laura...
*****
Dopiero kiedy weszłam do mojego pokoju, emocje puściły.
-Oł em dżi!! AAAAAAAAAA!!!!!!!
-Co jest!?-wrzasnęła Van wpadając do mojego pokoju z maczugą. Zaraz, skąd ona ma maczugę?!
-Niii-iiic!!
-To co się wydzierasz!?
-A tak jakoś. Zuupeełnie beez poowoduu.....
-Weź się ogarnij, Laura... Idź spać.
-Ołkej...
Oczywiście nie poszłam spać.
~następnego dnia~
Obudził mnie dźwięk telefonu. Ross. Odłożyłam telefon i chciałam dalej spać. Chwila, ROSS?!
-Cześć, z tej strony Ro...
-Cześć, wyświetliło mi się...
-Hej, Lau. Obudziłem Cię?
-Nieee...*ziew* wcale...
-Bo tak sobie pomyślałem, że może pójdziemy na spacer do parku...?
-Okej, z chęcią. O której?
-Za godzinę?
-Dobra, gdzie się spotkamy?
-Przyjadę do Ciebie do domu.
-Dobra. Czekaj, skąd wiesz gdzie mieszkam?
-No właśnie nie wiem, powiedz mi.
Podałam adres
-To będę za godzinę.
-Okej, to pa.
-Pa.
Rozłączyłam się. Mam jeszcze godzinę. Jest spoko. Chwila, godzinę!?!? To za mało!! Przecież muszę wyglądać cool, ale tak aby nie było widać, że bardzo się starałam.
Ross zadzwonił o 12:15, a jest 13:00 nawet się tak długo nie ubierałam. W dodatku zostało mi 15min. na śniadanie.
Już szłam do lodówki, kiedy usłyszałam dzwonek do drzwi. Posłam otworzyć, i na produ zobaczyłam Rossa.
-Hej Lau. Sorry, że przyszedłaem wcześniej. Mam nadzieję, że jesteś już gotowa?
-Tak, tylko miałam jeszcze zjeść śniadanie. Ale to nic. Najwyżej zjem jabłko po drodze.
-O nie! Masz zjeść porządne śniadanie!
-Ale Ross...
-Nie!
-Al..
-E!
-Ro...
-E-e!
-Ale naprawd...
-Żadnych ale! Zaraz usmażę Ci naleśniki.
-Nie musisz, napra...
-Ale ja chcę!
-No dobra...
-A wpuścisz mnie?
A no tak, przecież cały czas staliśmy w drzwiach!
-Jasne, wejdź-powiedziałam zmieszana
Ross wpakował mi się do domu, i natychmiast zażądał zaprowadzenia go do kuchni. Tak też zrobiłam.
Po 15min. blondyn postawił przedemną tależ naleśników, sam chwytając jednego.
-I jak tam z opanowaniem Ella i Rocky'ego?-spytałam
-Łatwo nie było, bo niewiadomo skąd wzieli namiot, rozstawili w salonie i się w nim schowali.
-No nieźle...
-Tak. Od dzisiaj są na odwyku cukrowym.
-Przynajmniej tyle...
Jedliśmy w milczeniu. Miałam ochotę wybuchnąć ze szczęścia. No heloł, siedziałam z Rossem Lynchem, który przed chwilą zrobił mi naleśniki! ZROBIŁ MI NALEŚNIKI!! Zdecydowanie najlepszy dzień życia.
Kiedy zjedliśmy wziełam torebkę, zamnkęłam dom i poszliśmy do samochodu Rossa.
-To gdzie jedziemy?-spytałam
-No chyba się umówiliśmy do parku...?-Ross zrobił wielkie oczy.
-Hahahahaha!!-śmiałam się jak głupia z jego miny.
-Laura, co jest?! Halo?!
-Hahaha...ni..hahahah...nic!
Spojrzał na mnie jak na wariatkę
-Lau, na pewno wszystko dobrze?
-Tak... to znaczy nie... to znaczy chyba...-plątałam się-jejku, przez ciebie do końca zgłupłam!!!
Ross chyba żeczywiście się przestraszył. Nachylił się do mnie i... pocałował mnie w policzek. Mhm... Moment, CO?!
Natychmiast się uspokoiłam. No za taką cenę?!
-To o czym chciałeś pogadać?-spytałam zmieszana.
-O filmie.
-Dobra.
-Już jesteśmy.
Wyszedł z samochodu, obszedł go do okoła i otworzył mi dzrwi. Potem podszedł do bagarznika i wyjął z niego deskorolkę. Chwila, wyjął DWIE!?
-Jedziemy?
-Ale Ross, ja nie umiem jeździć...
-A no tak, zapomniałem się spytać czy umiesz. To nic, nauczę cię.
-Serio!? Dziękuję!
Włożył z powrotem jedną deskorolkę, wskoczył na drugą i zaczął powoli jechać obok mnie. Kiedy doszliśmy do betonowego placu na środku parku, zszedł z deski i kazał wejść mi. Spędziłam ten czas cudownie. Cały czas się śmialiśmy. Było świetnie.
~dwie godziny później~
-Lau co ty na to żeby...
-----------------------------------------
No heeej. Wiem, że w takim momencie. Wiem.
Ale cóż. Krótkie. Sorki.
Jestem uzależniona od używania kropek. Wiem.
Buziaki, miśki.
Ktoś.
PS.komujcie!!
niedziela, 1 lutego 2015
Rozdział 3
~oczami Laury~
-Gdzie jesteś, siostra!?!-wrzeszczy Van do telefonu-stoje tu już dziesięć minut, do cholery!!!!
-No bo ja się zagadałam z Lynchami, bo mnie zaprosili na dłyżej i tak dalej...
-Tak, tak jasne! Masz taką obsesję, że to się robi niebezpieczne...
-Ale naprawdę....
-Nie wymyślaj dennych wymówek! Za 40sek. odjerzdżam!
~koniec rozmowy~
Poszłam do z powrotem do rozwrzeszczanych Lynchów po torebkę. Jak ja chciałam zostać!
-I co, zje Cię?-spytał Ross. W udpowiedzi pokiwałam głową, że nie
-No to chyba dobrze?-Riker nie do końca odnajdywał się w sytuacji
-No niby tak, ale muszę już iść, bo zostało..... 5sek. do odjazdu!?!!
-Kogo?-spytał trochę nieogarnięty Rocky
-Jej siostry, pacanie!-Ross chyba naprawdę miał dość
-W takim razie niech przyjedzie za budynek, to nie będziesz musiała przedzierać się przez tłum-wpadła na pomysł Rydel
-Dzieki, Ryd. Ale moja siostra mi nie wierzy, że mnie zaprosiliście i tak dalej...
-No to Cię odprowadzimy-Rydel jest genialna!
-Naprawdę?! Jesteście cudowni!-krzyknęłam
-Wiemy, uśmiechnął się Ross
-Hahaha-pokazałam mu język-w takim razie się śpieszmy.
~rozmowa telefoniczna~
-GDZIE JESTEŚ?!!!?
-Van, proszę podjedź za budynek
-Po co!?
-Nie przedrę się przez tłum-powiedziałam
-Dobra, ale lepiej zainwestuj w ochroniarza bo jestem uzbrojona.
-Iii??
-I to, że Cię zamorduję!!
-Aha, no dobra...
-CZEKAM!!!
~koniec rozmowy~
Szłam z Lynchami w stronę samochodu mojej siostry. Ta otworzyła szybę, i już miała się wydrzeć, gdy nagle zobaczyła ICH.
-Eeee.... Laura, zklonowałaś sobie ten swój zespolik?
-Nie, jesteśmy prawdziwi. I zaraz się obrazimy za ten "zespolik"-uśmiechnął się Riker. Moja siostra...... zaczerwieniła się!?
-Hej, jestem Riker.
-Rydel
-Rocky
-Ell
-Ro..-nie dokończył, bo moja siostra mu przerwała:
-Wiem kim jesteś. Ta wriatka ma obsesję na twoim punkcie, zresztą na waszym też-powiedziała wskazując na resztę. DZIĘKI, VAN!!
-Eeee.. Coo...? Nie prawda...
-Dobra, sorry RIKER, ale zabieram młodą do domu-wyraźnie podkreśliła imię chłopaka. Uuuu...
-Ej, ej bez takich STARA
-Dobra, dobra MŁODA-UGHHH!!!
-Dobra, cześć zdzwonimy się?-czemu tak szybko!?
-okay, zadzwonię-Ross do mnie zadzwoni?!
-Dobra. Rocky i Ell, stanowczo powinniście jeść mniej cukru-uśmiechnęłam się
-Dobrze...
-To cześć, wriaty
-Cześć-Ross podszedł do mnie i... przytulił mnie!? Odwzajemniłam uścisk
-Pa
~w samochodzie~
-Riker jest fajny, nie Van?
-Fajny, fajny... Miły, przystojny... Ej,ej...
-Co jest?
-Więcej odemnie nie wyciągniesz.
-Ależ ja wcale nie chciałam... I tak wolę Rossa.
-Wiem. Chyba słyszałam to z tysiąc razy. Dostałaś się?
-Gdzie?
-No, czy rolę dostałaś?-aha, więc o to chodzi..
-TAAAK!!!!-wydarłam się-zgadnij kto gra mojego chłopaka!?
-No oświeć mnie...
-ROSS LYNCH!!!
-Ta, fajnie... Czekaj, co?
-A to...
-----------------------------------------
No hejo....rozdział jest...
Niezbyt długi, ale cóż.. Nie umiem pisać długich. Wole krótkie, ale często.
Komujcie:)
😋
-Gdzie jesteś, siostra!?!-wrzeszczy Van do telefonu-stoje tu już dziesięć minut, do cholery!!!!
-No bo ja się zagadałam z Lynchami, bo mnie zaprosili na dłyżej i tak dalej...
-Tak, tak jasne! Masz taką obsesję, że to się robi niebezpieczne...
-Ale naprawdę....
-Nie wymyślaj dennych wymówek! Za 40sek. odjerzdżam!
~koniec rozmowy~
Poszłam do z powrotem do rozwrzeszczanych Lynchów po torebkę. Jak ja chciałam zostać!
-I co, zje Cię?-spytał Ross. W udpowiedzi pokiwałam głową, że nie
-No to chyba dobrze?-Riker nie do końca odnajdywał się w sytuacji
-No niby tak, ale muszę już iść, bo zostało..... 5sek. do odjazdu!?!!
-Kogo?-spytał trochę nieogarnięty Rocky
-Jej siostry, pacanie!-Ross chyba naprawdę miał dość
-W takim razie niech przyjedzie za budynek, to nie będziesz musiała przedzierać się przez tłum-wpadła na pomysł Rydel
-Dzieki, Ryd. Ale moja siostra mi nie wierzy, że mnie zaprosiliście i tak dalej...
-No to Cię odprowadzimy-Rydel jest genialna!
-Naprawdę?! Jesteście cudowni!-krzyknęłam
-Wiemy, uśmiechnął się Ross
-Hahaha-pokazałam mu język-w takim razie się śpieszmy.
~rozmowa telefoniczna~
-GDZIE JESTEŚ?!!!?
-Van, proszę podjedź za budynek
-Po co!?
-Nie przedrę się przez tłum-powiedziałam
-Dobra, ale lepiej zainwestuj w ochroniarza bo jestem uzbrojona.
-Iii??
-I to, że Cię zamorduję!!
-Aha, no dobra...
-CZEKAM!!!
~koniec rozmowy~
Szłam z Lynchami w stronę samochodu mojej siostry. Ta otworzyła szybę, i już miała się wydrzeć, gdy nagle zobaczyła ICH.
-Eeee.... Laura, zklonowałaś sobie ten swój zespolik?
-Nie, jesteśmy prawdziwi. I zaraz się obrazimy za ten "zespolik"-uśmiechnął się Riker. Moja siostra...... zaczerwieniła się!?
-Hej, jestem Riker.
-Rydel
-Rocky
-Ell
-Ro..-nie dokończył, bo moja siostra mu przerwała:
-Wiem kim jesteś. Ta wriatka ma obsesję na twoim punkcie, zresztą na waszym też-powiedziała wskazując na resztę. DZIĘKI, VAN!!
-Eeee.. Coo...? Nie prawda...
-Dobra, sorry RIKER, ale zabieram młodą do domu-wyraźnie podkreśliła imię chłopaka. Uuuu...
-Ej, ej bez takich STARA
-Dobra, dobra MŁODA-UGHHH!!!
-Dobra, cześć zdzwonimy się?-czemu tak szybko!?
-okay, zadzwonię-Ross do mnie zadzwoni?!
-Dobra. Rocky i Ell, stanowczo powinniście jeść mniej cukru-uśmiechnęłam się
-Dobrze...
-To cześć, wriaty
-Cześć-Ross podszedł do mnie i... przytulił mnie!? Odwzajemniłam uścisk
-Pa
~w samochodzie~
-Riker jest fajny, nie Van?
-Fajny, fajny... Miły, przystojny... Ej,ej...
-Co jest?
-Więcej odemnie nie wyciągniesz.
-Ależ ja wcale nie chciałam... I tak wolę Rossa.
-Wiem. Chyba słyszałam to z tysiąc razy. Dostałaś się?
-Gdzie?
-No, czy rolę dostałaś?-aha, więc o to chodzi..
-TAAAK!!!!-wydarłam się-zgadnij kto gra mojego chłopaka!?
-No oświeć mnie...
-ROSS LYNCH!!!
-Ta, fajnie... Czekaj, co?
-A to...
-----------------------------------------
No hejo....rozdział jest...
Niezbyt długi, ale cóż.. Nie umiem pisać długich. Wole krótkie, ale często.
Komujcie:)
😋
Subskrybuj:
Posty (Atom)