-Jak to naszych!?-szoknął się Rocky. Super, zaraz wyjdę na jakąś psyhofankę i uciekną odemnie w podskokach. Dzięki, Van!
-No, to wariatka nie ma farby na ścianach, tylko plakaty z wami. Myślisz, że skąd wiem który jest który za nim się przedstawiliście?-jak ja bym chciała być jedynaczką w tej chwili!
-Nie jest tak źle, jak mówisz! Byłem tam, i uważam...-Ross, jako dobry przyjaciel próbował mi pomóc
-Tak, tak! Ja rozumiem, że Laura ci się podoba, ale...
-Słucham!?-przerwałam jaj
-Co!?-zawtórował mi Ross
-No ja rozumiem, Team Raura, i tak dalej...
-Kobieto, czy ty z konia spadłaś!?-wrzasnęliśmy jednocześnie. Ta synchronizacja jest...dziwna
-Orzesze...
-Zamknij się!-wrzasnęliśmy wszyscy (ja, Ross i Van). Reszta siedziała z popcornem na kanapie i oglądali nas. Rocky, od którego zaczęła się rozmowa (no bo to on zadał pytania) bawił się w komentatora.
-Uuu! Elinghton Lee Ratliff został skrzyczany, że aż mu się włos zjerzył. Osobami krzyczącymi okazali się być dwie młode aktorki, siostry Marano, utalentowane ślicznotki. (W tej chwili ja i Van musimy trzymać Rossa i Rikera, bo inaczej Rocky miałby zamiast twarzy mielonkię) Oraz najmłodszego członka zacnego zespołu R5, a nawiasem mówiąc w tym zespole gra również przystojny i utalentowany gitarzysta Rocky Lyn...
-Rocky!!
-Więc został skrzyczany przez siostry Marano i pana Lyncha. Reakcję pana Ratliffa zobaczymy już po przerwie!
-A czemu dopiero po przerwie-zdziwiłam się-do kogokolwiek to mówisz, możemy kontynuować teraz
-Witamy z powrotem! Ostatnio pan Ratliff został skrzyczany przez trzy zdenerwowane osoby. Prosimy o komentarz, panie Ratliff!-powiedział do Ella, wyciągając w jego stronę szczotkę do włosów Rydel, która robiła za mikrofon.
-Moja szczotka!-wrzasnęła Delly. Wspominałam już, że głośno krzyczy?-oddawaj, ją ty morderco, ty!!!-krzyknęła po czym zerwała się z kanapy i zaczęła gonić Rocky'ego po salonie wymachując przy tym młotkiem,. Co ona, w standardzie go ma!?
-Zawsze mam przy sobie jakieś narzędzie tortur-odpowiedziała, jakby czytając mi w myślach. Jeśli mam częściej widywać się Rockym, chyba też muszę o tym pomyśleć. Teraz ja, Ross i Vanka usiedliśmy na kanapie i przyglądaliśmy się sytuacji.
-Oddaj!!
-Nie! Co ze mnie będzie za komentator bez mikrofonu!?
-A no nie wiem....-zaczęła całkiem normalnie Rydel-a, nie! Wiem! ŻYWY!!
I żuciła się na niego, okładając młotkiem
-Już masz, masz!! Przepraszam, tylko mnie nie bij!
-UWAGA,UWAGA!Właśnie Rocky Lynch nauczył się nowego słowa:przepraszam! Gratulujemy i życzymy szczęścia w dalszym życiu!-wydarł się Riker
-Dzięki, bracie! Przynajmniej ktoś.docenił moje starania!
Ta... Czy tylko ja uznaję, że jesteśmy porąbani?
********
Ustaliliśmy, że jednak robimy imprezkę u nas, więc spakowaliśmy wszystkie mantki i wyruszyliśmy w drogę. Kiedy tylko podjechaliśmy pod dom, wszyscy dosłownie wysypali się z auta.
-KTO DAŁ ROCKY'EMU PRAWKO!?-zaczęłam wrzeszczeć
-Chyba jakiś chory psychicznie!-również krzyczała Delly
-O no faktycznie. Ten koleś, co u niego zdawałem cały czas gadał coś o latających kapciach i pluszowych kanapkach...
-CO!?-wrzasnęliśmy wrzyscy. Nawet Ell, który mimo, że sędzał dużo czasu z Rocky'm, to bardzo przeżył jazdę.
-Macie racje, to raczej było o latających kanapkach i pluszowych kapciach...
-WTF!?-znowu krzyknęliśmy razem
-Może wejdźmy do środka-powiedziała Van, kiedy jako tako otrząsnęła się zszoku
-Chociaż, nie... To chyba były serowe kanapki...-kontynuował swój wywód Rocky
()()(()()())()()()(()()())()(()(((()((()))()(())()))()))
Może nkie jakiś dłuższy, ale mam nadzieję, że się podoba. Jak widać znowu przechodzę z takich filozoficznych i głebokich na takie chore i (mam nadzieję) śmieszne.
I teraz tak. Nie chcę być kolejną blogerką żebrzącą o komy. Więc nie stawiam wam warunków
"X komentarzy-rozdział"
Ale było by mi miło, gdyby karzda osoba, która to przeczyta zostawiła komentarz, nawet jeśli trafi kiedy będzie już następny rozdział. Po prostu chiała bym wiedzieć kto i ile osób to czyta.
Także nie musicie, ale było by miło
Pozdrawiam.
Ktoś.
PS:przepraszam za błędy!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz