Wpakowaliśmy się do domu i pierwsze co zrobiliśmy było zamknięcie Rocky'ego w szafie, bo cały czas gadał coś o kapciach i kanapkach.
NEVERMIND!
Ponieważ rodzina Lynch/Ratliff wzięła z domu trochę jedzenia, a u nas też nie brakowało, więc z tym nie będzie problemu. Każdy zaniósł swoje żeczy do wyznaczonych miejsc spania poczym zebraliśmy się w salonie.
-Myślicie, że można go już wypuścić?-spytała niepewnie Rydel
-Moim zdaniem nie. On jest jakiś nienormalny!-sprzeciwiał się Riker
-Żyjesz z nim tyle czasu, a dopiero teraz to zauważyłeś!?-zdziwił się Ross. Ale on jest przystojny jak się dziwi...
Ale co do Rocky'ego. Niedość, że chłop ciężki jak koń, to jeszcze tak się wyrywał, że byliśmy zmuszeni go związać. A kiedy już go zamkneliśmy to zaczął wrzeszczeć coś w stylu: "moje kanapki się zemszczą na was za takie nigodne czyny!". I weźcie każcie mi go wypóścić!
-Może po prostu sprawdźmy jak się ma?-wpadł na pomysł Ratliff, który jak narazie był najbardziej po stronie Rocky'ego z nas wszystkich.
-Dobra.-stwierdziłam, że to nie taki zły pomysł-Rooocky?
-Odejdź, jeśli jesteś kolejną morderczą kanapką!
-Nie jestem żadną kanapką!!
-W takim razie odejdź parszywy kapciu!
-Nie jes... Moment, co!?
-Nie wiem, ostatnio na jakimś filmie mówiono "parszywy" i chciałem wypróbować nowe słowo.
-Acha....
-Rocky, powiedz nam tylko... CZY JUŻ SIĘ USPOKOIŁEŚ?!!-spytała spokojnie (wyczujta ten sarkazm~od aut.) Rydel
-Hmmm... Ty nie jesteś miła! Odejdź stąd mordercza kanapko!
-UGH!! Jak ci zaraz coś zrobie to będziesz wąchał kwitaki od spod.... Albo nie! Będziesz wąchał swoje skarpetki!
-UUU!! To ja bym wolał umrzeć!-zdecydował Riker. Taa, ja chyba też.
Minęła godzina. W tym czasie Rocky został wypuszczony, Rydel przypomniała sobie o tym, że zespół Rockliff ruszał jej biżuterię i mało co sama nie zostałaby zamkinięta bo, uwaga cytuję Sędziego Rikera
"Skazuję pannę Rydel Lynch na 10min. zamknięcie w szafie za nadmierną agresję wobec brata"
Ale w końcu stwierdziliśmy, że skoro jest już 23.00. Tak, właśnie! Już! No ale jak się ma dobre towarzystwo, to czas szybciej mija. W tej chwili wszyscy przebierają się w piżamy, bo my jako bardzo oryginalne istoty, wymyśliliśmy jakże oryginalną grę. Tak, dobrze myślicie! Butelka!
Ale cóż nie narzekam.
-Okej... Ene, due...-zaczął wyliczać Rocky
-Po prostu kręć!
-I o to chodziło!-uśmiechnął się ten ogórek. Po ostatniej rozmowie z Rydel, stwierdzam, że to określenie pasuje do niego.
-Okej...-w tej chwili razem z Rossem patrzymy na siebie-Ell!
-Co?! Nie! Trafiło na żelki!-żeczywiście, butelka wskazywała na paczkę żelków leżącą obok Rat'a. Rocky jak by co miał swoje dlatego nie ma awantury.
-Ale żelki nie grają-zdecydował Riker
-Żądamy równouprawnienia dla żelków!-krzyknął Rockliff
-Ugh! Niech wam będzie, ale to ostatni raz!
-Juhu! Ta co bierzesz, Ell?
-Żelki!
-A no tak, przepraszam! Wybaczcie mi, o najświętsze żelki!
-Ile jeszcze mamy czekać!?-zniecierpliwił się Ross
-No, to żelki, co bierzecie-zwrócił się Rocky do żelków. Ell nachylił się do nich, słuchał przez chwilę po czym powiedział
-Pytanie
-Okej... To całowałyście się kiedyś?
Elinghton słuchał przez chwilę po czym odpowiedział w imieniu żelek.
-Całowały się z piankami
-Boże, ludzie!! To jest jakaś patologia!-krzyknęła Van, która jak do tąd się nie odzywała-możemy grać dalej!?
-Oo, Van! Nie masz już różowych włosów!
-No łał, geniusze... To była zmywalna farba!
-Serio jesteśmy genialni!? JUPI!!!-zaczęli wrzeszczeć robiąc jednocześnie miny "myślicieli"
-Okej-kolejne spojrzenie Rossa-kręć...moment, jak żelki mogą kręcić!?-zdziwiła się Van. Ell nachylił się do prawie już pustej paczki, chwilkę słuchał po czym powiedział:
-Żelki upoważniły mnie do zakręcenia
-No to ruchy!
-Ruch...aj...?-zszokował się Rocky
-Nie!! Boże, ludzie!! Jaki zboczeniec!! Ja pieprze...
-CO!? Jak to PIEPRZYSZ!?-tym razem zszokował się Ell
-MATKOO!!! POWIEDZIAŁAM "RUCHY", W SENSIE RUSZAJCIE SIĘ! I NIE CHCIAŁAM PRZEKLINAĆ!!!
-Aaaa.... Trzebyło tak od razu!
-UGH!! Jak ci zaraz coś....-Van była naprawdę wściekła
-Tak wiem, będę wąchał swoje skarpetkk. Nie denerwój się tak, ogóreczku!-w tej chwili popełnił poważny błąd. Van nie znosi ogórków, więc porównywanie jek do nich to samobójstwo. Złapałam Rossa za rękę po czym pognałam na górę.
-Co jest?-spytał zdezorientowany
-Właśnie uratowałam ci życie. Van najbardziej na świecie nie nawidzi ogórków.
-Okej... To co w takim razie robimy?-spytał jednocześnie rozglądając się po pokoju.
-Nie wiem... Na pewno jesteśmy uziemieni na na min. pół gogdziny. Jeśli ktoś nie wie jak ją uspokoić to trwa to sporo.
-A ile tobie to zajmuje?
-Gdzieś tak 15-20 minut. Ale tak jak mówię, oni nie mają doświadczenia
-No to... Co robimy?
-W sumie możemy znowu słuchać muzyki.
-Okej.... To będziemy też tańczyć.
-Hah, ja nie umiem tańczyć! Ross, słyszysz!?-krzyknęłam, bo Ross porwał mnke do tańca jednocześnie włączając jakąś szybką muzykę w telefonie.
-To nie szkodzi,
-Hahah, przestań-znów krzyknęłam gdy zaczął mnie obracać
-Ale wiesz. W filmie będziemy musieli zatańczyć wolnego
-Taak? A kiedy ty zdąrzyłeś przeczytać scenariusz, hm?
-A czy ty masz pojęcie. Ile wy sprzątałyście tą biżuterię?
-No to wszystko jasne. Hahaha, Ross, no przestań no!-zaczęłam się jeszcze bardziej śmiać bo Ross zaczął mnke łaskotać-ała, Ross!!
-Jak mnie do tego przekonasz?
-Nie wi... ROOOSS!!
-Słucham?
-Przestań, noo!
-No to mówię, przekonaj mnie!
Stałam się myśleć, lecz ruchy Rossa (bez żadnych głupich skojażeń!~od aut.) skutecznie mi to uniemożliwiały. Strasznie się śmiałam i brzuch już mnie bolał, lecz zrobiłam to. TAK! Pocałowałam go!
A rany, o rany, o rany!
Wszystko latało i tańczyło taniec zwycięstwa.
Pocałowałam Rossa Lyncha w policzek!! (Taa, wredna ja~od aut.)
Natychmiast zaprzestał swoich niecnych czynów, a ja wreszcie mogłam odetchnąć.
-I właśnie o to chodziło!-powiedział złażąc zw mnie. Tak, leżeliśmy na podłodze.
-Nareszcie mogę oddychać!-wrzasnęłam-masz pojęcie ile ważysz, słoniu!?
-Odwołaj to!
-Bo co!?
-Bo to!-i znowu zaczął mnie łaskotać
-Hahaha, ROOSS! PRZESTAŃ!
-Odwołaj to!-powiedział cały uchachany
-Ni... Haha! Przestań!
-Odwołaj!
-Dobra...haha...nie jesteś...hahaha...słoniem...hahahaha-póścił mnie
-No i następnym razem uważaj!
Nagle usłyszeliśmy zbiorowe
-AWW!
Wydane przez resztę mojej i Rossa rodzinki
-Od kiedy tak się gapicie?-spytałam odrobinę zmieszana, ale nie bardzo bo to jednak rodzina, a my nie robiliśmy nic osobistego.
-Odtąd, aż uciekliście od nas-powiedziała uprzejmie Delly-chcieliśmy zobaczyć czemu nasza parka...
-Co!?
-Nie ukrywajcie się już, wszyscy wiedzą, że jesteście razem-powiedział Riker
-Że what!?-krzyknął Ross
-To widać!-potwierdziła Van. No nie, i ty gnomie, przeciwko mnie!?
-Wypad, i nie pijcie więcej picollo!-powiedziałam i chamsko wyrzuciłam ich z pokoju-Nie, Ross,! Ty zostań!
Wciągnęłam Rossa z powrotem do pokoju.
-RAURA!!-usłyszałam krzyk pięciu osób. Kopnęłam jeszcze w drzwi i się przymknęli.
-To co będziemy robić? Nie żeby coś, ale jest 01.00-powiedziałam patrząc na zegarek.
-Może po prostu chodźmy spać. Oni niech sobie robią co chcą. -zaproponował Ross
-Taa, masz rację. Zmęczona troche jestem-odparłam ziewając
-Okej, to gdzie mam spać?
-Co?
-No w sensie, czy mógłbym dostać jakiś koc? Jest ciepło, ale bez przesady
-Co? Aa, ty myślałeś, że śpisz na podłodze? O nie, mój drogi! Śpisz ze mną!
-Ale napra...
-Spokojnke, nie zgwałcę cię.
-No dobra, tylko będzie ci niewygodnie...
-Jesteś świetną poduszką, więc nie będę narzekać-stwierdziłam
-No dobra...
-Jestem aż taka okropna?-spytałam udając smutek
-Co? Nie! Tylko dobre wychwanie...
-Moje dobre wychowanie mówi: "jesteś u mnie w domu, więc i tak gramy na moich zasadach"-powiedziałam
-Okej... Mi tam to nie przeszkadza-skapitulował
Ross poszedł do łazienki na korytarzu się przyszykować, a ja skorzystałam z prywatnej. Tak, mam własną łazienkę! Ale tylko dlatego, że Van w swojej potrafi siedzieć 8godz. i jeszcze jej mało. No ale nic. Po ogarnięciu spraw czystościowych przebrałam się z powrotem w piżamę i wskoczyłam do łóżka. Minutę później do pokoju wszedł Ross i walnął się obok mnie.
-Zmęczony?-pytam
-Jest w pół do drugiej w nocy, dziwisz się?
-Nie, zwłaszcza po twojej dzisiejszej głupawce...
-No dobra, dobra...*ziew* to co, dobranoc?
-Dobranoc-odpowiadam
Przyciąga mnie do siebie, a ja wtulam się w niego z całej siły
££££££££££££££££££££££££££££££££
Hej, miśki!
Więc dzisiaj rozdział trochę inny. Dłuższy i więcej się dzieje.
Przepraszam za niektóre zboczone wypowiedzi!!
Ale doszłam do wniosku, że napisałam już (razem z tym) 16 rozdziałów, a opisałam w nich tylko 3 dni. No, kiepsko.
Dlatego postanowiłam dodawać rozdziały raz w tygodniu (jeśli się uda, to oczywiście więcej). A będą dłuższe i będzie się więcej działo.
Żeby się nie okazało, że dobiłam do 50, a opisałam w tym tylko tydzień.
No, to tyle.
Całuję:*
Ktoś.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz