~oczami Laury~
-Ten twój piosenkarz? Hahaha!! Jebłam!!
-Co!? Nie wierzysz!? A kogo przed chwilą ze mną widziałaś!?
-Nooo.. Tego fajnego Rikera...
-Uuuu... Nieźle, nieźle... Czekaj! Mi chodziło o Rossa!-no rozumiem, Riker jest ładny, ale bez przesady...
-Kolejny lalusiowaty blondasek...
-Riker też jest blondynem... Czekaj, Ross nie jest lalusiowaty!
-Riker jest blondynem, prawda ale ten twój Koss...
-ROSS!!!
-Ross, no przecież mówię! Więc Riker nie jest taki wypindrzony...
-Jak ma więcej mięśni to od razu "wypindrzony"!
-Więcej mięśni!? Phi!
Cisza. Nie na długo.
Musiałam przerwać.
-Van, jesteś zakochana?
-Skąd ten pomysł?
-No bo jak się jest zakochanym, i jakaś osoba obraża tą osobę, no tą w której jest się zakochanym, to się jej broni. W sensie tej osoby w której jest się zakochanym...
-Nie do końca zrozumiałam..
-No kiedy jest się zako...
-Okej, okej, rozumiem. Ale co sugerujesz?
-Rikera...
-No fajny jest... Ej, czekaj sugerujesz, że kocham Rikera?!
-Oj tam, od razu "kocham", ale...
-Nie jestem w nim zakochana!
-To dobrze, bo usłyszał o tobie co nie co.
-Na przykład!?
-No wiesz, że jesteś agresywna w stosunku własnej siostry...-z tym akurat trafiłam, bo idąc Van złapała mnie za bluzkę i zaczeła tarmosić-Van dusisz..
-CO MU NAGADAŁAŚ!?!?
-Że mnie zjesz...
-Ha-ha-ha
-Ale śmieszne
-Lecz się Laura...
*****
Dopiero kiedy weszłam do mojego pokoju, emocje puściły.
-Oł em dżi!! AAAAAAAAAA!!!!!!!
-Co jest!?-wrzasnęła Van wpadając do mojego pokoju z maczugą. Zaraz, skąd ona ma maczugę?!
-Niii-iiic!!
-To co się wydzierasz!?
-A tak jakoś. Zuupeełnie beez poowoduu.....
-Weź się ogarnij, Laura... Idź spać.
-Ołkej...
Oczywiście nie poszłam spać.
~następnego dnia~
Obudził mnie dźwięk telefonu. Ross. Odłożyłam telefon i chciałam dalej spać. Chwila, ROSS?!
-Cześć, z tej strony Ro...
-Cześć, wyświetliło mi się...
-Hej, Lau. Obudziłem Cię?
-Nieee...*ziew* wcale...
-Bo tak sobie pomyślałem, że może pójdziemy na spacer do parku...?
-Okej, z chęcią. O której?
-Za godzinę?
-Dobra, gdzie się spotkamy?
-Przyjadę do Ciebie do domu.
-Dobra. Czekaj, skąd wiesz gdzie mieszkam?
-No właśnie nie wiem, powiedz mi.
Podałam adres
-To będę za godzinę.
-Okej, to pa.
-Pa.
Rozłączyłam się. Mam jeszcze godzinę. Jest spoko. Chwila, godzinę!?!? To za mało!! Przecież muszę wyglądać cool, ale tak aby nie było widać, że bardzo się starałam.
Ross zadzwonił o 12:15, a jest 13:00 nawet się tak długo nie ubierałam. W dodatku zostało mi 15min. na śniadanie.
Już szłam do lodówki, kiedy usłyszałam dzwonek do drzwi. Posłam otworzyć, i na produ zobaczyłam Rossa.
-Hej Lau. Sorry, że przyszedłaem wcześniej. Mam nadzieję, że jesteś już gotowa?
-Tak, tylko miałam jeszcze zjeść śniadanie. Ale to nic. Najwyżej zjem jabłko po drodze.
-O nie! Masz zjeść porządne śniadanie!
-Ale Ross...
-Nie!
-Al..
-E!
-Ro...
-E-e!
-Ale naprawd...
-Żadnych ale! Zaraz usmażę Ci naleśniki.
-Nie musisz, napra...
-Ale ja chcę!
-No dobra...
-A wpuścisz mnie?
A no tak, przecież cały czas staliśmy w drzwiach!
-Jasne, wejdź-powiedziałam zmieszana
Ross wpakował mi się do domu, i natychmiast zażądał zaprowadzenia go do kuchni. Tak też zrobiłam.
Po 15min. blondyn postawił przedemną tależ naleśników, sam chwytając jednego.
-I jak tam z opanowaniem Ella i Rocky'ego?-spytałam
-Łatwo nie było, bo niewiadomo skąd wzieli namiot, rozstawili w salonie i się w nim schowali.
-No nieźle...
-Tak. Od dzisiaj są na odwyku cukrowym.
-Przynajmniej tyle...
Jedliśmy w milczeniu. Miałam ochotę wybuchnąć ze szczęścia. No heloł, siedziałam z Rossem Lynchem, który przed chwilą zrobił mi naleśniki! ZROBIŁ MI NALEŚNIKI!! Zdecydowanie najlepszy dzień życia.
Kiedy zjedliśmy wziełam torebkę, zamnkęłam dom i poszliśmy do samochodu Rossa.
-To gdzie jedziemy?-spytałam
-No chyba się umówiliśmy do parku...?-Ross zrobił wielkie oczy.
-Hahahahaha!!-śmiałam się jak głupia z jego miny.
-Laura, co jest?! Halo?!
-Hahaha...ni..hahahah...nic!
Spojrzał na mnie jak na wariatkę
-Lau, na pewno wszystko dobrze?
-Tak... to znaczy nie... to znaczy chyba...-plątałam się-jejku, przez ciebie do końca zgłupłam!!!
Ross chyba żeczywiście się przestraszył. Nachylił się do mnie i... pocałował mnie w policzek. Mhm... Moment, CO?!
Natychmiast się uspokoiłam. No za taką cenę?!
-To o czym chciałeś pogadać?-spytałam zmieszana.
-O filmie.
-Dobra.
-Już jesteśmy.
Wyszedł z samochodu, obszedł go do okoła i otworzył mi dzrwi. Potem podszedł do bagarznika i wyjął z niego deskorolkę. Chwila, wyjął DWIE!?
-Jedziemy?
-Ale Ross, ja nie umiem jeździć...
-A no tak, zapomniałem się spytać czy umiesz. To nic, nauczę cię.
-Serio!? Dziękuję!
Włożył z powrotem jedną deskorolkę, wskoczył na drugą i zaczął powoli jechać obok mnie. Kiedy doszliśmy do betonowego placu na środku parku, zszedł z deski i kazał wejść mi. Spędziłam ten czas cudownie. Cały czas się śmialiśmy. Było świetnie.
~dwie godziny później~
-Lau co ty na to żeby...
-----------------------------------------
No heeej. Wiem, że w takim momencie. Wiem.
Ale cóż. Krótkie. Sorki.
Jestem uzależniona od używania kropek. Wiem.
Buziaki, miśki.
Ktoś.
PS.komujcie!!
Spotkanie Rossa i Laury było bardzo ciekawe :D świetnie piszesz :* rozdziały bardzo mi sie podobają! Hahaha Laura ma padaczke jakąś :') już dodaje blog w zakładki na telefonie. Czekam na nexta ;)
OdpowiedzUsuń