niedziela, 1 lutego 2015

Rozdział 3

~oczami Laury~
-Gdzie jesteś, siostra!?!-wrzeszczy Van do telefonu-stoje tu już dziesięć minut, do cholery!!!!
-No bo ja się zagadałam z Lynchami, bo mnie zaprosili na dłyżej i tak dalej...
-Tak, tak jasne! Masz taką obsesję, że to się robi niebezpieczne...
-Ale naprawdę....
-Nie wymyślaj dennych wymówek! Za 40sek. odjerzdżam!
~koniec rozmowy~
Poszłam do z powrotem do rozwrzeszczanych Lynchów po torebkę. Jak ja chciałam zostać!
-I co, zje Cię?-spytał Ross. W udpowiedzi pokiwałam głową, że nie
-No to chyba dobrze?-Riker nie do końca odnajdywał się w sytuacji
-No niby tak, ale muszę już iść, bo zostało..... 5sek. do odjazdu!?!!
-Kogo?-spytał trochę nieogarnięty Rocky
-Jej siostry, pacanie!-Ross chyba naprawdę miał dość
-W takim razie niech przyjedzie za budynek, to nie będziesz musiała przedzierać się przez tłum-wpadła na pomysł Rydel
-Dzieki, Ryd. Ale moja siostra mi nie wierzy, że mnie zaprosiliście i tak dalej...
-No to Cię odprowadzimy-Rydel jest genialna!
-Naprawdę?! Jesteście cudowni!-krzyknęłam
-Wiemy, uśmiechnął się Ross
-Hahaha-pokazałam mu język-w takim razie się śpieszmy.
~rozmowa telefoniczna~
-GDZIE JESTEŚ?!!!?
-Van, proszę podjedź za budynek
-Po co!?
-Nie przedrę się przez tłum-powiedziałam
-Dobra, ale lepiej zainwestuj w ochroniarza bo jestem uzbrojona.
-Iii??
-I to, że Cię zamorduję!!
-Aha, no dobra...
-CZEKAM!!!
~koniec rozmowy~
  Szłam z Lynchami w stronę samochodu mojej siostry. Ta otworzyła szybę, i już miała się wydrzeć, gdy nagle zobaczyła ICH.
-Eeee.... Laura, zklonowałaś sobie ten swój zespolik?
-Nie, jesteśmy prawdziwi. I zaraz się obrazimy za ten "zespolik"-uśmiechnął się Riker. Moja siostra...... zaczerwieniła się!?
-Hej, jestem Riker.
-Rydel
-Rocky
-Ell
-Ro..-nie dokończył, bo moja siostra mu przerwała:
-Wiem kim jesteś. Ta wriatka ma obsesję na twoim punkcie, zresztą na waszym też-powiedziała wskazując na resztę. DZIĘKI, VAN!!
-Eeee.. Coo...? Nie prawda...
-Dobra, sorry RIKER, ale zabieram młodą do domu-wyraźnie podkreśliła imię chłopaka. Uuuu...
-Ej, ej bez takich STARA
-Dobra, dobra MŁODA-UGHHH!!!
-Dobra, cześć zdzwonimy się?-czemu tak szybko!?
-okay, zadzwonię-Ross do mnie zadzwoni?!
-Dobra. Rocky i Ell, stanowczo powinniście jeść mniej cukru-uśmiechnęłam się
-Dobrze...
-To cześć, wriaty
-Cześć-Ross podszedł do mnie i... przytulił mnie!? Odwzajemniłam uścisk
-Pa

~w samochodzie~
-Riker jest fajny, nie Van?
-Fajny, fajny... Miły, przystojny... Ej,ej...
-Co jest?
-Więcej odemnie nie wyciągniesz.
-Ależ ja wcale nie chciałam... I tak wolę Rossa.
-Wiem. Chyba słyszałam to z tysiąc razy. Dostałaś się?
-Gdzie?
-No, czy rolę dostałaś?-aha, więc o to chodzi..
-TAAAK!!!!-wydarłam się-zgadnij kto gra mojego chłopaka!?
-No oświeć mnie...
-ROSS LYNCH!!!
-Ta, fajnie... Czekaj, co?
-A to...

-----------------------------------------
No hejo....rozdział jest...
Niezbyt długi, ale cóż.. Nie umiem pisać długich. Wole krótkie, ale często.
Komujcie:)
😋


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz