czwartek, 18 czerwca 2015

Rozdział 21

NO TO JA
ZAPRASZAM NA KOLEJNE KRÓTKIE GÓWN... W MOIM WYKONANIU

.


KRZYK
Odrywam się od Rossa i biegnę na dół. 
To brzmiało zupełnie jak... Rydel
Jestem już w salonie. 
Nie zwracam uwagi na powszechny bałagan, tylko gorączkowo szukam osoby która krzyknęła. 
Jestem jak w amoku. 
Nagle ktoś łapie mnie za ramiona. 
To Ross. 
Z trudem obraca mnie w kierunku schodów. 
Pod nimi, tak, że nie widziałam wcześniej leży ona. 
Rydel. 
Nie rusza się. 
Z nosa cieknie jej krew. 
Podbiegam do niej i sprawdzam puls. 
Słaby. 
Ale żyje. 
Nie jestem w stanie zadzwonić po pogotowie. 
Nie jestem nawet w stanie się ruszyć. 
Ross odbiera mi telefon i dzwoni. 
Nie wiem po jakim czasie do domu wbiegli ratownicy. 
Nie jestem w stanie nic powiedzieć. 
Ale mówię
Spadła. 
Wiem to. 
Nie wiem skąd, ale wiem, że tak było 
Zabierają ją
Nie pozwalają jechać ze sobą 



Siedzimy wszyscy w poczekalni. Cała rodzina Rydel+ja z Van.
Rocky zwisa głową w dół i tępo patrzy przed siebie.
Ell chodzi w kółko.
Ross próbuje przegryść sobie kabelek od słuchawek które właśnie ma w uszach.
Van obgryza paznokcie.
Ja i Riker na zmianę chodzimy do automatu po coraz to nowszą kawę.
Chyba się uzależniłam

Siedzę właśnie na krześle popijając siedemnastą kawę w przeciągu dwóch ostatnich godzin.
Wszyscy nagle wytrzeźwieli i tylko tępo patrzą przed siebie. (i robią czynności opisane powyżej)
No bo jak się okazało nie wszyscy rano byli trzeźwi. Rocky na przykład wyciągnął kanapę na dwór, ustawił przy basenie i bawił się w Titanic. Kanapa była owym statkiem a basen morzem. Więc mebel razem z Rockym regularnie lądował w basenie. Bardzo interesująca zabawa, ale może nie teraz.
I jak by tak na to spojrzeć, to nie jestem pewna, czy Rocky nie był trzeźwy....
Nieważne.
Siedzimy tu tak od dwóch godzin i czekamy na jakieś wieści. Bo najpierw muszą zrobić jej jakieś super dziwne badania i oczywiście nie mogą nas o niczym poinformować.
Lekarze...
Znaczy, nic do nich nie mam. Tylko mogliby okazać się bardziej ludźmi i łaskawie informować nas o przebiegu zdarzeń raz na jakiś czas.
O wilku mowa.
Zza zakrętu wyszedł właśnie facet w białym (czyt. lekarz). Wszyscy rzuciliśmy się na niego jak za przeproszeniem Rocky.
Facet tak się przestraszył, że zamiast uraczyć nas jakimiś informacjami, jak na  porządnego obywatela przystało, po prostu uciekł.
Po prostu bezczelnie zwiał.
Nie lubię go.
Taki jakiś dziwny jest.
No bo kto ucieka przed bandą nastolatków?
Znaczy, rzuciliśmy się na niego, ale to go nie usprawiedliwia.
Po prostu go nie lubię.

*****

Siedzimy tu już cztery godziny i oczywiście dalej nic nie wiemy!
No kurwa (raz na jakiś czas będą pojawiać się przekleństwa~od aut.), za przeproszeniem!
Wypiłam łącznie czterdzieści osiem kubków kawy.
Riker wypił pięćdziesiąt dwa.
Ross musiał pożyczyć słuchawki od Ness, wcześniej solennie obiecując, że tych nie zje.
Rocky zasnął i spadł z krzesła na łeb, a nawet nie mruknął. Śpi dalej.
Van nie zostało nic z paznokci, więc teraz obgryza ołówki (co oni mają z tym gryzieniem?! Zęby im rosną?!)
Ellinghton przeszedł osiemnaście razy w zdłóż i wszerz cały szpital. Raz goniła go jakaś kobieta, bo wszedł do damskiej łazienki, a cztery razy uciekał przed jakimś doktorkiem, bo wszedł do pomieszczeń opatrzonych plakietką wstęp surowo wzbroniony. Lekarz natomiast nie był z tego powodu szczególnie zachwycony.
Takie życie.
Świat nie jest instytucją do spełniania życzeń.
Nagle z sali wyszedł lekarz.
Ten sam przed którym uciekał Ell. Kiedy wspomniany wyżej zobaczył ową osobę wychodzącą z sali (OMG, co to jest?!~od aut.) skulił się na krześle, chowając się za wciąż śpiącym Rockym.
-Spokojnie młodzieńcze, nie przyszedłem tu do Ciebie, tylko do szanownego Ellinghtona Ratliffa (to się odmienia, czy nie?!~od aut.)
W tym momencie wszyscy spojrzeliśmy na niego jak na idiotę
-To ja... - podniósł rękę rzeczony osobnik
Wiem, że to nie jest najlepszy moment, ale parsknęłam śmiechem. Mina lekarza była tak przerażona i zszokowana zarazem, że nie mogłam się powstrzymać. Kryło się w niej też sporo obrzydzenia.
Nie wnikam.
-Panna Ryd... Bo jest jeszcze niezamężna?-chciał się upewnić.
Jednak, Ell, jak to on, niezależnie od tego w jakiej sytuacji się znajduje, lubi żartować. Dlatego, zanim ktoś zdążył cokolwiek powiedzieć, on zaczął wrzeszczeć:
-Jak to!? Zgubiła obrączkę?! A taki byłem szczęśliwy?! A po za tym, oczywiście, że jest zamężna!! Kobiety w jej wieku powinny już znaleźć sobie partnerów! Piękno przemija, i znim się obejrzysz, możesz zostać starą panną!-zdezorientowane spojrzenie lekarza mówiące "ja!?"-Tak, tak! Oczywiście, że jest zamężna! Jest zamężna ze mną!
-CO?! PRZECIEŻ TO JESZCZE DZIECKO!!!!-wydarł się Riker, i tym razem to on rzucił się w pogoń za Ellinghtonem-to, że zgodziłem się na wasze spotykanie się, nie oznacza, że wyrażam zgodę na ślub!!!-wrzeszczał, goniąc dalej Ella i jednocześnie dopijając swój pięćdziesiąty trzeci kubek kawy. Celnie rzucił pustym już pojemnikiem do kosza i kontynuował gonitwę.
Przez tą kawę ma za dużo energii....
Podczas, gdy tamci się ganiali, lekarz nadal miał nam coś do przekazania. Zwrócił się do Rocky'ego... Po którym został tylko kłęby kurzu i zarys oddalającej się sylwetki.
A no tak.
Team Rockliff
Nieważne.
Doktorek, coraz bardziej zdziwiony, zwrócił się do Rossa, króry też chciał uciekać, ale złapałam go zo rękę i nie pozwoliłam na to.
Westchnął
-Więc.... Ekhem! Panna... Pani Rydel się wybudziła-chwila ogromnego szczęścia, ja rzucam się na Rossa, zapominając o całej niezręczności związanej z porannymi wydarzeniami-i można ją odwiedzić-jeszcze więcej szczęścia-tylko z pewnym wyjątkiem...
-Jakim?!-wrzasnęliśmy, a Vanessa, która bezczelnie ignorowała poprzednie wydarzenia, spadła z krzesła i w tempie natychmiastowym znalazła się przy nas
-Co jest?!
-Nic, co ciebie dotyczy-odgryzłam się złośliwe, bo miałam zrypany humor i ogólnie nie chciało mi się tłumaczyć wszystkiego od nowa
Pokazała mi język i wróciła na swoje miejsce.
-To nic groźnego. Chodzi o to, że....ekhem.... Mąż pani Rydel ma być nie wpuszczony....
-Ale to będzie dla niego wielki cios!-próbował bronić przyjaciela Ross - mógłby pan mu ten jeden raz odpuścić? Obiecuję, że już nie będzie wchodził tam gdzie nie trzeba...
-Ale pani Rydel go sobie nie życzy... - powiedział i odszedł
Zaraz, co?! Jak to?!
Nie rozumiałam co powiedział
-CO-zdziwił się Ross. My chyba jakimiś klonami jesteśmy... (wtajemniczeni wiedzą o co cho :P~od aut.)
-Nie wiem....
Już chcieliśmy wejść do sali w której leżała Ryd, ale oczywiście coś nam przeszkodziło.
A mianowicie Rockliff.
Złapali nas i Van, i wynieśli do samochodu. Nie pytać jak, bo sama nie wiem.
Rocky usiadł za kietownicą, a Ell nas przepiął pasami.
Gdyż wcześniej zwiącali nam ręce.
Kiedy tylko Ellinghton zobaczył, że Rocky chce prowadzić, natychmiast interweniował, i po chwili to on siedział za kierownicą, a Rock na miejscu pasażera.
Wszystko fajnie, ale czemu do cholery jestem związana i Ross i Van też, i czemu w ogóle odjeżdżamy, i.... WUOU! Ellinghton wcale nie prowadzi lepiej od Rocky'ego!

//////////////////////////////////////////////////////////////////

NO, CZEŚĆ.
TAK JAK MÓWIŁAM, SORRY ZA TO.... COŚ

ALE NIE MOGŁAM SIĘ W OGÓLE ZEBRAĆ DO NAPISANIA

PRZEPRASZAM :(

W CZASIE WAKACJI COŚ NASKROBIĘ I JAK TYLKO WRÓCĘ TO SZYBKO BĘDZIE NOWY ROZDZIAŁ :)

I TAK ROZDZIAŁ JEST DZIĘKI DWÓM MIŁYM OSOBOM (znaczy jednej chyba się boję...)

MOJEJ KOCHANEJ Kal :*
DZIEWCZYNO KOCHAM CĘ NORMALNIE!!
I SPECJALNIE DLA CIEBIE ELL ŻYJE :)


I DLA Pinni Pay
TAK, TO CIEBIE SIĘ BOJĘ :D

NO, WIĘC TE DWIE DZIEWOJE (XD) ZMOTYWOWAŁY MNIE (no i jeszcze ten długopis) DO NAPISANIA TEGO GÓW.. ROZDZIAŁU.

TAKŻE, MAM NADZIEJĘ, ŻE UNIKNĘ ZEMSTY ITD.

ENJOY BY CHAPTER

Ktoś aka Anabell aka ja

WIĘC TEN
UDANYCH WAKACJI


A, I SORRY ZA BŁĘDY, NIE MIAŁAM JAK SPRAWDZIĆ...








7 komentarzy:

  1. No chyba unikniesz jak narazie zemsty, ale jeszcze nie jestem pewna.
    To tak jak to jest gowno jak ty to mówisz to ja jestem królowa Wielkiej Brytani wiesz! To wytlumaczymy sobie to, że twoje rozdziały są świetne.
    Możesz mi powiedzieć czemu Rydel nie chce widzieć Ella. W ogóle jak tak można. I jeszcze do tego Rockliff porywaja Lau, Rossa i Van nie wiadono po co. Jak ja wytrzymam bez twoich rozdziałów to ja nie wiem.
    Bardzo sie cieszę z tego, że moje groźby tak pozytywnie działają. Jednak ja, aż taka groźna nie jestem. Jeszcze Jools nie zabilam za to, że nie wtawila rozdziału więc ty jesteś bezpieczna. Chyba, że mi podpadniesz.
    To jeszcze tak nie wytrzymam bez twoich rozdziałów, ale jakoś sobie poradzę muszę.
    Kocham Cię i Twojego bloga:*
    ~ Pinni :*

    OdpowiedzUsuń
  2. Hmmm.... ciekawe o kogo ci chodziło z tymi wtajemniczonymi? BO JA NIE MAM BLADEGO POJĘCIA....

    Boshe dzięki, że nie zabiłaś Rata, ale do cholery on chyba popełni samobójstwo jak się dowie :c NIEEEEEEEEEEEEE.

    Okej... spoko Kal, spoko....

    A gdzie moja Raura? :( Smuutam

    A ja na serio boję się o Rocky'ego. Najpierw historia z krwiorzerczymi kanapkami, teraz porwanie.... Boje sie xD

    No i ja też cie kocham ;*
    Ha! Właśnie mnie natchnęło na pytanie! :D
    A tak jakoś xD

    Nie zwlekając dłużej... chcę jeszcze xD

    ~Twoja wierna, kochana, cudowna i ogólnie boska Kal, która podczas Twojej nieobecności tak zawali ci emaila, że gdzy wrócisz pare godzin będziesz to czytała~

    PS. ROSS MA SNAPCHATA *O*
    NIE ŻYJE CZY NIE ŻYJE?

    OdpowiedzUsuń
  3. Cudowny rozdział!!!
    Nie wiem dlaczego tobie się nie podoba, ale mi tak. Wciągnęłam się w twojego bloga i chcę wiedzieć, co się stanie dalej. Dlaczego Rockliff porwali Laurę, Van i Ross'a? Nie wiem, co się kryje w twojej główce.
    Ja już chcę next i będę na niego czekała. ;*

    OdpowiedzUsuń
  4. Super rozdział :*
    Czekam na next :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Z
    A
    J
    E
    B
    I
    S
    T
    Y
    !
    !
    !
    Czekam na nexta! :)
    Do napisania
    Kinga :)

    OdpowiedzUsuń